sobota, 14 marca 2020

XXI
    Stado żywych trupów rozrastało się coraz bardziej, wkrótce cały świat ogarnie banda bezmózgich zombie. Przetrwało na razie niewielu. Schowani w bunkrach, lasach, na wsiach, liczyli na ratunek skądkolwiek, lub jakiś cud który ich ocali. 
Dopóki zapasy jeszcze się nie skończyły....

-W takim razie do kapsuł.- Zarządził Black.
-Poruszacie się jeszcze tym złomem?- Zadrwił DaVil.
-Nie każdy tu potrafi latać, gogusiu.- Odpowiedziała mu Sara.
-Nie mówię o tych, mówię o leczniczych, przyda ci się.
-Fakt...
-Rich, ty też.
-Ale...
-Bez gadania, potrzebuję cię w stu procentach sprawnego.- Naciskał.

Udali się więc na regenerację w nowoczesnych kapsułach z leczniczym płynem.
-Przywrócenie was do używalności zajmie około pięciu godzin. Rozbierać się i wskakiwać, zostawiam was samych.
Postąpili według jego instrukcji.
Rich nałożył maskę tlenową, komora się zamknęła, a płyn zaczął się wydostawać ze ścianek. Od razu poczuł ukojenie. Niesamowita rzecz! Spojrzał obok, DaVil chyba już zasnął... Richard trochę bał się zamykać oczy, nie miał pojęcia,  jakież to pokręcone rzeczy może ujrzeć w snach tym razem... 
Ale jego młodszy brat wcale nie spał,  był pogrążony w myślach...- Co robić? Zostać przy braciach, czy bracie? Kogo powinien zabić, a kogo oszczędzić? Czy powinien zabijać kogokolwiek? Do czyjejś śmierci dojdzie na pewno...
Richardowi w końcu udało się zasnąć, tym razem sny były spokojne. Obudziło go odsysanie płynu. Kuracja dobiegła końca, kapsuła otworzyła się.
-Jak tam?- powitał ich Black.
-W porządku.
-Lepiej niż kiedykolwiek! Łał, niezłe cuda tu macie!- DaVil oglądał swoje ramiona i tors, czuł się świetnie, czegoś takiego jeszcze nie doświadczył, jeszcze niedawno ledwo żył...
-Idziemy.
Ruszyli za Blackiem.

Wsiadając do kapsuły, DaVil zastanawiał się, ile czasu może zająć podróż tym szmelcem. Korzystał kiedyś z podobnej, ale ten model wydawał mu się jakiś młodszy. 
Richard czuł w kościach, że niebawem się wszystko roztrzygnie. Poczuł specyficzną wibrację i już cała czwórka była w powietrzu.
DaVil odezwał się przez radio:
-Ej, czarny, jak chcemy niby ich znaleźć? Słychać mnie?
-Doskonale. Myślałem, że ty mi powiesz.
-Ja? A skąd mam to wiedzieć? Od kiedy odłączyłem się od...
-Nic się nie martw.- Wpadł mu w słowo.- Zadbałem o wszystko, siedź cierpliwie i nie baw się współrzędnymi.
-Niech zgadnę...Pluskwa!
-Jeśli nie latają nago, to ich odnajdziemy.
-Kiedy to zrobiłeś?- Spytał Richard.
-W najmniej oczekiwanym momencie ptaszki. Zbliżamy się, bez odbioru.
Resztę podróży odbyli w ciszy. Dolecieli na miejsce dosyć szybko. Sam DaVil był zdumiony prędkością tych maszyn, cóż za technologia!
-Teraz siedzą w lesie? Kto by pomyślał, że z willi przeniosą się na bagna, hehe.- Zakpił Rich.
-Tak kończą frajerzy.- Zaśmiał się Black.

Czekali na nich.
-Witamy w naszych skromnych progach...
-A co się stało z "możecie nas zgładzić, jeśli chcecie"?- Zapytał ironicznie Black.
Starszy mężczyzna uśmiechnął się.
-Niestety, nieaktualne.- Znienacka machnął ręką, a z jego rękawa wydostał się biały dym.
-Uwaga! Nie wdychajcie tego! Zasłonić twarz!
Rozbiegli się naokoło grupki, oni zaś rozproszyli się do lasu, chowając wśród drzew.
-Cholera! Musimy ich złapać! Nie ważcie mi się zabijać żadnego!- Rozkazał Black.
Przeczesali ekspresem teren na najbliższe dziesięć kilometrów. Nie było śladu nikogo. Nikogo, prócz...
-Uwaga... rekin! Rekin?! Co do... - Richard był zaskoczony, przez chwilę go zamurowało. Musiał lecieć po Sarę. Wrócił i złapał ją w pół, podrywając do góry.
-Co ty robisz? Nie czas na...
-Chcesz zostać zjedzona? Proszę bardzo.- Udał że ją upuścił, łapiąc szybko z powrotem.
-CZY TY JESTEŚ CHORY?! Prawie dostałam zawału! Nie waż mi się tego robić ponownie! Jezu....
-Spójrz lepiej w dół. 
Na dole całe stado  morskich stworzeń, w tym najwięcej tych drapieżnych, pokryło całą ściółkę leśną.
-Stanęły w miejscu!- Krzyknęła Sara.
Richard zobaczył obok siebie Blacka i DaVila unoszących się w powietrzu.
-Na pewno są pod ziemią!- Powiedział DaVil.
-Skąd ta pewność?- Spytał go brat.
-Taki mają styl.- Wyszczerzył zęby.
-On ma rację.- Potwierdził Black.- Musimy znaleźć jakieś wejście.
-Tylko jak?

DaVil nie czekał za długo na jakieś pomysły, wystawił ręce przed siebie i spalił cały widoczny obszar, wraz ze zwierzętami. Sara spojrzała na niego z obrzydzeniem. Ich oczom ukazał się wypalony, łysy teren.
-No co? Miałaś może lepszy pomysł?
-Rozdzielamy się i szukamy wejścia, czegokolwiek..- Rzekł Black.
-W życiu nie znajdziemy ich w ten sposób.- Odparł DaVil.
-Co masz na myśli?
-Nie ma wejścia, przedostali się tam za pomocą swego (pokazał cudzysłów) "hokus-pokus", użyli magi, za dobrze ich znam. Pod ziemią jest pewnie jakieś pomieszczenie, dosłownie przesiąknęli przez ziemię do niego.
-Wsiąkneli? Jakie mamy opcje?
-Rozpuścić się, albo kopać, na co nie daję gwarancji sukcesu, ściany krypty są pewnie zrobione z tytanu, lub czegoś w tym rodzaju.
-Mamy plazmę.
-To mamy punkt.
-Ale... gdzie to może być? - Zapytał Richard.- To pomieszczenie może się znajdować wszędzie! Mamy pod sobą hektary!
-Urządzenie nie wykrywa niczego.- Dodała Sara.- Spod ziemi nie dojdzie żaden sygnał, szczególnie z jakiejś puszki.
-Co robimy?
-Musimy ich znaleźć. Bez nich, nawet jeśli uda nam się zgładzić Cthulhu, świat dalej będzie pogrążony w chodzącym rozkładzie na wieki, nie możemy do tego dopuścić. Ocalałych jest już zapewne garstka...- Black widział tylko jedną opcję...
-Szykujcie plazmę, walimy na ślepo...
-Nie! - DaVil zaprostestował.- Zabijecie ich!
-Trudno! Znajdziemy ich księgi, wiem kto może się zająć odwróceniem tego syfu...
-Black, nie!- Wtrąciła się Sara- Nie pozwolę ci!
DaVil też zaprotestował:
-Jeżeli myślisz, że pozwolę ci ich zabić...- Wystawił ręke przed jego twarz.- To się grubo mylisz....
Richard wleciał przed Blacka i rozpostarł ramiona.
-Przestań.
DaVil zawahał się, nie wiedział przez chwilę co począć. W końcu, opuścił dłoń.
-O kim mówiłeś?- Spytał Blacka.
- O pewnej czarownicy imieniem Batylda. Zapłatą za taką usługę jest dusza.
-Spodziewałem się tego.- Uśmiechnął się do nich.- Zrobię to. 
-Wybij sobie z głowy. - Odparł Rich.- Na pewno jest jakaś inna droga. Do cholery!- Poczuł bezsilność. I nienawidził tego.
-Nie chcesz tego robić.- Stwierdził Black.- Już lepsza śmierć. Utrata duszy, to utrata wolności, będziesz na smyczy Lucyfera już na wieki... Ona ma z nim układy...
-Nie obchodzi mnie to. Jak mi nie przypasi, to załatwię i jego.
-Kretyn!- Krzyknął Black- Myślisz, że to takie hop-siup?! To nie jest zabawa!- Wyraźnie się zagotował.
-Bierzesz życie za poważnie, daj spokój, nie może być przecież tak źle? Co?
Rich spojrzał na niego znacząco.
-Co...?- Już sam nie był pewny, czy dalej chce się tego podjąć. Perspektywa bycia psem, posuwanym przez szatana na wieki, nie była zbyt kusząca....
-Możemy zejść na ziemię?- Sarze już zaczynało kręcić się w głowie od tej wysokości.
-Dobry pomysł.

Na bezkresnym polu wypalonego lasu, nie było ani żywej duszy, przynajmniej przez chwilę...
Wylądowali. <puk>, pod nogami Richarda rozległ się metaliczny odgłos.
-???
Uderzył stopą w skrawek ziemi pod sobą, okazała się być tam pewna metalowa płyta, pod którą mogło znajdować się jakieś pomieszczenie. Rich uderzył w nią tym razem mocniej, wybijając dziurę na wylot, po czym uniósł ją do góry. Cała czwórka zajrzała w ciemny dół.
-To jakiś tunel.- Stwierdził Black.
-Dziwne...- Powiedział DaVil.
-Dlaczego?- Spytał Rich.
-Nietypowe jak na nich, oni sie używają takich przejść. Nie są im potrzebne.
-Może ktoś zrobił coś w rodzaju podkopu?- Wtrąciła Sara.
-To znaczy, że może nie tylko my ich szukamy. Nie jesteśmy sami.- Black wskoczył do środka.- Pójdę pierwszy, jeśli nie dam żadnego znaku w przeciągu pięciu minut, idźcie po wiedźmę, ona wam pomoże. I jeszcze jedno... pod żadnym pozorem nie wchodźcie, jeśli bym nie wrócił, macie skierować się prosto na północ. Podążajcie za krukami. A, i... jeśli teraz się rozmyślicie... nie będe wam miał tego za złe...
-Zamknij ryj i idź już.- Sara wepchnęła mu nogą wystającą głowę do środka.

Niesamowite, że w takiej chwili coś jeszcze mogło ich rozbawić...
Oczekiwali jakiegoś znaku od niego z tchem zapartym w piersiach. Napięcie było odczuwalne w powietrzu i rosło z każdą sekundą.
W końcu go usłyszeli:
-Czysto! Możecie wbijać!
Wskoczyli kolejno do dziury, najpierw Sara, potem DaVil. Richard przez chwilę rozejrzał się po otaczającym go krajobrazie pustki, po czym sam wskoczył za towarzyszami.
W tunelu było ciemno, szli praktycznie po omacku. Ściany tunelu były gliniane, podobne  jak w kopalni. Strop podtrzymywany był przez drewniane bele.
-Weź zapal światło jakieś.- Powiedziała półżarterm, bo faktycznie by się przydało, nic nie widziała.
Rich w odpowiedzi rozpalił mały ogień w swojej dłoni. Sara uśmiechnęła się i przysunęła bliżej niego. Black przyglądał się ścianom.
-Spójrzcie. - Zwrócili wzrok na malowidła, przedstawiające satanistyczne rytuały i człowieka niosącego ogień. Wszystko układało się w historię, jak jakiś prehistoryczny komiks. Na końcu podpalał satanistów, każdego z osobna. 
-Wow, czy to ja?- Zaśmiał się DaVil.
-Ty przypominasz mi raczej tego tu, o z lewej.- Zażartował Rich i pokazał mu jakąś przypadkową postać na skale. Black spojrzał w tę stronę... Jakoś dziwnie ta postać wydawała mu się znajoma...
D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz