VIII
-Odczyty
wskazują wzrost aktywności sejsmicznej w rejonach wyspy, niedaleko
Tristan da Cunha, miejsca przebudzenia Cthulhu- Poinformował Blacka
jeden z ludzi, Rich zauważył, że to on był tu szefem.
-Wyruszyli...-
Black uderzył pięścią w stół.- Musimy ich odnaleźć, zanim oni
znajdą nas. Gotowi?
Sara skineła
głową, za to do głowy Richarda zaczęły napływać fale
andrenaliny.
-Boże... To się
nie dzieje naprawdę.- Pomyślał.
-Idziemy!- Rzucił
Black.
Wszyscy wsiedli w
super-szybkie maszyny, przypominające motocykle z kabiną, które
unosiły się nad ziemią.
Cthulhu, z resztą
potworów wznieśli się ponad ziemię i wyruszyli w stronę
najbliższego miasta, niszcząc wszystko i zabijając każdego, kogo
spotkali na swej drodze.
Black z resztą
ludzi byli już coraz bliżej, odezwały się potwory. Widzieli ich.
-Ognia!-
Rozkazał.
Poszły granaty,
potwory oganiały się od latających motocykli wyposażonych w
działka strzelające nieprzerwaną serią, niczym od natrętnych,
kłujących os.
Pierwsi ludzie
ginęli, pierwsze maszyny wybuchały, a na potworach ostrzał nie
wywierał jakoś większego wrażenia.
-Przenosimy się
na ziemię! Ostrzał z plazmy!.
W środku miasta
rozgorzała się batalia stulecia.
Niebieskie
promienie plazmy przeszywały kreatury na wylot, na co zawyły z bólu
straszliwie. Rich walczył dzielnie, pare potworów zniknęło z pola
widzenia, nie tylko dlatego, że paru położyli. Niektóre stały
się niewidzialne, jeszcze inne uciekły z pola walki.
Rich otrzymał
mocny cios w plecy.
-Aaah!- Krzyknął.
Broń wypadła mu z rąk.
-Rich, nie!- I to
już biegła mu na pomoc Sara, widząc że potwór chce zadać mu
ostateczny cios, podłożyła się i przyjęła go na siebie.
Szpon potwora
przebił jej brzuch na wylot, tuż przed twarzą naszego bohatera.
Jego twarz zgasła. Po jakimś czasie dotarło do niego, co się tak
właściwie stało.
Wściekłość
przeszyła mu wszystkie żyły i rozpaliła całe ciało, niczym
żarzący się ogień.
-Nieeeeeeee!!!-
Czuł, że płonie.
Jego cała postać
rozświetliła się złoto-białym światłem, nie czuł nic, oprócz
wściekłości. Jego włosy zapłonęły złotym blaskiem, oczy stały
się całe białe, jakby zostały mu tylko same białka, bez śladu
źrenic.
-Arrrrghhh!!!-
Napiął wszystkie mięśnie.
Z super-szybkim
odbiciem od gleby, złapał jednego z potworów za szyję, rzucił o
ścianę i zniszczył jednym, wielkim strumieniem ognia, który
wystrzelił z jego dłoni.
Widząc to,
reszta zastygła w bezruchu. Kreatury poczuły strach i rozpierzchły
się we wszystkie
strony świata, łącznie z Cthulhu.
Rich opadł na
kolana obok Sary ze łzami w oczach i wziął ją na ręce.
-Saro... Nie
musiałaś....
I tak zaszlochał
pośrodku pola niedawnej bitwy, którym było miasto pogrążone w
ogniu, gruzie i szczątkach. Jego łzy kapały na jej ranę w
brzuchu.
Gdy położył na
nim ręke, odezwał się słaby jęk Sary:
-Eeeh...
-Sara? Ty
żyjesz?- Promieniujące światło, które otaczało Richa, nagle
znikło, a on sam stracił przytomność, osuwając się na ziemię.
IX
-A
więc, w końcu się spotykamy, o potężny - Tęgi mężczyzna,
imieniem Jareck ukłonił się w jego stronę.
Krąg postaci w
kapturach zrobił to samo.
Cthulhu nie
używał słów, porozumiewał się z nimi na poziomie telepatycznym,
w ich głowach rozbrzmiał jego tubalny głos: „Kilku z moich
poległo, niektórzy oczekują mnie na wyspie, reszta uciekła, lecz
zapłacą za to. Z waszą pomocą rozgromimy te robaki i przejmiemy
władzę nad światem!"
-Taaak!!-
Przywtórowali mu.
Rozległa się
mantra, krąg zbierał czarną energię, po czym zaplanują następny
atak.
Tymczasem Black i
reszta jego ludzi przetransportowali Sarę i Richarda do bazy. Gdy
Rich otworzył oczy, budząc się na łóżku polowym, jego pierwszą
reakcją była:
-Sara!-
Odkaszlnął - Gdzie jest Sara?
-Spokojnie mały.-
Próbował go ogarnąć Black. - Z Sarą wszystko w porządku,
uratowałeś ją wariacie, a ona uratowała ciebie. Fifty-fifty.
Pamiętasz, co się stało?
-Pamiętam...
Chyba.
-Rozwałka była
konkretna. - Zaśmiał się pewien średniej wysokości blondyn,
który podszedł i uścisnął ręke Richardowi.
-Nazywam się Justus, cześć.
-Siema.
-To był niezły pokaz młody, płonąłeś jak
świeczka, widzisz Justus?- Rzucił do blondyna Black- Mówiłem ci,
że to on!
-Ano.- Justus uśmiechnął się do niego.-
Teraz już wiem, że nie mają szans!
Rich odkaszlnął:
-Nie bądź tego taki pewien, ledwo uszliśmy z
życiem.
-Jeśli potrafiłeś zrobić to wtedy, zrobisz
to i ponownie, musisz tylko nauczyć się to kontrolować i przywołać
w dowolnym momencie.
-Ta...tylko czuję się nieźle....
nadwyrężony.- Znów odkaszlnął.
-Przyzwyczaisz się - Posłał mu uśmiech.- To
nasza jedyna nadzieja. TY jesteś naszą ostatnią nadzieją...
Richard sam już nie miał pojęcia, czy to
dobrze, czy źle...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz