wtorek, 31 marca 2020

XXXVI
   
Richard myślał o tym co mu powiedział brat. O swoim pochodzeniu. O swojej przeszłości...    O Blacku...
 Przesunęła mu dłoń po policzku.
- A więc, mówisz że nie daje ci spokoju?
-Tak, powrócił....- Westchnął Richard.
-Czyli cały ten.... Cyrk u tej..... Jak jej tam było?
-Batylda.
-Batylda....- Pogładziła mu włosy.- To wszystko na marne, tak?
-Na to wygląda.... Nie chce się ode mnie odczepić.
-I co teraz? Może poradź się Blacka? Może on będzie wiedział co zrobić?
Na dźwięk jego imienia, Richardowi na chwilę stanęło serce i drgnęła powieka.
-Coś nie tak?- Spytała.
Pamiętał wszystko. Nie był pewien, czy chce się teraz tym dzielić z Sarą... Może lepiej jeszcze poczekać? Po co ją bardziej niepokoić? I tak już jest dosyć zatroskana. Równie dobrze to mógł być zwykły sen... Chyba sam w to nie wierzył..... Nie, jeszcze poczeka, zrobi niepotrzebny szum i co wtedy? Może to była tylko imaginacja? 
DaVil tam był...
-Rich? 
Sara brutalnie wyrwała go z zamyślenia.
-Nie, nie, wszystko w porządku. Chodźmy już spać, jestem po prostu zmęczony...
-Ok...- Zgasiła lampkę nocną i oboje szybko zasnęłi. Choć ona wiedziała, że coś było nie tak... Czuła to.       

BUM!

Obudził ich potężny wybuch.
-Co jest?!- Rich przetarł oczy.- Sa....- Odwrócił głowę, ale Sara już się ubierała. Za oknem szalał ogień.
-Szybciej, Rich. Chodź!- Ponagliła go.
Wstał, założył spodnie, złapał kurtkę wiszącą na krześle i wybiegł za nią.
Wbiegli przed budynek, Black już tam był.
Richard pierwszy raz widział go w akcji.
-Kurde! Wykryli nas!- Krzyknął do nich, zmagając się z małym, zielonym, skrzydlatym demonem, który pluł w niego ogniem, latając naokoło niczym natrętna mucha. W końcu, złożył palce w kształ trójkąta i trafił w natrętnego potwora, spalając go na miejscu żywcem.
Usłyszeli dudniące odgłosy, gdzieś w oddali. Zbliżało się do nich coś wielkiego.
-Tytani! Uciekamy! Musimy uciekać!- Zarządził Black. - Rich... 
-Nigdzie nie idziemy! - Zaprotestował. - Ja tu zostaję!
-Nie rozumiesz? Musimy się przygotować! Nie damy im teraz rady, potrzebujemy....
Ale Richard mu przerwał.
-Black! Co się z tobą do cholery dzieje?! Nie poznaję ciebie! Gdzie jest ten facet, który nauczył mnie tego wszystkiego? Gdzie on się podział, hę?!
Dudnienie było coraz bliżej, ziemia się trzęsła.
Black zatrzymał wzrok i osłupiał na chwilę. Wyraźnie słowa Richarda dotknęły go i ukłuły czuły punkt. Dotkliwie. Trafił tam, gdzie miał trafić. I miał rację, co on do cholery wygaduje? Uciekać? Po co? Gdzie?
-Saro, jeżeli chcesz się na coś przydać, biegnij do schronu po broń. Rich... Przygotuj się....- Dłoń, którą zacisnął w pięść, zaświeciła się.- Będzie rzeźnia.
Jego przyjaciel uśmiechnął się.
Dwóch tytanów, łamiących po drodze drzewa i wyrywając je razem z korzeniami, zbliżało się do nich coraz bardziej... Obalane pnie padały na ziemię z głośnym łoskotem.
Jeden z nich, dmuchał płomieniem, podpalając wszystko na swojej drodze. Trzask płomieni i łamanych gałęzi, był już zaledwie piędziesiąt metrów od nich...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz