piątek, 6 marca 2020

XIII
Sara nie miała nawet ochoty jeść już tych przeklętych pączków. W jej głowie panował niezły bałagan, postanowiła oczyścić ją chwilą medytacji, a potem może znowu ją zatopi morzem alkoholu. Nie widziała lepszej opcji do wyboru w tym momencie. Wiedziała, że to nie wyjście, ale ona nie chciała od niczego uciekać. Po prostu... potrzebowała odciąć się na chwilę od tego bagna. Tak... odciąć, to dobre słowo.


Znajdowali się w Polsce, śmierdzący fetorem potwór był tysiące kilometrów od nich. Baza Jarecka znajdowała się gdzieś w okolicach ameryki południowej.
-Musimy go dokładnie zlokalizować i robimy nalot.- Stwierdził Black.- Najpierw zajmiemy się nim.
-Czy on przejął kontrolę nad Cthulhu?- Spytał Richard.
-Wątpie w to.- Odpowiedział mu Black.- Prędzej Cthulhu przejąłby kontrolę nad nim. To cholernie inteligentne stworzenie, pieprzona rybia głowa. Jest bardzo potężny i myślę, że do osiągnięcia swych celów nie będzie potrzebował nikogo ani niczego innego, niż wyłącznie siebie.
-Gdzie jest Sara?- Rich spostrzegł, że od dłuższego czasu jej nie widział.
-Śpi pijana.- Westchnął.- Powoli chyba zaczyna ją to przerastać, mnie zresztą już też.
-No to nie jesteście sami.- Skwitował.
-Musimy sobie jakoś poradzić, Rich. Chodź, poćwiczymy trochę.
-To dobry pomysł.
I poszli.
Nawet nie zdążyli się dobrze rozgrzać, gdy na salę treningową wpadł jeden z ich agentów.
-Black, zlokalizowaliśmy położenie posiadłości Jarecka!
-Wal!
-Znajduje się na południu, w Argentynie, Buenos aires.
-Lecimy więc. Rich budź Sarę, nie mamy czasu, a tym bardziej do stracenia. Postaw wszystkie jednostki w gotowości! Ruszamy natychmiast.- Rozkazał Black.
Agent uśmiechnął się tylko.- Będzie rozwałka.


Rich poczuł uderzenie andrenaliny, był gotowy do działania.
Wpadł do jej pokoju i usiłował ją dobudzić.
-Aghebwle...-Wymamrotała w półśnie, wybudzając się. Ból głowy i kac dawały jej się we znaki.
-Saro! Wstawaj!- Szturchnął ją – Lecimy do posiadłości Jarecka!
-Co!?- Podniosła się nagle do pionu, oczy w słup, jak rażona piorunem. Nie była pewna czy się nie przesłyszała.
-Dobrze słyszysz, przyszedł czas na tego tłustego skurczybyka i jego bandę z niższych kręgów.
Dwa razy jej tego nie trzeba było powtarzać. Już była ubrana, już miała broń przy pasku i karabin w rękach. W pełnej gotowości.
Wyszli na korytarz i ruszyli do kapsuł, razem z innymi. Zajęli miejsca... 3...2...1... Start!
I wylecieli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz