poniedziałek, 9 marca 2020

XVI
    Wyszli przed posiadłość... nie żyjącego już Jarecka. Wiał silny wiatr.
DaVil poruszył się.
-On żyje!- Krzyknęła Sara.
Zaparło im dech w piersiach. DaVil oparł się na łokciach, próbował wstać, kaszląc przy tym okrutnie. Był cały osmalony.
Stali tak przez chwilę, nie wiedząc co zrobić, po prostu obserwowali. W końcu, Sara odezwała się do Blacka:
-Powiesz nam w końcu do cholery, skąd on cię zna? Twój były chłopak, czy co?
-Trenowałem go kiedyś, okazał się bardzo pojętnym uczniem, lecz sprawy się skomplikowały... DaVil... On przeszedł na ciemną stronę, przy tym nieomal zabijając mnie, lecz nigdy nie sądziłem, że dojdzie do takiego poziomu do jakiego doszedł i...-Sięgnął po papierosa.
-I?- Ponaglał Rich.
Podpalając, odpowiedział: 
- I że potrafi się przemieniać, tak jak ty, a co gorsza, że jest twoim bratem.
-A gdzie się podział ten cały Michał?- Sara rozejrzała się wokoło, ale Michała już z nimi nie było.

Tymczasem, grupka która uciekła, zebrała się przed posągiem wielkiej sowy w środku lasu, w tajemniczym położeniu, o którym nie wiedział nikt poza nimi.
Ceremonia dobiegała już końca. Starszy mężczyzna w długiej, czarnej todze wzniósł ręce w błagalnym geście. Ten sam z którym rozmawiali wcześniej nasi bohaterowie. Przemówił w stronę posągu, donośnym głosem:
"Fac iterum morituri vitae et factus est homo in vita vertart se a morte ambulantes!" 
Głowa sowy rozbłysła na chwilę czerwonym blaskiem. Inicjujący zamarli na chwilę.
-Składamy ci ofiarę z tej oto czystej dziewicy!
Dziewczyna darła się przeraźliwie.
- Nie jestem dziewicą!- Wykrzyczała.
-Jak to, nie jesteś dziewicą?- Zapytał zdziwiony starzec.
-Normalnie, pojebie! Zostałam zgwałcona lata temu!
-Cóż więc, może być. I tak zginiesz.
-Nie!- Krzyknęła.
-Nie!- Krzyknął ktoś z tłumu. Okazał się nim około trzydziestoletni mężczyzna. Brunet średniej wysokości.- To nie ma sensu! Lucyfer nie przyjmie nieczystej ofiary!
-To co do cholery mam z nią zrobić?
-Posłuchaj dziewczyno, nie będziemy zabijać bezcelowo. Masz dwie opcje do wyboru: pierwsza, przyłączasz się do nas i trzymasz gębę na kłódkę, inaczej śmierć a uwierz mi, będziemy wiedzieć. Druga, giniesz od razu, proste. Możesz sobie nawet wybrać w jaki chcesz sposób. Wybór należy do ciebie.
Dziewczyna miała nieźle namieszane w głowie, wybór był oczywisty, ale i tak nie wiedziała co począć, zbierało jej się na wymioty i chyba popuściła w gacie ze strachu.
-Ch... chyba się przy... przyłącze...- Najpierw ją porwano, potem usiłowano ją zabić, a teraz to? Co tu jest grane? Czy to sen? A ona narzekała, że musi iść jutro rano do szkoły! Kurde! Teraz oddałaby wszystko za taką możliwość... Ktoś podsunął jej jakiś dymiący krzaczek pod nos. Zaczęło jej się kręcić w głowie...

Obudziła się w swoim pokoju, cała spocona.
-Ufff...To był tylko sen!? Taki realistyczny!- Zeszła na dół, przygotować się do szkoły. Pełna energii i szczęśliwa, że to wszystko okazało się tylko fikcją....
Ale czy aby na pewno?

-Następnym razem dobrze wybierz, do cholery!- Skarcił go brunet.
-Może najlepiej sam to zrobisz?- Odpowiedział starszy mężczyzna.
-Z chęcią.

DaVil wstał oszołomiony, wszystko co widział przed sobą, przesłaniała mu mgła i mroczki przed oczami. Oparzenia bolały bardzo mocno, ledwo mógł się poruszać.
-Cholera!- Powiedział przez zaciśnięte zęby.- Żeby tak mnie załatwić! Kim on jest do cholery?!- Zacisnął pięść.- Ała!- Rozwarł dłoń.
Black podszedł do niego, Rich i Sara ruszyli niepewnie za nim.
-To wy jeszcze żyjecie?! Co z tamtym, gdzie on jest?
-Zabił całą resztę i uciekł.- DaVil upadł na kolano, Black starał się go pochwycić. 
-Odejdź ode mnie!- Odepchnął go.- Nie potrzebuję niczyjej pomocy!
-Ależ potrzebujesz i dobrze o tym wiesz!
-Odpieprz się, ostrzegam cię...
-DaVil, porzuć przeszłość! Spójrz na mnie!
Podniósł wzrok na Blacka.
-Musimy się zjednoczyć!- Ciągnął- Nie mamy szans rozdzieleni! Spójrz, mamy teraz wspólnego wroga. Ten stworek, który cię tak urządził? To jest tak na prawdę nikt. Nikt! Słyszysz?! W porównaniu do jego szefa, to małe dziecko!- Podsumował Black.
-Szefa?- DaVilowi oczy się rozszerzyły.- To jest ktoś od niego silniejszy?
-Tak i to stukrotnie! W życiu go sam nie pokonasz! Nie powiedzieli ci?
DaVil zerwał się nagle na równe nogi, zaciskając pięść.
-To świetnie!- Wyszczerzył zęby.
-Słu...Słucham?- Tu odezwała się zaskoczona Sara, lecz Richard jakby go rozumiał. Trochę.
-Wiedziałem że tak będzie...Nie! Nie! DaVil, słuchaj! Zrozum, jeśli teraz nie połączymy sił, zginiesz! I my też! W ogóle, wszyscy ludzie!
Lecz on tylko uśmiechnął się drwiąco i odleciał...
-Kretyn!- Krzyknął za nim Black.- Cholera!- Uderzył pięścią w skałę.
Rich położył mu dłoń na ramieniu.
-Nie martw się Black, poradzimy sobie bez niego.- Posłał mu uśmiech, a przyjaciel poklepał go po dłoni.
-Chodźcie, wracamy do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz