niedziela, 10 maja 2020

Czas psychozy-rozdział 3 Mumia

Czas psychozy-rozdział 3 Mumia

Ponoć potrafimy z grubsza spostrzec 5 % rzeczywistości, pozostałość zostaje nieodkryta, bynajmniej, ale przez większość.

Nigdy nie będziesz w stanie zrozumieć jak to wygląda, dopóki tego nie doświadczysz.
Eee.. są sposoby aby to zrobić i zajrzeć za kurtynę rzeczywistości, lecz najlepiej robić to naturalnie, bądź w ogóle bez żadnych środków i będzie najefektywniej. Tak.

No więc... Czy zdarzyło się widzieć w twoim życiu jak niepostrzegalne staje się spostrzegalne, a wymiary nakładają się na siebie?
Cóż...
Nie mogę bagatelizować tego, że ja tak. Widziałem istoty i wymiary nie z tego świata... Czasem materializowały mi się przed oczami, czasem spotykałem ich poza ciałem.

I tak, tak... możemy mówić: "to tylko zwidy po dragach", lecz czym są owe wizje? Czy ktoś to kiedyś zbadał?

Może przyjmując określoną substancję, przestawiamy pracę fal naszego mózgu na inne częstotliwości? Tym samym przenosimy naszą świadomość na inne płaszczyzny, jednak ciałem fizycznym pozostając w tej samej pozycji.

Podobnie jak podczas gdy śpimy, nasz mózg skacze pomiędzy różnymi fazami, pracując na innych falach i jak się okazuje uwalniając psychedeliczne DMT, daje nam "trip" snu.
Myślę że podczas medytacji również mózg wskakuje na inne obroty.

To tyle na sucho, przeżycia są o wiele ciekawsze.
Czy ja śnię? Nie. A jednak.
Nade mną unosi się falującym ruchem płaszczka zbudowana ze złocisto-świetlistego kurzu.
Skąd przybyłaś, o nieznana? Z jakiego wymiaru istot?
Gdy wyciągnąłem rękę by tego dotknąć, rozpłynęło się w powietrzu.

Zamknąłem oczy.
Otworzyłem oczy.
Inne.
Unosilem się na podwórku za jakimś domem.
Podpłynę bliżej...
Kto to jest?
To mumia, owinięta cała szczelnie we fioletowe bandaże, siedzi, gestykulując coś żywo obandażowanymi dłońmi, kiwając przy tym głową.
Chyba wydaje się jej że coś mówi, ale prawda jest inna...

sobota, 9 maja 2020

Czas psychozy-rozdział 2-Czas

Czas psychozy-rozdział 2-Czas

Potrzebuje dobrej muzyki, jestem w dobrej czasoprzestrzeni. Carbony? Może być.
Nie ma to jak iść na przystanek nabuzowanym w pełni serotoniną, która aż wylewa się ścieżkami neuronowymi niczym ludzie z autobusu na który zaraz się spóźnię.

Ale to nie szkodzi.
Mimo że zaraz wypluję płuca w tym szaleńczym biegu, wiedziałem że zdążę.
Chociaż gdyby kierowca nie poczekał, pewnie nie miałbym na tyle szczęścia.
Dzięki.

Za to lubię dexa. Daje mi szczęście. I to na tyle go dużo, że nawet światło na każdym przejściu mam zielone. Niczym Felix felicis.

Fale elektromagnetyczne na których działa mój mózg są przełączone, woow cóż to za częstotliwość? Odbieram rzeczywistość zupełnie inaczej.

Gadający ludzie.Ktoś podobnie jak ja słucha muzyki. Jeszcze inny żuje gume. Śmiechy, tupoty, popychania, szturchoty. Droga do szkoły. Dzisiaj jadę sam pośród tłumu i dobrze... nie mam dziś głowy na dialogi. Tylko monologi wewnętrzne w głowie mojej... Potrzebuję wyciszenia, umysł to klatka, a ja za mało medytuje.

Za dużo dragów biorę.

I jedno i drugie.

Patrzę przez szybę na przemijający obraz za onem, znikający by odnaleźć nowy pejzaż, uciekający jak ten moment...
Ile bym dał za pilot którym mógłbym go kontrolować, przewijać, cofać... Zatrzymać.
Siebie.
Umysł.
Równa się zatrzymać czas? Może.
Nie wiem, nie znam się.

Dziwna sprawa... ten czas.

I tak rozmyślając czas mi mijał, aż w końcu dojechałem do celu.
Hop.
Jestem na chodniku.

Wylądowałem na pętli autobusowej.
Co dalej? Jechać tramwajem, czy iść gdzieś z buta?
Trzeba dexa zakupić więcej i iść coś zjeść.
Dobra... to tramwaj, tylko sobie zajaram.

Uff...
Hehe, kto by pomyślał że te dopki będą kopać. I to jeszcze na legalu spod lady... dziwne... Kokolino by sie przydało...

I tak zatracając się w myślach i wspomnieniach czasoprzestrzeni roku 2008, ściągałem szybko buchy z lufy. Tramwaj zaraz startuje kierowca już idzie.
Spaliłem wszystko, jedziemy.

Ale się faza wkręca. Jestem kompletnie zjarany... Jeszcze dex wszystko podbija. Moje oczy czerwone jak kapsko pawiana.

Dobra, idę do apty, zobaczymy czy sprzeda.
Bywało że odmawiały sprzedawania leku, gdy farmaceutki widzialy jak młody gówniarz prosi o 3 paki. Tym bardziej że wiedziały doskonale po co mi to.

Taaa... tani lek, ktorym dzieciaki się odurzają, taki trend. Ale wielu się nie spodobało..
Hehe, niewtajemniczeni.
Nie wiedzą, że z czasem uboki znikają i że trzeba przyjmować to w odpowiedni sposób z odpowiednim przygotowaniem i jedzeniem i w odpowiednich warunkach.

Nie wiedzą tego...
Nie czytają za dużo.

Heh, wyjątkowy specyfik. Pokazuje coś innego z każdym tripem.
Mi tam się nigdy nie nudził, ani nie odstraszał.

No to jestem.
Za każdym razem gdy kupuję dexa, mam nieprzyjemne uczucie, bo obiecałem Bogu, że już więcej nie wezmę.
Nie wiem dlaczego to zrobiłem, byłem na dexie. Aczkolwiek to się stało.
Nie bądź zły na mnie proszę.

Ciągle zadaję sobie pytanie, czemu? Po co ? Na co? Ale sie stało. Może taka była wola Wyższa?
Bo jak mówi Słowo:
"Dana obietnicę Najwyższemu dotrzymasz".

Taka wyjątkowa substancja, co podłącza pod inne wymiary, a ja ją sobie zrujnowałem.Najlepsza.
Debil.



piątek, 8 maja 2020

Statek miłości Rozdział 16 Tunel ostrzy

KUNDHALINI 
Rozdział 16
Tunel ostrzy

Wiatr huczał przeraźliwie dookoła niego.
Podniósł się na łokciach. Czuł się jakby właśnie spłonął żywcem. Mimo to szybko wrócił do siebie. Tutaj po zadanych torturach, ciało wraca do swojej pierwotnej formy. Nie ważne jakby poturbowane było i wszystkie męki od nowa. A wytchnienia potępiona dusza nie znajduje ni we dnie, ni w nocy.

Pooddychał głęboko pare razy.
-Bez kitu, płonięcie żywcem jest okropne ..- pomyślał.

Zakasłał i usiłował się podnieść. Był strasznie osłabiony, ale siły szybko wracały.
Ale wieje... uff.
Szedł przez tunel, w którym wiał niesamowicie silny huragan. Lecz im dalej szedł, tym zaczął odczuwać ten wiatr jakby bardziej namacalnie...

Co to jest?

Na skórze zaczął odczuwać małe nacięcia.
Ał...
Im dalej szedł, tym nacięcia robiły się głębsze i większe.

Co jest grane?

Przyjrzał się wiatrowi, który niósł ze sobą małe pyłki. Tyle że to nie były żadne pyłki, tylko małe drobinki mega ostrych, szklano-metalowych ostrzy, które pod wielkim ciśnieniem huraganowej zawieji cięły wszystko co napotkały na swej drodze...

Z tego co mógł dostrzec, im bardziej w głąb, tym ciche brzęczenie szkiełek stawało się gęstsze i bardziej dokuczliwe.

Nie ma wyboru, źle skończy jak tak dalej pójdzie. Musi działać. Rozwinął skrzydła i podobnie jak poprzednim razem wystrzelił jak rakieta wgłąb tunelu.

W tym tempie intensywność cięć i wielkości ostrzy rosła horrendalnie. Zaczął tracić palce, dłonie, wkrótce całe kończyny, aż sam nie skończył szybciutko na glebie w kawałkach.

Następnym co pamiętał było jedynie to, że stoi cały na skraju wejścia do tego samego tunelu co przed chwilą.

Stał tak oniemiały.

Co teraz...
Jak mam to niby przejść?

Nie miał ochoty doświadczać tego znów.
Co to w ogóle jest??
Skoro tak ciężko to pokonać, to musi znaczyć, że po drugiej stronie znajdę coś cennego. Albo żadnej drugiej strony tam nie ma i po prostu to ślepa uliczka jest.
Kurde, co robić...?

Musi znaleźć inne wyjście. Obejście. Cokolwiek.
Nieskończona otchłań rosnacych w tempie wykładniczym cięć, wydawała się nie do przedarcia.

Zaczął kroczyć więc w głąb, nieznaną ścieżką, nie mając pojęcia gdzie go pokieruje...

Zrobiło się ciemno, lecz w niedalekiej odległości ujrzał niewyraźne światło, które powiekszało się z każdą chwilą coraz bardziej.

W końcu wszedł w kolejną komnatę. Ale to było te samo miejsce w którym był jeszcze przed momentem.
Jak to możliwe??

Ta sama ściana ognia za plecami. Ten sam tunel ostrzy...
Sytuacja przedstawiała się bardzo, bardzo źle...




czwartek, 7 maja 2020

Czas Psychozy Rozdział 1 Jestem sobą... chyba.

Czas Psychozy
Rozdział 1
Jestem sobą... chyba.

Nie idę dzisiaj do szkoły.
Pierdole.
Albo może pójdę?
Może lepiej się wyspać, po co się męczyć?
Kurde... Nie mogę zostać w domu, rodzice na chacie, będzie przypał.

I gdzie pójdę na osiem godzin? Będę się tułał po mieście... Dobra.
Zajaram se tylko przed wyjściem i idę...
Szybko, autobus!

Kurde, nie zdążę!

Szybkim krokiem, osunął się bokiem. Wybiegł z pokoju wręcz.
Jest!

Wszystko sie układa, uwielbiam to, to może być dobry dzień. Każdy dzień w którym poszukuje się szczęścia i je znajduje, jest dniem dobrym. Tak. Szkoda zaczyna się dziać, gdy szczęście zaczyna być towarem.
Wtedy zaczynasz układać różne jego formy i kompilacje, niczym towar na półkach w sklepach. Taa.
I Wyceniasz.

Porcjonujesz. A wiesz co jest najlepsze?
Potem to sprzedajesz, ale to co sprzedajesz, nie jest już tym prawdziwym, pełnym szczęściem, tylko sztucznym, pociętym na kawałki cieniem tego co było.

Łatwo to zauważyć można w świecie.

Potem wsypujesz to do worka.
Albo robisz z tego tabletki.

Taaa, wiesz o czym mówię?
Po tym czymś, twoje hormony szczęścia buzują.

I to tyle. Żeby być szczęśliwymmc.

W sumie nie tyle. Żeby być prawdomównym, dzieje się o wiele więcej.

Zależy jakiego rodzaju doznań szukasz.
I grunt, to nie dać się uzależnić.

"Ja tylko raz!"

I tak, tak znamy tę gadkę, ja też tam byłem i kto tam nie zna?
Ale hej, wiesz co jest śmieszne?
Chyba jedyne uzależnienie, czułem tak na prawdę tylko od zioła. Haha!
Farciarz, co?

No, to muszę ci powiedzieć że chyba Bóg ma mnie w swojej opiece, bo zwiedziłem wiele krain, z tego i owego świata i póki co, wyszedłem bez szwanku... chyba.
Ciężko tak na prawdę raczej stwierdzić, tak? Bo któż mógłby wiedzieć kim bym był gdyby nie ten cały... bałagan.

Eee... Zdaje mi się, że ewentualnie jestem sobą.
Chyba.
Więc jedziemy dalej.

Właśnie jestem po srogiej dawce dxmu, nieprzespana noc po tripie, w którym znów dotknelem sedna prawdy po 900 mg' ach i mach do tego jakichś dziwnie ponazywanych kannabinoidów, sprawiły, że matrixowa rzeczywistość znowu się na mnie uwzięła. Ale na szczęście pozytywne wibracje dxmu, podniosą moją upadłą pozycję mentalną.

Jak odnaleźć siebie? Po dysocjantach? Z wypranym mózgiem od przećpanych idoli? Czy era buntu i LSD na woodstocku odchodzi do lamusa?
Jeszcze nie.
Póki chodzę do technikum i mam Kostrzyn obok siebie i plecak i saszetkę z psychodelikami i gbl'em, będę żył!
I dużo palenia.
Koniecznie dużo palenia.

Ide do apty po więcej DXM. Dzisiaj kontynuujemu ciąg, tak... Ciekawe w jakiej lokacji wymiarowej znajdę się dziś. Zapewne jeśli wchłonę grejpa, bedzie to o wiele dalej niż wczoraj...