sobota, 21 marca 2020

STATEK MIŁOŚCI
ROZDZIAŁ 5
Wojna w Niebie

Wiesz, że sobie nie poradzi?
Znaczy, ich siły są mniej więcej wyrównane, ale ... Michał to Michał, radzi sobie bardzo dzielnie i będzie sie trzymał długo, ale Luciel... to jest jednak Luciel.
W końcu go przemoże.

Nadejdzie czas, gdy ostatecznie Michał będzie nad nim górował, ale to jeszcze nie teraz.
Dlarego taki trening bardzo mocno im się przyda, ale w końcu będziesz musiał zainterweniować Synu i zdmuchnąć jego sprzymierzeńców i jego samego na samo dno...
Weź mój Rydwan. Bo co moje to i twoje i czekaj na mój Znak.

Syn posłusznie, zajął miejsce na swoim stanowisku, powoli doń podpływając.
Z gracją, trochę smutny, z niechęcią wykona swoje zadanie. Nie che tego robić, ale rozumie, że nie ma innego wyjścia i tak być po prostu musi.

Luciel tak na prawdę panicznie bał się Ojca jak i Syna. Choć sam nawet nie wiedział jeszcze jak bardzo i rad był, że się nie pojawili na arenie. Prędzej czy później Jego armia padnie, a z pomocą jednej trzeciej Nieba, może da radę coś zdziałać przeciwko Nim. Nadzieja była znikła, ale zawsze jakaś i umiera ostatnia. Jeżeli tak będzie musiało się stać, to on tylko razem z nią.

Batalia była zaciekła.
Tak na prawdę ciężko było wywróżyć któż zwycięży, bo siły były wyrównane .
Szkody były straszliwe, całe Niebo się trzęsło. Wszystkie Duchy patrzyły z przerażeniem na totalny Armageddon.

Czegoś takiego jeszcze nie było. Wybuchy supernowej w naszym małym światku przy tym, to jak nieudane odpalenie zapalniczki, z ktorej ledwo wysypało się kilka iskier.
Wiele poległych ofiar, masa brutalnych obrażeń, połamane skrzydła i sklepienie w ogniu.

Ani słowo, ani myśl nigdy nie będą w stanie oddać tego koszmaru, który się rozegrał.

Dopóty...

Na skraju widnokręgu zabłysło wielkie, jasne światło, ktore zaczęło powiększać sie i przybliżać z hukiem miliona doniosłych trąb Niebiańskich.

To był ON.

Wszyscy stanęli w miejscu.

Luciel zadrżał z przerażenia.
Strach sparaliżował go do szpiku kości tak, że nie mógł drgnąć nawet palcem.

Chrystus się zbliża....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz