piątek, 13 marca 2020

XX
    Mancrucifix wrócił do podwodnego królestwa Cthulhu.
-Wszystko zgodnie z planem.
-Widziałem Mancrucifixie. Jednak nie naprawiłeś spraw do końca, tak jak cię prosiłem.
-Taaa, zostawiłem dziewczynę.- Uśmiechnął się.- Wiesz jaki jestem, mam słab...
-Nie.- Przerwał mu. - Nie tylko dziewczyna przetrwała, nią bym się nie przejmował. Pamiętasz tego czarnego? Jeden cios okazał się niewystarczający, to był ich przywódca, co gorsza, dalej JEST.
-Przywódca? Dosyć słaby jak na lidera.
-Poczekaj. Ten chłopiec, którego nieomal, powtarzam: nieomal nie osmaliłeś na śmierć? Cóż, on oddycha, ledwo ale oddycha i nawet się porusza.
-Chuchnę jeszcze raz.
-To nie ma znaczenia, nie wywiązałeś się z powierzonego ci zadania.- Jedna z jego macek powędrowała do szyi diabła i zacisnęła się. Oczy Mancrucifixa prawie wyszły na wierzch, gdy podniósł go do góry. - Zawiodłeś mnie ostatni raz.
-Kghhhyyy....- Dyndał na jego macce, niczym na stryczku.
Puścił go. Mancrucifix upadł i rozcierał sobie szyję, kaszląc.
-Więcej razów nie będzie. Masz szczęście, że mam do ciebie jakieś ułamki procenta szacunku, inaczej nie dałbym ci tak umrzeć, a teraz zniknij mi z oczu.
Diabeł odpłynął, zaplątując się o własny, pomarańczowy ogon.

DaVil w końcu ich znalazł.
-Polska? Też sobie wybrali miejsce na kryjówkę, haha.
Wylądował i to prosto na minę. BUM!
-Ała! Przeklęty pech! Trudno, podlecę.
Nie miał pojęcia o laserach. Pierwszy z nich zranił go w ramię, zostawiając na nim wypalony ślad.
-Boże! Co jest z wami wszystkimi dzisiaj.- Musiał zmienić tryb widzenia, miał umiejętność noktowizji, podczerwieni oraz wykrywał ciepło.
-Ok...Jest cała trójka, dobra, zobaczymy czy widać te gówna.- Przełączył na podczerwień.
-O i nawet się ruszają? Świetnie!- Ominął je z gracją, wybił nogą deski w oknie i wleciał do środka. Za nim zleciała się chmara czarnych zombie-kruków, które zaczęły go dziobać.
-Co jest?!- Spalił je wszystkie ogniem z dłoni.
Sara spoglądała na to wszystko zza stołu osłupiała. Właśnie dokańczała drinka.
DaVil złapał pare desek leżących obok i zabił z powrotem okno.
-Przeklęte ptaszyska....O, siema!- Wyszczerzył się do niej.
Do kuchni wpadł Black. Trochę go zamurowało.
-A jednak zmieniłeś zdanie?
-Nie myśl sobie, że potrzebuję pomocy w walce.- Odparł dumnie.- Zajmę się tym pradawnym padalcem sam!
Spocony Rich wszedł do kuchni, podniósł wzrok na DaVila. Przez chwilę stali tak w milczeniu, patrząc sobie w oczy. W końcu Black przerwał:
-Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej.
To pytanie mogło się odnieść do obydwu braci. Jeden oblany potem z podkrążonymi oczami i zmęczoną twarzą, drugi zaś cały osmalony, jeszcze śmierdzący spalenizną.
-Zły sen.- Odpowiedział. - Nic wielkiego.
-Ostatnio miewasz je dosyć często.- Stwierdziła Sara.
-To na prawdę nic, DaVil.- Spojrzał ponownie na brata.- Co tu robisz?
-Chciałem odwiedzić rodzinę.- Zaśmiał się.- Nie tęsknisz?
-Nawet cię nie znam... Skąd ty znasz mnie?
-Niesamowite... Jesteś starszy i nawet nie miałeś pojęcia?
-Przestań się zgrywać.
-Więc...Nasza rodzina skrywa więcej tajemnic, niż ci się wydaje...
-Co masz na myśli?
-Ty i ja, jesteśmy wyrzutkami. Lecz ja znalazłem swój nowy, lepszy dom.
-Skąd mnie znasz?
-Obserwowałem cię, Rich, w czymś w rodzaju...kryształowej kuli, tafli wody. Wiedziałem o twoim istnieniu już dawno temu.
-Coo?!- Richard był wyraźnie zaskoczony.
-Okultyści. Zostałem wyrzucony jako młody dzieciak... Ile ja miałem...12 lat? Może 13... Przygarnęli mnie, nauczyli wielu rzeczy, wychowali i uwolnili mój ukryty potencjał.- Położył ręce na biodrach.-...A teraz nadszedł ten dzień, który przepowiedzieli, mieli rację. Zobaczymy czy ich przepowiednia spełni się do końca...
-Jaka przepowiednia?!- Spytali głośno we trzech na raz.
-O Cthulhu, o mnie, o was. I tak dalej...
-To jednak wiedziałeś o tym? Cały czas?- Spytał Black.
-Oczywiście, że tak. Czego się spodziewałeś?
-Ale kiedy mówiłem o Cthulhu...
-Myślałem, że to ten pomarańczowy....Nigdy nie widziałem jak wygląda...- Zacisnął pięść.- Cholera.... Nieźle mnie załatwił....
-Co się stanie z nim? Co będzie z nami? Co mówi przepowiednia?- Dopytywał Richard.
-Jesteś ciekaw jak to się skończy?- Zaśmiał się głośno.
-A kto nie?- Warknęła Sara.
-Tylko my mamy wpływ na otaczającą nas rzeczywistość.- Wtrącił Black.- Przepowiednia to co najwyżej szablon zdarzeń.
DaVil uśmiechnął się.
-Dokładnie. Zakończeń może być wiele. To jest zależne od wielu czynników....
-Więc, co mamy zrobić?- Spytał Rich.
DaVil spojrzał mu w oczy:
-Musimy walczyć. Innej opcji nie ma.
-Najpierw trzeba pozbyć się tych żywych trupów.- Odparł Black.
-To na pewno.- Rzucił Rich.
Jest tylko jeden sposób, aby tego dokonać.- Black spojrzał na DaVila.- Musisz nas do nich doprowadzić, trzeba cofnąć zaklęcie. Miejsce umarłych jest pod ziemią.
-Nie mogę... Nie mogę na to pozwolić, nie skrzywdzicie ich.
-A kto tu mówi o zabijaniu do cholery, po prostu ich trochę... przyciśniemy.- Powiedziała Sara.
-Oni w życiu nie odpuszczą.- Odparł DaVil.
-Przekonamy się.- Powiedział Black.- Ty wywrzesz na nich jakiś wpływ, na pewno.
-Co proponujesz?- Spytał Rich.
-Mam plan...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz