XXVI
Kapłan osunął się na kolana... - Tyle stracone...- Powiedział z rezygnacją w głosie.
-Wręcz przeciwnie.- Odpowiedział mu Black.- Uratowaliśmy ludzkość, możesz być z siebie dumny.
Starzec wpadł nagle w histeryczny śmiech.- Hahaha!
-Co cię tak bawi? - Spytał DaVil.
-Głupcy! Nic nie rozumiecie!
-Nie będziemy słuchać twoich rozterek...- Zaczęła Sara.
-Hahaha! - Zakrztusił się- Czy wy na prawdę myślicie, że to koniec? W takim razie, mylicie się!
-Co konkretnie masz na myśli?- Richardowi tego tylko jeszcze brakowało...
-Przekonacie się wkrótce....
Buchnął biały dym. Gdy opadł, jego już nie było...
- I to by było na tyle...- Stwierdził Black.- Musimy teraz znaleźć wyjście... Jakieś pomysły?
-To dobre pytanie...
Ano właśnie... Richard nie miał pojęcia co robić dalej, nie wiedział nawet gdzie się mogą znajdować... Czy są jeszcze w ogóle na ziemi?
-Ej, wy!- Rich zawołał do pozostałej dwójki w czarnych szatach, lecz oni idąc za przykładem swojego dowódcy, zniknęli natychmiast w oparach białego dymu. - Super....- Westchnął.- Co teraz? DaVe, jesteśmy przynajmniej w tym wymiarze? Tej czasoprzestrzeni?
-Czas pokaże...- Odparł. - Żartuję. Tak, znajdujemy się na ziemi. Pudełko, w którym byliśmy jest gdzieś głęboko pod naszymi stopami.
-To upraszcza sprawę. To co, w górę?
-W górę!
Przygotowali się do wysadzenia sklepienia. Pare pocisków załatwiło sprawę.
Świetnie! Światło! Słońce! Jak dobrze było znów je zobaczyć! Chyliło się już ku zachodowi. Gdy wyszli na zewnątrz, na wschodzie rozpościerał się gęsty las, stali na skraju wypalonego przez DaVila terenu.
-Tylko nie zabij też tego...- Wycedziła sarkastycznie Sara.
-No to ładnie nas zniosło... Wracamy do kapsuł.- Zarządził Black.- Trzeba opracować jakiś plan.
Ruszyli z powrotem do Polski, szykując się na ostatnie starcie. Starcie, które zadecyduje o losach wielu. Wielu, których w najbliższym czasie nie będzie już mogło podziwiać więcej słońca. Albo wygrają, albo przegrają. Teraz wszystko zależało tak na prawdę od łutu szczęścia. I może od małej dawki pomocy z góry...?
Ale Black miał już gotowy plan... Ich jedyną nadzieję, nie było innego wyjścia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz