wtorek, 3 marca 2020

VIII
-Odczyty wskazują wzrost aktywności sejsmicznej w rejonach wyspy, niedaleko Tristan da Cunha, miejsca przebudzenia Cthulhu- Poinformował Blacka jeden z ludzi, Rich zauważył, że to on był tu szefem.
-Wyruszyli...- Black uderzył pięścią w stół.- Musimy ich odnaleźć, zanim oni znajdą nas. Gotowi?
Sara skineła głową, za to do głowy Richarda zaczęły napływać fale andrenaliny.
-Boże... To się nie dzieje naprawdę.- Pomyślał.
-Idziemy!- Rzucił Black.
Wszyscy wsiedli w super-szybkie maszyny, przypominające motocykle z kabiną, które unosiły się nad ziemią.


Cthulhu, z resztą potworów wznieśli się ponad ziemię i wyruszyli w stronę najbliższego miasta, niszcząc wszystko i zabijając każdego, kogo spotkali na swej drodze.


Black z resztą ludzi byli już coraz bliżej, odezwały się potwory. Widzieli ich.
-Ognia!- Rozkazał.
Poszły granaty, potwory oganiały się od latających motocykli wyposażonych w działka strzelające nieprzerwaną serią, niczym od natrętnych, kłujących os.
Pierwsi ludzie ginęli, pierwsze maszyny wybuchały, a na potworach ostrzał nie wywierał jakoś większego wrażenia.
-Przenosimy się na ziemię! Ostrzał z plazmy!.
W środku miasta rozgorzała się batalia stulecia.
Niebieskie promienie plazmy przeszywały kreatury na wylot, na co zawyły z bólu straszliwie. Rich walczył dzielnie, pare potworów zniknęło z pola widzenia, nie tylko dlatego, że paru położyli. Niektóre stały się niewidzialne, jeszcze inne uciekły z pola walki.
Rich otrzymał mocny cios w plecy.
-Aaah!- Krzyknął. Broń wypadła mu z rąk.
-Rich, nie!- I to już biegła mu na pomoc Sara, widząc że potwór chce zadać mu ostateczny cios, podłożyła się i przyjęła go na siebie.
Szpon potwora przebił jej brzuch na wylot, tuż przed twarzą naszego bohatera. Jego twarz zgasła. Po jakimś czasie dotarło do niego, co się tak właściwie stało.
Wściekłość przeszyła mu wszystkie żyły i rozpaliła całe ciało, niczym żarzący się ogień.
-Nieeeeeeee!!!- Czuł, że płonie.
Jego cała postać rozświetliła się złoto-białym światłem, nie czuł nic, oprócz wściekłości. Jego włosy zapłonęły złotym blaskiem, oczy stały się całe białe, jakby zostały mu tylko same białka, bez śladu źrenic.
-Arrrrghhh!!!- Napiął wszystkie mięśnie.
Z super-szybkim odbiciem od gleby, złapał jednego z potworów za szyję, rzucił o ścianę i zniszczył jednym, wielkim strumieniem ognia, który wystrzelił z jego dłoni.
Widząc to, reszta zastygła w bezruchu. Kreatury poczuły strach i rozpierzchły się we wszystkie strony świata, łącznie z Cthulhu.
Rich opadł na kolana obok Sary ze łzami w oczach i wziął ją na ręce.
-Saro... Nie musiałaś....
I tak zaszlochał pośrodku pola niedawnej bitwy, którym było miasto pogrążone w ogniu, gruzie i szczątkach. Jego łzy kapały na jej ranę w brzuchu.
Gdy położył na nim ręke, odezwał się słaby jęk Sary:
-Eeeh...
-Sara? Ty żyjesz?- Promieniujące światło, które otaczało Richa, nagle znikło, a on sam stracił przytomność, osuwając się na ziemię.






IX
-A więc, w końcu się spotykamy, o potężny - Tęgi mężczyzna, imieniem Jareck ukłonił się w jego stronę.
Krąg postaci w kapturach zrobił to samo.
Cthulhu nie używał słów, porozumiewał się z nimi na poziomie telepatycznym, w ich głowach rozbrzmiał jego tubalny głos: „Kilku z moich poległo, niektórzy oczekują mnie na wyspie, reszta uciekła, lecz zapłacą za to. Z waszą pomocą rozgromimy te robaki i przejmiemy władzę nad światem!"
-Taaak!!- Przywtórowali mu.
Rozległa się mantra, krąg zbierał czarną energię, po czym zaplanują następny atak.


Tymczasem Black i reszta jego ludzi przetransportowali Sarę i Richarda do bazy. Gdy Rich otworzył oczy, budząc się na łóżku polowym, jego pierwszą reakcją była:
-Sara!- Odkaszlnął - Gdzie jest Sara?
-Spokojnie mały.- Próbował go ogarnąć Black. - Z Sarą wszystko w porządku, uratowałeś ją wariacie, a ona uratowała ciebie. Fifty-fifty. Pamiętasz, co się stało?
-Pamiętam... Chyba.
-Rozwałka była konkretna. - Zaśmiał się pewien średniej wysokości blondyn, który podszedł i uścisnął ręke Richardowi.
-Nazywam się Justus, cześć.
-Siema.
-To był niezły pokaz młody, płonąłeś jak świeczka, widzisz Justus?- Rzucił do blondyna Black- Mówiłem ci, że to on!
-Ano.- Justus uśmiechnął się do niego.- Teraz już wiem, że nie mają szans!
Rich odkaszlnął:
-Nie bądź tego taki pewien, ledwo uszliśmy z życiem.
-Jeśli potrafiłeś zrobić to wtedy, zrobisz to i ponownie, musisz tylko nauczyć się to kontrolować i przywołać w dowolnym momencie.
-Ta...tylko czuję się nieźle.... nadwyrężony.- Znów odkaszlnął.
-Przyzwyczaisz się - Posłał mu uśmiech.- To nasza jedyna nadzieja. TY jesteś naszą ostatnią nadzieją...
Richard sam już nie miał pojęcia, czy to dobrze, czy źle...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz