VI
Potwory
docierały powoli na ziemię. Batalia miała niebawem sie rozpocząć.
Przy ołtarzu zebrał się krąg postaci w ciemnych kapturach. W
środku stał postument, a na nim leżała drobna, blada ze strachu
dziewica.Ceremonia dobiegała końca. Sztylet przebił jej serce,
krew spływała po postumencie do czary, zaczęli ją pić
przekazując sobie z rąk, do rąk...
VII
-To
was... nas jest więcej?- Spytał Rich.
-Więcej?-
Zaśmiała się Sara- Haha, myślisz że we trójkę byśmy sobie
poradzili z tymi „demonami zniszczenia”?
-Oni są
przepotężni, to nie żarty, Rich.- Przyznał Black.- My też mamy
swoją małą armię, nie martw się - Posłał mu dodający otuchy
uśmiech.
-Nie martw się?-
Trochę ciężko było mu się nie martwić, gdy cała zgraja
potworów zagrażała ludzkiej i nie tylko egzystencji...
-Mamy wielkie
szanse, siły są mniej więcej wyrównane, lecz musisz być
przygotowany na niezłą rzeź.- Wtrąciła Sara.
-To tutaj.- Black
rozsunął wielkie, metalowe drzwi.
Znaleźli się w
wielkiej hali, gdzie w rzędach były poustawiane biurka, a na nich
masa jakiegoś sprzętu elektronicznego. Sala była wypełniona
zabieganymi ludźmi w czarnych płaszczach,(zupełnie jak Blacka)
jedni zawieszeni byli na telefonach, inni coś grzebali przy
furkoczących i świecących maszynach, jeszcze inni zaś obserwowali
niebo przez oszklony dach, za pomocą dziwnych teleskopów. Lunet?
Rich nie miał pojęcia.
Gdy wody oceanu
atlantyckiego rozsunęły się ponownie, wielki Cthulhu oczekiwał
już swoich sług na wyspie. Kreatury zaczęły się koło niego
zbierać. Jedne większe, inne mniejsze. Jedne z mackami, inne zaś
ze szponami. Następny okrutniejszy od poprzedniego. Lecz Pradawny
Wąż był największy i najpotężniejszy z nich wszystkich...
-Już czas,
przyjaciele!- Zagrzmiał swym potężnym głosem Cthulhu.- Nadszedł
nasz czas, po tysiącu lat oczekiwania, w końcu przyszła nasza
kolej na to, aby objąć władzę nad tą planetą. Pogrążymy ją w
naszej ciemności na wieki, a każdego, kto się sprzeciwi i stanie
nam na drodze, zabijemy w najbardziej przeraźliwie i możliwie
okrutny sposób.
Niech wiedzą!
Niech wiedzą, że
nic ani nikt, nie będzie nam w stanie przeszkodzić!
Podniosła się
wrzawa. Wrzawa kreatur głodnych krwi, mięsa i władzy...
-Cthulhu zebrał
już swoich mistrzu, wkrótce dołączymy do nich.
-Świetnie
Jack...- Poklepał go po głowie.- Służyłeś mi dobrze.
-Dziękuje
mistrzu, zrobiłem wszystko, co....
-Lecz...-Przerwał
mu tęgi mężczyzna. -Oni dalej żyją, a wybraniec ciągle nam
zagraża. Zawiodłeś więc, on już dawno powinien gryźć ziemię.
-Panie, ja...-
Jack był przerażony, był świadom tego, co go czeka. Zanim
zdążył się zorientować, nóż już był w jego brzuchu, tęgi
mężczyzna przekręcił go i wyjął. Jego sługa osunął się na
kolana i powoli tracił świadomość, odpływając...
-Bo
widzisz....-Ciągnął, wycierając powoli sztylet chusteczką- To,
czego najbardziej nie znoszę, to niekompetencja.- I wyszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz