XVIII
Sterował nimi wszystkimi oczywiście, nie kto inny jak sam Cthulhu.
Wszelkie martwe stworzenie powstało, włącznie z morskimi. Z tym że, już nie potrzebowały skrzel, aby oddychać, w dodatku poruszały się po lądzie, pełzając (w tym piranie, czy rekiny, więc wyobrażacie to sobie?/ autor)
DaVil leciał nad bezkresnymi polami, lasami, domami.
-Jak do cholery mam go znaleźć? Możę Black wcale nie bredził? Przydałby mi się teraz, chociażby po to, żeby zlokalizować tego dupka...- Spojrzał na taflę oceanu roztaczającą się pod nim.- Równie dobrze może być pod wodą...- Pomyślał.
Stanął w powietrzu i przez chwilę tkwił tak bez ruchu, myśląc co zrobić dalej.
-Dobra, ale to tylko po to, aby dotrzeć jakoś do tego skurczybyka.- Zacisnął pięść.- Potem się zwijam. Albo jeszcze lepiej, zabiję ich wszystkich.- Roześmiał się złowieszczo. Znał mniej więcej ich położenie, w końcu ich inwiligowali.
-W drogę!- Ruszył z niesamowitą prędkością.
Sara przyglądała się ptakowi, który tkwił przybity nożem. Była wyraźnie zaintrygowana.
- I mówisz, że wleciał przez okno?
-Wydaje mi się, że popieprzyło je wszystkie. To zapewne sprawka tych ciemnych drani.- Powiedział Black.- Nie powinniśmy dać im uciec.
-Co masz na myśli?- Wtrącił Richard.
-Demoniczne rytuały.- Rzekł, przechadzając się wokół stołu w jedną i drugą stronę.
-?
-Prawdopodobnie przywrócili wszystkich zmarłych do życia....
-Khy! Khy!
Sarze nieomal pączek nie stanął w gardle, Rich poklepał ją mocno po plecach.
-Dzięki. Możesz powtórzyć?
-Ten dziadek...ich przywódca, to nie jest zwykły śmiertelnik. Jest tak jakby kapłanem....Ich czarnym kapłanem.
-Czarnym kapłanem?- Dla Richa nie brzmiało to zbyt dobrze.- Co to oznacza dla nas?
-To, że mamy kolejnego przeciwnika. - Uderzył pięścią w stół.- Magia, voodoo i te inne pierdoły, ma to wszystko w małym palcu, pod kontrolą.
-Myślałam że to wszystko bajki wyssane z palca.- Stwierdziła Sara.
-Więc myliłaś się.- Black wyciągnął papierosa z kieszeni kurtki, włożył pomiędzy wargi i odpalił.- Chyba wróciłem do nałogu, znowu. Znakomicie.- Prychnął i usiadł, Sara i Richard zrobili to samo.
-Co teraz robimy?- Rich nie wiedział nawet czego się po takim dupku można spodziewać.
Black złapał się za głowę. Pierwszy raz w życiu miał taki problem. I chyba pierwszy raz nie miał pojęcia co począć.
-Nie wiem...Kurde, nie wiem na prawdę...- Wypuścił chmurę dymu.- Kochani....-Podniósł się, wytarł ręce w poły płaszcza i zgasił papierosa.- Jesteśmy w dupie.
Takiego zachowania po nim się nie spodziewał. Kto jak kto, ale on? Musiało być na prawdę, bardzo źle...
-Magia to nie są żarty.- Kontynuował- Szczególnie, ta czarna.
-Może my też byśmy się tym zajęli?- Spytała Sara.- Wiesz, można przecież zwalczyć czarną magię tą białą? Nie mylę się? Hokus-pokus? Jakieś czary-mary?
-To nie takie proste. Na to potrzeba czasu... Justus się na tym bardzo dobrze znał....Max też...Cholera.
-A ty? Przecież na pewno coś ogarniasz.- Rich nie chciał naciskać, ale sytuacja tego wymagała.
-Ja?- Wskazał na siebie dłońmi- Ja jestem tutaj od broni, walki i zarządzania ludźmi. Nie zajmuję się takimi rzeczami.
-Ani trochę?
-"Trochę", nic tutaj nie zdziała.
... Rich jakby sflaczał, energia uchodziła z niego, jak powietrze z przebitej dętki.
-Chyba że...nie, nie mogę....- Zaczął tajmniczo.
-Czego nie możesz?- Ciągnęła go za język Sara.
-Jest pewna osoba....Ale nie, to za duże ryzyko.
-A parada chodzących umarlaków, to dla ciebie spokojny dom starości?!- Rich odmachnął energicznie ręką na bok, wstając gwałtownie.
-Nie rozumiesz...
-To mnie oświeć!- Zażądał.
-...Istnieje pewna... kobieta. Wiedźma, czarownica, jak zwał, tak zwał. Zna się trochę na tym całym "hokus-pokus".
-A używa może telefonu? Czy po prostu dusi kota w kryształowej kuli?- Zakpiła Sara.
-Trochę szacunku!- Ofukał ją.- Nie masz pojęcia do czego ona może być zdolna!
-To dlaczego jeszcze jej nie angażujemy?- Spytał Rich.
-Cena jest za wysoka.
-Przecież mamy wszystkie pieniądze świata?
-Saro, nie rozumiesz. Tu nie chodzi o rzeczy materialne, banknotów może jedynie użyć do podtarcia się, nie potrzebuje ich.
-Nie?
-Nie, jej chodzi bardziej o twoje serce, umysł...Zapłatą jest...dusza.
-Dusza?!- Krzyknęli obydwoje. W pokoju zrobiło się niezręcznie cicho.
-Tak, już chyba wolę, żeby ten świat spłonął i prędzej zginąć, niż oddać moją duszę takiej kreaturze.
Richard właśnie sobie zdał sprawę z tego, że nie zna Blacka ani trochę. Jego przeszłość musiała być niezwykle barwna i pełna dziwnych zjawisk, to było czuć. Poza tym, czy właściwie Black, to jego prawdziwe imię?
Chyba nie.
Rich uznał, że raczej dostaje jakichś paranoi od tego wszystkiego.
-"Nie ufaj nikomu, nigdy nie wiesz kto kryje się za tą twarzą".- Podpowiadał mu głos w głowie.
Co się z nim dzieje? Czyżby go popieprzyło? Albo dopiero zaczyna? Albo... ma racje co do swoich przeczuć? Nie... nie może być...przecież...
-Wszystko w porządku, Rich?- Black wyraźnie zaniepokoił się stanem swojego przyjaciela.- Nie wyglądasz za dobrze.
-Muszę się tylko położyć....
-Teraz?- Sara nie miała pojęcia, jak można spać w chwili, gdy jakieś ptaki-zombie wybijały im szyby w oknach.
-Daj mu spokój, niech odpocznie.- Black też wyszedł z kuchni.
-Rich, co się...- Zaczęła.
-Później. Muszę przez chwilę pobyć sam.
I zostawili ją samą pośrodku pomieszczenia.
Kiedy szedł korytarzem, dziwne myśli nawiedzały jego głowę. Co, jak ma rację? Co, jeśli jutro już się nie obudzi?
Sara pracowała dla niego już o wiele wcześniej.
-Czy ja tracę zmysły? Chyba zaczyna mi brakować piątej klepki, do cholery.
Otworzył drzwi i walnął się na łóżko.
Zasnął prawie od razu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz