cZAS PSYCHOZY Rozdział 16
Sun Wu kung
Gdy moje palce zaczęły się wykrzywiać i odwracać w drugą stronę, uznałem że chyba zaczyna dziać się
coś dziwnego, bo tak jeszcze nie miałem.
Ale zdało się to tylko początkiem dziwnych historii, bo następna rzecz jaką pamiętam, to obecność jakichś
duchów w pokoju.
Dziwne.
Potem teleportowało mnie z pokoju na dwór.
Wyraźnie czułem wiatr i słyszałem bujającą się na przerdzewiałych sznurkach białą tabliczkę.
Zupełnie pusto.
Jest noc, wokół drzewa.
Chcę iść naprzód, ale coś mnie blokuje.
Jestem w pudełku o niewidzialnych ścianach.
Chcę stąd wyjść. Pomocy!
Nagle teleportuje się z powrotem do pokoju.
Co się stało i gdzie byłem?
Przed sobą widze tylko namalowany markerem uśmieszek na szafce.
Bardzo wymowne.
Koniec z tym.
Wyrzucam to do kibla.
To zaszło za daleko,niepotrzebne mi tu te demoniczne sztuczki.
Więc tak zrobiłem.
I wróciłem do pokoju.
Klimat wyraźnie się zmienił.
Na gęstszy . O wiele.
-Na cholerę to zrobiłeś?!
Przede mną materializowała się twarz. Małpia twarz.
Była wyraźnie zirytowana i wkurzona.
W końcu pojawił się cały.
A raczej ja dla niego, gdzie ja znowu jestem?
-Ty smarkaczu!- pokazał mi w nos palcem- Po co żeś to wyrzucił?!- Zganił mnie- Ty tchórzu!
Byłem skonfudowany. Kto to jest? I czemu robi mi wyrzurty?
-Trzeba było badać dalej! Jesteśmy tu po to żeby badać debilu! Chciałem zobaczyć gdzie to nas zaprowadzi dalej,
teraz taka szansa zmarnowana! Kurde, teraz bedziesz miał tolerancję i...
-Nas? Czekaj, co...
-Nieważne!-znowu mi przyłożył palec do twarzy- wiedz że taka okazja może się już nie powtórzyć, nie marnuj takich
okoloiczności by zbierać dla nas doświadczenia, jeszcze raz mi stchórzysz, a ja już się tobą za...
Urwał w pół słowa, a przed nami zeskoczył z latającej chmury jakby łysy mnich z kapłańską czerwoną szatą w piękne,
złote ozdobienia.
Wyciągnął z rękawa rulon z papirusowym zwojem i odczytał go:
-Sun Wu Kung'u, za udaną próbę komunikacji z jednym ze swoich avatarów, w celu wpłynięcia na jego wolę, losy oraz
przeznaczenie, z rozkazu Boga światów zostajesz skazany na 300 lat pracy w piekle, polegającej na
odprowadzaniu dusz potępionych na miejsce ich kaźni z bramy, oraz patrolowanie i kontrolowanie przebiegu kary.
Decyzja Boga światów jest nieodwołalna i nie do podważenia, zaczynasz od teraz.
Sun wu Kung wyglądał jakby piorun go przed chwilą zdzielił w głowę.
Drgała mu powieka gdy przemawiał:
-trzy...trzy...300 lat?
Powoli odwrócił głowę w moją stronę. Wyglądał nieciekawie. Jakby miał zaraz eksplodować.
Wycedził tylko przez zęby:
-Ty mały gnojku... to przez ciebie... poczekaj tylko, jeszcze się z tobą policzę, niech no tylko z powrotem się
spotkamy...
-Sam sobieś winien!-rzuciłem mu- Trzeba było mnie zostawić w spokoju i do złego nie namawiać!Dobrze Ci tak! Głupi małpiszon!
I wylądowałem z powrotem w pokoju z tyloma znakami zapytania w głowie jak nigdy....
BLOG MÓJ
wtorek, 20 kwietnia 2021
piątek, 11 września 2020
Czas psychozy rozdzial 4 -Trip report
A w innej części domu mieszkał z pewną babcia, pewien gościu.
Mijaliśmy się czesto w ganku przed wejsciem do budynku, ale nigdy sie do mnie nie odezwał.
Ani słowem.
Przez te wszystkie lata.
Dziwny gościu. Przez te wszystkie lata ona sie na niego darła i wyzywała pijana, on siedział i tego słuchał.
Dopóki się nie wyprowadził, to trwało zbyt długo.
Wcześnie uczono mnie, że narkotyków nie można brać.
Więc oczywiście musiałem tego spróbować .
Jak najszybciej.
Słyszałem że leki też kopią.
Chyba widzialem je w domu.
Leki na gardlo?
Hmm slodkie.
Ale dobre.
Może to ich tak uzależnia?
Hmm nie, to chyba jednak nie to...
Uzależniają przeżycia po nich.
Pamiętam jak po dexie mój pokój jak i ciało wsuneło się w inny wymiar aż stanąłem na stole pośród grupki osób grających w karty.
Dziwny klimat, jakbym się do 80 lat cofnął przypadkiem.
No i stoje na tym stole.
Wszyscy na mnie patrzą.
Jeden gościu co palił szluga zastygł, jakby miał porażenie mózgowe i tylko patrzał na mnie tępym wzrozkiem tak bardzo, że aż szlug mu z buzi wypadł na blat stołu.
Pierwsza chęć wypowiedzenia słowa i co?
Uyyyyyyttttt.r...........!
Szybki powrót w obecny pokój.
Pokój?
Ja sie po nim przesuwam.
Sunę po podłodze, ale jazda!
Jak to w ogóle jest możliwole??
Teraz Dex przesuwa mnie w górny kąt pokoju.
Powolutku i powoli.
Właściwie ściany juz nie ma. Ją zastapiło niczym wejscie do Narnii, piękne widowisko najładniejszych drzew jakie w życiu widziałem i tak plynę, patrzac w nie przesuwam sie jakbym latał obok nich, he...
Mam jakby drugie powieki, ktore otwieram bądź zamykam pod zamknietymi oczami.
To zmienia to co widzę i gdzie jestem.
Pod zamkniętymi powiekami widzę normalnie mój pokój.
Słyszałem że takie fazy są przy otwartym 3cim oku.
Super ale jazda!
Tylko żeby Mama nie wpadła...
Bo znowu będzie karetka i plukanie żołądka...
Ehhh..
Nie tym razem.
Nie rozumiem sensu.
Przecież wiem co robię.
Tyle że inni nie wiedzą, że wiem.
To czasem przeszkoda, a i zaletą też niebywałą sie przydaje.
I tak serfując moim łóżkiem po galaktycznej przestrzeni, chilillowałem w Niiiebiańskich klimatach do końca....
sobota, 25 lipca 2020
Statek miłości, rozdzial 17, wyższy plan
Wyższy plan
-Musimy iść dalej....
Wstawaj Hedys...
szturchnął go.
-O kur...
A tak mi się fajnie latało..
Podniósł się.
-Dlaczego podczas snu latanie wydaje sie najnormalniejszą rzeczą pod słońcem, a tu być tak nie może?
Nagle, jego wywody przerwała strzała, która świsnęła tuż obok ucha, wbijając się w pień drzewa.
Obaj stanęli jak wryci wybałuszając oczy to na siebie, to na śmiercionośne narzędzie.
-Nie strzelać! -krzyknął Bunk. - Przybywamy w pokojowych zamiarach! Jestem przyjacielem waszej przywódczyni!
Bunk od razu wiedział z kim ma do czynienia...
-Shre Pa! Muszę z nią rozmawiać! To sprawa najwyższej wagi!
Kolejny grot strzały wbił się zaraz pod jego kroczem.
Spojrzał to na dół, to na kompana i znów zakrzyknął:
-No do kurwy nędzy, przestańcie! Ostrzegam was! Shre Pa to moja dobra przyjaciółka! Jeżeli jednemu z nas choćby włos spadnie z głowy i się o tym dowie...
-Dobra przyjaciółka powiadasz?
Nagle, zza zarośli wyłoniła sie ciemnej karnacji brunetka, o mocnych rysach twarzy i rażąco jasnozielonych oczach. Na prawym nadgarstku nosiła złotą bransoletę, podobnie jak jej towarzyszki.
Ciągle celowała z łuku w ich stronę.
-Shre Pa...
Bunk nie spodziewał się że odnajdą ją tak szybko.
-Eee... Kopę lat?
Wystrzeliła kolejną strzałę zaraz obok jego stopy.
-Jesteś pewien, że jest po naszej stronie? -szepnął mu na ucho Hedys.- Nie wygląda na to, żeby darzyła cię sympatią?
-Mówiłem ci że jest nieco... dziwna. To skomplikowane, zamknij się i daj mi się zająć gadką.
-Dziwna? Ja?
(O nie, usłyszała to...) -pomyślał Bunk.
-Daj mi jeden powód, aby następna strzała nie przebiła twego serca, hm? Masz czelność tu przyłazić, po tym wszystkim co sie stało łajzo? Co?!
-Dam ci 3 słowa Shre Pa. 3 słowa, które sprawią że opuścisz to gówno na dół. Ale najpierw sie uspokój. Spokój, ok? Gotowa?
Hedys zastanawiał się o czym ona mówi, co on jej takiego zrobił?
Amazonka celowała dalej bez wzruszenia.
-Megog....został... porwany...
Coś w jej oczach drgnęło. Faktycznie, powoli opuściła łuk na dół.
-Słucham dalej?
- To te kurwy z Otchłani... Oni go znaleźli Shre Pa i Bóg jedyny raczy wiedzieć w jakie zakamarki Podziemi go zabrali i co mu teraz robią...
-Może to samo, co ty zrobiłeś jej, hm?- znów podniosła broń w jego kierunku.
-Dobrze wiesz, że musiałem tak postąpić. Staliśmy przed wielkim monstrum, bez tej akcji nie byłoby szans na pokonanie go! Zginęli by i ona i on i ja. Wszyscy na darmo!
-Oh, jakoś dziwnie się złożyło, że akurat TY wyszedłeś z tego cało, hm? Ty parszywy gnoju...- Naciągnela cięciwe i przysunęła oko do strzały...
-Poczekaj! Nie miałem wyboru! Tylko śmierć bliskiej osoby mogła uwolnić jego ukryty potencjał! Ja się o swoje życie nie prosiłem! To ONI chcieli mnie całego! Myślałem, że dzięki temu go pokona i jak widać, potwora nie ma już długi czas!
-To nie on go zabił matole! To był Boski Żołnierz, musiał interweniować, twój plan spalił na panewce, bo obaj i tak nie żyją, a ty wyszedłeś na zdrajce i mordercę!
-Byłem gotów przyjąć te konsekwencje dla dobra sprawy! Zrobiłem to w dobrej wierze! W tej sytuacji moje imię nic nie znaczyło, trzeba było zrobić wszystko żeby sie go pozbyć, WSZYSTKO, rozumiesz? Jeżeli ty nie, ON na pewno weźmie to pod uwagę, nie myśli jak my... Nie zdziwiłbym się gdyby to był JEGO... Wyższy zamysł.
-NIEGO w to nie mieszaj, jeszcze uznasz że sam układasz lepsze plany ćwoku!
Hedys nie miał pojęcia o co mogli się kłócić, ale wersja Bunka brzmiała nawet sensownie...
-Sensownie?! To nawet nie jest prawdziwe jego imię!- Odkrzyknęła Shre Pa.
- Zaraz... powiedziałem to na głos? O czym wy mówicie?
-O PRZEDWIECZNYM CTHULHU!- krzykneli obaj na raz.
-Ok... chyba odwiedzam ten wymiar zbyt rzadko... Co mnie ominęło?
-Czysty rozpierdol, apokalipsa.... Przeczytaj poprzednia książkę Cthulu, powrót przedwiecznego i nie zadawaj tylu pytań.... To co, Shre Pa... juz wiesz. Znasz szerszy kąt. Wiesz cz3mu musialem zrobić tak a nie inaczej, więc może teraz przejdziemy do...
-Nic nie musiałeś i nigdzie nie idziemy!- Złość na jej twarzy była bardzo mocno odmalowana dalej, choć jakby już słabiej, znając przyczyny i skutki...
Nagle, to do niej dotarło... Cały ten czas spędzony na planach zemsty, cała ta emocjonalna rozpacz... Zarzekanie się bogom, że pomści śmierć siostry... Wszystko sypało się jak domek z kart... po wypowiedzeniu paru magicznych, logicznych zdań które wyplynęły z jego ust, niczym czarodziejskie zaklęcie co zmieniło całą rzeczywistość.
A więc to tak...
On ma racje... i to było najgorsze, a ja, ja byłam tak zaślepiona nienawiścią, że nie potrafiłam tego zauważyć, tego całego...wyższego....planu....
Shre Pa!
I zemdlała...
niedziela, 10 maja 2020
Czas psychozy-rozdział 3 Mumia
Ponoć potrafimy z grubsza spostrzec 5 % rzeczywistości, pozostałość zostaje nieodkryta, bynajmniej, ale przez większość.
Nigdy nie będziesz w stanie zrozumieć jak to wygląda, dopóki tego nie doświadczysz.
Eee.. są sposoby aby to zrobić i zajrzeć za kurtynę rzeczywistości, lecz najlepiej robić to naturalnie, bądź w ogóle bez żadnych środków i będzie najefektywniej. Tak.
No więc... Czy zdarzyło się widzieć w twoim życiu jak niepostrzegalne staje się spostrzegalne, a wymiary nakładają się na siebie?
Cóż...
Nie mogę bagatelizować tego, że ja tak. Widziałem istoty i wymiary nie z tego świata... Czasem materializowały mi się przed oczami, czasem spotykałem ich poza ciałem.
I tak, tak... możemy mówić: "to tylko zwidy po dragach", lecz czym są owe wizje? Czy ktoś to kiedyś zbadał?
Może przyjmując określoną substancję, przestawiamy pracę fal naszego mózgu na inne częstotliwości? Tym samym przenosimy naszą świadomość na inne płaszczyzny, jednak ciałem fizycznym pozostając w tej samej pozycji.
Podobnie jak podczas gdy śpimy, nasz mózg skacze pomiędzy różnymi fazami, pracując na innych falach i jak się okazuje uwalniając psychedeliczne DMT, daje nam "trip" snu.
Myślę że podczas medytacji również mózg wskakuje na inne obroty.
To tyle na sucho, przeżycia są o wiele ciekawsze.
Czy ja śnię? Nie. A jednak.
Nade mną unosi się falującym ruchem płaszczka zbudowana ze złocisto-świetlistego kurzu.
Skąd przybyłaś, o nieznana? Z jakiego wymiaru istot?
Gdy wyciągnąłem rękę by tego dotknąć, rozpłynęło się w powietrzu.
Zamknąłem oczy.
Otworzyłem oczy.
Inne.
Unosilem się na podwórku za jakimś domem.
Podpłynę bliżej...
Kto to jest?
To mumia, owinięta cała szczelnie we fioletowe bandaże, siedzi, gestykulując coś żywo obandażowanymi dłońmi, kiwając przy tym głową.
Chyba wydaje się jej że coś mówi, ale prawda jest inna...
sobota, 9 maja 2020
Czas psychozy-rozdział 2-Czas
Potrzebuje dobrej muzyki, jestem w dobrej czasoprzestrzeni. Carbony? Może być.
Nie ma to jak iść na przystanek nabuzowanym w pełni serotoniną, która aż wylewa się ścieżkami neuronowymi niczym ludzie z autobusu na który zaraz się spóźnię.
Ale to nie szkodzi.
Mimo że zaraz wypluję płuca w tym szaleńczym biegu, wiedziałem że zdążę.
Chociaż gdyby kierowca nie poczekał, pewnie nie miałbym na tyle szczęścia.
Dzięki.
Za to lubię dexa. Daje mi szczęście. I to na tyle go dużo, że nawet światło na każdym przejściu mam zielone. Niczym Felix felicis.
Fale elektromagnetyczne na których działa mój mózg są przełączone, woow cóż to za częstotliwość? Odbieram rzeczywistość zupełnie inaczej.
Gadający ludzie.Ktoś podobnie jak ja słucha muzyki. Jeszcze inny żuje gume. Śmiechy, tupoty, popychania, szturchoty. Droga do szkoły. Dzisiaj jadę sam pośród tłumu i dobrze... nie mam dziś głowy na dialogi. Tylko monologi wewnętrzne w głowie mojej... Potrzebuję wyciszenia, umysł to klatka, a ja za mało medytuje.
Za dużo dragów biorę.
I jedno i drugie.
Patrzę przez szybę na przemijający obraz za onem, znikający by odnaleźć nowy pejzaż, uciekający jak ten moment...
Ile bym dał za pilot którym mógłbym go kontrolować, przewijać, cofać... Zatrzymać.
Siebie.
Umysł.
Równa się zatrzymać czas? Może.
Nie wiem, nie znam się.
Dziwna sprawa... ten czas.
I tak rozmyślając czas mi mijał, aż w końcu dojechałem do celu.
Hop.
Jestem na chodniku.
Wylądowałem na pętli autobusowej.
Co dalej? Jechać tramwajem, czy iść gdzieś z buta?
Trzeba dexa zakupić więcej i iść coś zjeść.
Dobra... to tramwaj, tylko sobie zajaram.
Uff...
Hehe, kto by pomyślał że te dopki będą kopać. I to jeszcze na legalu spod lady... dziwne... Kokolino by sie przydało...
I tak zatracając się w myślach i wspomnieniach czasoprzestrzeni roku 2008, ściągałem szybko buchy z lufy. Tramwaj zaraz startuje kierowca już idzie.
Spaliłem wszystko, jedziemy.
Ale się faza wkręca. Jestem kompletnie zjarany... Jeszcze dex wszystko podbija. Moje oczy czerwone jak kapsko pawiana.
Dobra, idę do apty, zobaczymy czy sprzeda.
Bywało że odmawiały sprzedawania leku, gdy farmaceutki widzialy jak młody gówniarz prosi o 3 paki. Tym bardziej że wiedziały doskonale po co mi to.
Taaa... tani lek, ktorym dzieciaki się odurzają, taki trend. Ale wielu się nie spodobało..
Hehe, niewtajemniczeni.
Nie wiedzą, że z czasem uboki znikają i że trzeba przyjmować to w odpowiedni sposób z odpowiednim przygotowaniem i jedzeniem i w odpowiednich warunkach.
Nie wiedzą tego...
Nie czytają za dużo.
Heh, wyjątkowy specyfik. Pokazuje coś innego z każdym tripem.
Mi tam się nigdy nie nudził, ani nie odstraszał.
No to jestem.
Za każdym razem gdy kupuję dexa, mam nieprzyjemne uczucie, bo obiecałem Bogu, że już więcej nie wezmę.
Nie wiem dlaczego to zrobiłem, byłem na dexie. Aczkolwiek to się stało.
Nie bądź zły na mnie proszę.
Ciągle zadaję sobie pytanie, czemu? Po co ? Na co? Ale sie stało. Może taka była wola Wyższa?
Bo jak mówi Słowo:
"Dana obietnicę Najwyższemu dotrzymasz".
Taka wyjątkowa substancja, co podłącza pod inne wymiary, a ja ją sobie zrujnowałem.Najlepsza.
Debil.
piątek, 8 maja 2020
Statek miłości Rozdział 16 Tunel ostrzy
Rozdział 16
Tunel ostrzy
Wiatr huczał przeraźliwie dookoła niego.
Podniósł się na łokciach. Czuł się jakby właśnie spłonął żywcem. Mimo to szybko wrócił do siebie. Tutaj po zadanych torturach, ciało wraca do swojej pierwotnej formy. Nie ważne jakby poturbowane było i wszystkie męki od nowa. A wytchnienia potępiona dusza nie znajduje ni we dnie, ni w nocy.
Pooddychał głęboko pare razy.
-Bez kitu, płonięcie żywcem jest okropne ..- pomyślał.
Zakasłał i usiłował się podnieść. Był strasznie osłabiony, ale siły szybko wracały.
Ale wieje... uff.
Szedł przez tunel, w którym wiał niesamowicie silny huragan. Lecz im dalej szedł, tym zaczął odczuwać ten wiatr jakby bardziej namacalnie...
Co to jest?
Na skórze zaczął odczuwać małe nacięcia.
Ał...
Im dalej szedł, tym nacięcia robiły się głębsze i większe.
Co jest grane?
Przyjrzał się wiatrowi, który niósł ze sobą małe pyłki. Tyle że to nie były żadne pyłki, tylko małe drobinki mega ostrych, szklano-metalowych ostrzy, które pod wielkim ciśnieniem huraganowej zawieji cięły wszystko co napotkały na swej drodze...
Z tego co mógł dostrzec, im bardziej w głąb, tym ciche brzęczenie szkiełek stawało się gęstsze i bardziej dokuczliwe.
Nie ma wyboru, źle skończy jak tak dalej pójdzie. Musi działać. Rozwinął skrzydła i podobnie jak poprzednim razem wystrzelił jak rakieta wgłąb tunelu.
W tym tempie intensywność cięć i wielkości ostrzy rosła horrendalnie. Zaczął tracić palce, dłonie, wkrótce całe kończyny, aż sam nie skończył szybciutko na glebie w kawałkach.
Następnym co pamiętał było jedynie to, że stoi cały na skraju wejścia do tego samego tunelu co przed chwilą.
Stał tak oniemiały.
Co teraz...
Jak mam to niby przejść?
Nie miał ochoty doświadczać tego znów.
Co to w ogóle jest??
Skoro tak ciężko to pokonać, to musi znaczyć, że po drugiej stronie znajdę coś cennego. Albo żadnej drugiej strony tam nie ma i po prostu to ślepa uliczka jest.
Kurde, co robić...?
Musi znaleźć inne wyjście. Obejście. Cokolwiek.
Nieskończona otchłań rosnacych w tempie wykładniczym cięć, wydawała się nie do przedarcia.
Zaczął kroczyć więc w głąb, nieznaną ścieżką, nie mając pojęcia gdzie go pokieruje...
Zrobiło się ciemno, lecz w niedalekiej odległości ujrzał niewyraźne światło, które powiekszało się z każdą chwilą coraz bardziej.
W końcu wszedł w kolejną komnatę. Ale to było te samo miejsce w którym był jeszcze przed momentem.
Jak to możliwe??
Ta sama ściana ognia za plecami. Ten sam tunel ostrzy...
Sytuacja przedstawiała się bardzo, bardzo źle...
czwartek, 7 maja 2020
Czas Psychozy Rozdział 1 Jestem sobą... chyba.
Rozdział 1
Jestem sobą... chyba.
Nie idę dzisiaj do szkoły.
Pierdole.
Albo może pójdę?
Może lepiej się wyspać, po co się męczyć?
Kurde... Nie mogę zostać w domu, rodzice na chacie, będzie przypał.
I gdzie pójdę na osiem godzin? Będę się tułał po mieście... Dobra.
Zajaram se tylko przed wyjściem i idę...
Szybko, autobus!
Kurde, nie zdążę!
Szybkim krokiem, osunął się bokiem. Wybiegł z pokoju wręcz.
Jest!
Wszystko sie układa, uwielbiam to, to może być dobry dzień. Każdy dzień w którym poszukuje się szczęścia i je znajduje, jest dniem dobrym. Tak. Szkoda zaczyna się dziać, gdy szczęście zaczyna być towarem.
Wtedy zaczynasz układać różne jego formy i kompilacje, niczym towar na półkach w sklepach. Taa.
I Wyceniasz.
Porcjonujesz. A wiesz co jest najlepsze?
Potem to sprzedajesz, ale to co sprzedajesz, nie jest już tym prawdziwym, pełnym szczęściem, tylko sztucznym, pociętym na kawałki cieniem tego co było.
Łatwo to zauważyć można w świecie.
Potem wsypujesz to do worka.
Albo robisz z tego tabletki.
Taaa, wiesz o czym mówię?
Po tym czymś, twoje hormony szczęścia buzują.
I to tyle. Żeby być szczęśliwymmc.
W sumie nie tyle. Żeby być prawdomównym, dzieje się o wiele więcej.
Zależy jakiego rodzaju doznań szukasz.
I grunt, to nie dać się uzależnić.
"Ja tylko raz!"
I tak, tak znamy tę gadkę, ja też tam byłem i kto tam nie zna?
Ale hej, wiesz co jest śmieszne?
Chyba jedyne uzależnienie, czułem tak na prawdę tylko od zioła. Haha!
Farciarz, co?
No, to muszę ci powiedzieć że chyba Bóg ma mnie w swojej opiece, bo zwiedziłem wiele krain, z tego i owego świata i póki co, wyszedłem bez szwanku... chyba.
Ciężko tak na prawdę raczej stwierdzić, tak? Bo któż mógłby wiedzieć kim bym był gdyby nie ten cały... bałagan.
Eee... Zdaje mi się, że ewentualnie jestem sobą.
Chyba.
Więc jedziemy dalej.
Właśnie jestem po srogiej dawce dxmu, nieprzespana noc po tripie, w którym znów dotknelem sedna prawdy po 900 mg' ach i mach do tego jakichś dziwnie ponazywanych kannabinoidów, sprawiły, że matrixowa rzeczywistość znowu się na mnie uwzięła. Ale na szczęście pozytywne wibracje dxmu, podniosą moją upadłą pozycję mentalną.
Jak odnaleźć siebie? Po dysocjantach? Z wypranym mózgiem od przećpanych idoli? Czy era buntu i LSD na woodstocku odchodzi do lamusa?
Jeszcze nie.
Póki chodzę do technikum i mam Kostrzyn obok siebie i plecak i saszetkę z psychodelikami i gbl'em, będę żył!
I dużo palenia.
Koniecznie dużo palenia.
Ide do apty po więcej DXM. Dzisiaj kontynuujemu ciąg, tak... Ciekawe w jakiej lokacji wymiarowej znajdę się dziś. Zapewne jeśli wchłonę grejpa, bedzie to o wiele dalej niż wczoraj...