wtorek, 3 marca 2020

VI


Potwory docierały powoli na ziemię. Batalia miała niebawem sie rozpocząć. Przy ołtarzu zebrał się krąg postaci w ciemnych kapturach. W środku stał postument, a na nim leżała drobna, blada ze strachu dziewica.Ceremonia dobiegała końca. Sztylet przebił jej serce, krew spływała po postumencie do czary, zaczęli ją pić przekazując sobie z rąk, do rąk...




VII


-To was... nas jest więcej?- Spytał Rich.
-Więcej?- Zaśmiała się Sara- Haha, myślisz że we trójkę byśmy sobie poradzili z tymi „demonami zniszczenia”?
-Oni są przepotężni, to nie żarty, Rich.- Przyznał Black.- My też mamy swoją małą armię, nie martw się - Posłał mu dodający otuchy uśmiech.
-Nie martw się?- Trochę ciężko było mu się nie martwić, gdy cała zgraja potworów zagrażała ludzkiej i nie tylko egzystencji...
-Mamy wielkie szanse, siły są mniej więcej wyrównane, lecz musisz być przygotowany na niezłą rzeź.- Wtrąciła Sara.
-To tutaj.- Black rozsunął wielkie, metalowe drzwi.
Znaleźli się w wielkiej hali, gdzie w rzędach były poustawiane biurka, a na nich masa jakiegoś sprzętu elektronicznego. Sala była wypełniona zabieganymi ludźmi w czarnych płaszczach,(zupełnie jak Blacka) jedni zawieszeni byli na telefonach, inni coś grzebali przy furkoczących i świecących maszynach, jeszcze inni zaś obserwowali niebo przez oszklony dach, za pomocą dziwnych teleskopów. Lunet? Rich nie miał pojęcia.


Gdy wody oceanu atlantyckiego rozsunęły się ponownie, wielki Cthulhu oczekiwał już swoich sług na wyspie. Kreatury zaczęły się koło niego zbierać. Jedne większe, inne mniejsze. Jedne z mackami, inne zaś ze szponami. Następny okrutniejszy od poprzedniego. Lecz Pradawny Wąż był największy i najpotężniejszy z nich wszystkich...
-Już czas, przyjaciele!- Zagrzmiał swym potężnym głosem Cthulhu.- Nadszedł nasz czas, po tysiącu lat oczekiwania, w końcu przyszła nasza kolej na to, aby objąć władzę nad tą planetą. Pogrążymy ją w naszej ciemności na wieki, a każdego, kto się sprzeciwi i stanie nam na drodze, zabijemy w najbardziej przeraźliwie i możliwie okrutny sposób.
Niech wiedzą!
Niech wiedzą, że nic ani nikt, nie będzie nam w stanie przeszkodzić!
Podniosła się wrzawa. Wrzawa kreatur głodnych krwi, mięsa i władzy...




-Cthulhu zebrał już swoich mistrzu, wkrótce dołączymy do nich.
-Świetnie Jack...- Poklepał go po głowie.- Służyłeś mi dobrze.
-Dziękuje mistrzu, zrobiłem wszystko, co....
-Lecz...-Przerwał mu tęgi mężczyzna. -Oni dalej żyją, a wybraniec ciągle nam zagraża. Zawiodłeś więc, on już dawno powinien gryźć ziemię.
-Panie, ja...- Jack był przerażony, był świadom tego, co go czeka. Zanim zdążył się zorientować, nóż już był w jego brzuchu, tęgi mężczyzna przekręcił go i wyjął. Jego sługa osunął się na kolana i powoli tracił świadomość, odpływając...
-Bo widzisz....-Ciągnął, wycierając powoli sztylet chusteczką- To, czego najbardziej nie znoszę, to niekompetencja.- I wyszedł.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz