STATEK MIŁOŚCI
Rozdział 4
Kierunek Podziemia
Na zewnątrz, było słychać tylko głuche pohukiwanie sów, odbijające się echem pośród gołego lasu...
Teraz czekała go najtrudniejsza wyprawa.
Musiał znaleźć wejście do Podziemi...
Cena do zapłacenia znaczyła nic, w porównaniu do zdobyczy, którą musi odzyskać i zwrócić światu.
Ten człowiek znaczy zbyt wiele.
Co oni z nim zrobili, gdzie go zabrali?
Misja odnalezienia go na własną rękę, to niemożliwość.
Będzie potrzebna pomoc. Chyba wiedział do kogo się zwrócić, choć zrobi to z niechęcią.
Tak... jeszcze on, on bedzie znał drogę.
Przypomniał sobie również o niej...
Stare dzieje.
Ale tak mocne osobistości są niezbędne. Z resztą, na pewno będą się... palić do tej roboty.
Uwielbiają takie akcje.
Anioły inkarnowane w ludzką tkankę.
Były od zawsze na tej planecie , koegzystując na przestrzeni dziejów ziemi, wraz ze wszystkimi stworzeniami które kiedykolwiek na niej zamieszkiwały.
Lecz w tych czasach, naroiło się ich wyjątkowo dużo.
Zazwyczaj były to jednostki, dziś liczymy je w setkach.
Schodzą zawsze z jakąś misją. Mało które są dopuszczone do tego zaszczytu.
Zaszczytu?
Tak, i to wielkiego, bo na końcu tej podróży okaże się że człowiek doświadczy czegoś, czego anioł nigdy nie zazna.
Z resztą... jest tak cały czas, ale koniec, czyli Zbawienie dla wybranych, jest tego kulminacją.
A dla przegranych?
Cóż....
Nie chcesz się wśród nich znaleźć, uwierz mi.
Chcesz przyjąć wieniec Zwycięstwa od Chrystusa i tego z całego serca ci życzę, bo Zbawienie jest warte każdej ceny, a marności tego świata warte tyle co proch....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz