XXIX
Black podniósł głowę i zobaczył jakiś niewyraźny kształt naprzeciwko siebie. Przetarł oczy i ujrzał postać w kapeluszu naciągniętym na twarz, z długim rondem, ubraną w beżowy garnitur. Siedział ze skrzyżowanymi nogami.
-Michał?- Blackowi wydawało się że ma omamy.
-Kacyk męczy?- Usłyszał w odpowiedzi.
Głowa mu pękała.
-Masz, połknij to. Zrobi ci się lepiej.
Wziął więc od niego bez zastanowienia zieloną, kwadratową tabletkę. Czuł do niego dziwne, bezinteresowne zaufanie. Coś było w tej personie, coś takiego... czystego. Nie mógł tego opisać słowami. Poza tym ból głowy strasznie dokuczał.
Połknął i wszystko przeszło jak ręką odjął. Całe wyczerpanie, ból i suchość. Cudo! Jak nowo narodzony!
-Widzę, że całkiem nieźle sobie poczynacie.- Uśmiechnął się.- Zaszliście niezwykle daleko...
-To i tak nie istotne, to ciągle za mało.- Stwierdził Black.
Michał wstał z krzesła i obszedł stół.
- Powiedz mi Michał, co wtedy się z tobą stało? Gdzie zniknąłeś?
-Ja... Nie mogłem wtedy zostać z wami. Teraz też... nie będe mógł. Jestem tu tylko na chwilę, więc słuchaj...- Zaczął
Ale Black mu przerwał.
-Jesteś strasznie tajemniczy, wiesz? Jak mam ci niby zaufać? Nie wiem o tobie tak na prawdę nic.
Michał...
Wyglądasz na dobrego gościa, ale ja muszę coś wiedzieć! Skąd ty się do cholery wziąłeś? Kto cię przysłał? Dlaczego ze mną rozmawiasz? Pojawiasz się i znikasz!
-Ja nie mogę ci tego powiedzieć, ale to, co mogę ci ujawnić to jest, że ciągle z wami jestem. Co więcej, nie odstępuję was ani na krok...
-Ale... ale niby jak? Nie widziałem ciebie nigdzie wokoło ostatnimi czasy. Ba, widziałem cię tylko raz!
-Później. Dowiesz się wszystkiego później, obiecuję ci. Przyszedłem tutaj w konkretnym celu, a nie mam zbyt wiele czasu, więc posłuchaj...
Black tym razem nic nie odpowiedział.
-Musimy porozmawiać o twoim planie działania przeciw Cthulhu.
-Coś z nim nie tak?
-Wszystko. I ty dobrze o tym wiesz.
-A co innego mam zrobić? To jedyne wyjście jakie widzę. Tylko to może wypalić...- Powiedział zrezygnowany Black.
-Nie. Nie mogę się na to zgodzić.- Odpowiedział mu Michał.- A ty!- wskazał na niego palcem.- Nie możesz tego zrobić!
-A kim ty za przeproszeniem jesteś, aby się z tym nie zgadzać? Wojna... Wymaga poświęceń. Sara, ona zdaje sobie z tego sprawę i zgadza się ze mną.- Machnął ręką.- To odważna dziewczyna, z resztą...- Wypuścił powoli powietrze i wziął głęboki oddech.- Z resztą, skąd ty do cholery wiesz o naszym planie?
-Mój drogi... Ja wiem o wszystkim co tu się wyrabia, wiem co planujecie wy, wiem co planuje Cthulhu.... I zostawiacie tego biednego chłopaka w nieświadomości i niewiedzy!
Black uderzył pięścią w stół i wykrzyczał:
-Tak musi być!
-Nie zdajesz sobie sprawy z konsekwencji, jakie mogą was za to czekać...
-Nie obchodzi mnie to!
-Pociągasz za sobą niczemu winną dziewczynę, jesteś w stanie w ogóle sobie wyobrazić co ją za to czeka?!
Black umilkł na chwilę. Jego twarz zastygła.
-Ja... nie... - Poczuł się dotknięty- Z resztą, skąd TY możesz wiedzieć o tym, co nas czeka? Kim ty do cholery jesteś?!
-Znasz moje imię, nie jesteś głupi... Porzuć swój plan, a wam pomogę.
Mówiąc to, otworzył drzwi i wychodząc rozpłynął się w powietrzu...
W tym samym momencie, do kuchni wszedł DaVil. Otworzył szafkę, wyjął mleko z lodówki i przygotował płatki owsiane.
-Dzień dobry...- Wymamrotał niewyraźnie, zaspany.
Black dalej nie mógł przyswoić sobie tego, co tu się przed chwilą zdarzyło. Oczy stanęły mu w słup. Potrząsnął głową, wyjął papierosa z paczki i zapalił.
DaVil złapał łyżkę, miskę i usiadł do stołu, biorąc się za jedzenie.
- Nie dym mi tu, jem kurde.- Powiedział z pełną buzią.
-No tak, racja, przepraszam.
Ubrał więc płaszcz i wyszedł przed budynek. Miał mętlik w głowie. Podejrzewał kim on może być, ale nie... to niemożliwe... nie może być... nie może...
A jeśli? To co wtedy?
Mogli zyskać potężnego sprzymierzeńca. Ale co zrobi teraz autor? Zakończenie miało być zupełnie inne...
Trzeba pomyśleć też o nim...
(Róbta co chceta, ja to tylko zapiszę./ autor)
No dobra...
Jeśli życie czegoś mnie nauczyło, to tego, że nie można ufać nikomu... Skąd mogę wiedzieć, że mówi prawdę...- Pomyślał.- Chociaż, jak to jest możliwe, że wie. On po prostu WIE. Wszystko co zaplanował.
Cena była wysoka, ale on był gotów ją zapłacić. Równie dobrze ten cały... Michał, mógł w każdej chwili zwrócić się przeciwko nim...
Sam już nie wiedział...- Co robić?- Zapytał sam siebie.
Zgasił niedopałek i wszedł z powrotem do środka. Jesień dawała się już coraz bardziej we znaki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz