poniedziałek, 30 marca 2020

XXXV
   
    Cthulhu odszedł od swojej wszystkowidzącej czary, stając do niej plecami i obserwował pracę swoich oddanych sług. Podwodne miasto, które niebawem będzie na ukończeniu, stanie w końcu na nogi i to w postaci wyspy, którą zdecydował wynieść  tak wysoko, aby mógł z niej oglądać cały świat. Jego świat. Będzie wyżej niż najwyższe szczyty, wyższa, niż sam starożytny Olimp. Było mu trochę szkoda, że stracił swojego generała. Nie dlatego, że odczuwał jakiś żal z powodu jego śmierci, o nie. Po prostu Mancrucifix był bardzo mocnym wojownikiem, silną jednostką. Czasem się przydawał... Ale cóż, na pewno poradzi sobie bez niego.
Mocarni tytani pracowali ciężko w morskiej otchłani, dźwigając poptężne, ozdobne bloki kamienne. Stawiali wielkie, strzeliste budynki, złocone niczym w epoce baroku, wykuwając metale pod warstwą wody. W środku ziemi było słychać dźwięczenie młotów i odgłosy ciężkiej maszynerii, której drżenie Pradawny odczuwał pod swoimi stopami.
Wszystko szło świetnie.


Richard znalazł się w pokoju szpitalnym, przypięty pasami do łóżka.
Poczuł się zdezorientowany.
Szarpał rękami i nogami, próbując się wydostać.
-Cholera, gdzie ja jestem? Co się dzieje?
Udało mu się uwolnić lewą ręke.
-Jest!
Trochę się poszarpał z drugą, ale w końcu ją też wyrwał z mocnego ucisku pasa. Potarł nadgarstki i rozejrzał się po pomieszczeniu. Przed łóżkiem stało biurko, za nim znajdowały się białe, przeszklone drzwi i kolejne po jego prawej stronie, które nagle się otworzyły i weszła przez nie młoda pielęgniarka.
-Spokojnie! Proszę się położyć!- Spojrzała na zwisające luźno pasy. - Jak panu się udało wydostać?
Richard spojrzał na nią ze zdziwieniem.
-Co ja tutaj robię, do cholery?- Spytał.
-Pan... Richard Michalsky, tak?
Rich zajął się uwalnianiem nóg.
-Proszę to zostawić w spokoju!
-Pani nie rozumie! Muszę się jak najszybciej stąd wydostać! Światu grozi wielkie niebezp.... Gdzie ja w ogóle jestem?!
-Proszę się nie obawiać, zajmiemy się panem...
Złapała go silnym uściskiem za nadgarstek, który zaczął go parzyć. Spojrzał na jej dłoń, która była rozgrzana do czerwoności.
-Co jest?!- Zaczął się szarpać, ale nie mógł się wyrwać, ból przybierał na sile. - Ała!
Nagle, tajemnicza pielęgniarka przemówiła do niego demonicznym głosem:
-Spokojnie kochanie, nie stęskniłeś się za mną? Wiesz, że jesteśmy sobie przeznaczeni?
-Aaaa! Nie! To znowu ty? Przecież cię zabiłem!
Demon złapał go za drugi nadgarstek.
-Puść mnie!
-Nie tak szybko mój mały, pamiętasz naszą małą umowę? Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo!
Jego głos go przeraził.
Twarz pielęgniarki zmieniła się w pysk bestii, o metrowych kłach, która chciała go połknąć w całości.
-Zostaw mnie!- Uwolnił nogi, jest!
Wyrwał ręce z ucisku i zsunął się z łóżka. Podbiegł do drzwi, które miał za sobą, otworzył je i wbiegł na salę przyjęć. Usłyszał w głowie diaboliczny głos:
-Możesz uciekać, ale mi nie zwiejesz! To mój świat! Hahaha! - Okrutny śmiech odbijał się w jego czaszce echem, niczym jakaś mantra z piekła.
Wybiegł na dwór. Pogoda była szara i mglista, a miasto opustoszałe. Biegł przed siebie ile sił w płuchach, mgła przesłaniała mu widok. Wszędzie było głucho.
-Hyyh! Hyyh!- Dyszał z trudem, ciężkie powietrze przecinało mu boleśnie gardło.
Chciał spytać kogoś o drogę, ale wokół nie było żywej duszy. Słyszał cały czas w głowie tylko nieprzerwany śmiech demona. Demonów? Sam już nie wiedział, brzmiało to jak kaskada wszystkich chórów z piekła naraz.
-ZOSTAW MNIE W SPOKOJU!!!
Na przeciw siebie zauważył w końcu jakiś kościół z ogromnym zegarem, na którym wybiła godzina 12. Wielkie dzwony zaczęły bić donośnie, "BIM-BOM, BIM-BOM!" Pod wielkimi drzwiami wejściowymi do kościoła, majaczyła jakaś postać.
-"Któż to może być?"- Pomyślał.
Niewiele się zastanawiając, ruszył w jej stronę. Zbliżając się, ujrzał jej zarys. Postać machała ręką nerwowo, przywołując go do siebie. Poczuł, że za wszelką cenę musi się do niej dostać.
-Biegnę!
Gdy podbiegł dostatecznie blisko, aby zauważyć więcej szczegółów poprzez nieprzeniknioną mgłę, zaparło mu dech w piersiach. Nie mógł uwierzyć w to, co widzi...
-D-DaVil? - Nie posiadał się ze szczęścia. - Braciszku! - Chciał podbiec i go objąć, ale ten powiedział tylko:
-Szybko, do środka!
-Ty żyjesz! Co się wtedy sta....
Lecz DaVil szybko mu przerwał.
-Nie ma teraz na to czasu! Właź! 
Otworzył bramę i wcisnął go do środka.
-O co cho...- Zaczął, wepchnięty wpadł na ławę.
-Słuchaj mnie teraz uważnie! Słuchasz? - Rich skinął głową- Dobrze, więc się skup!
Richard uznał, że najlepiej będzie się teraz zamknąć i wysłuchać tego, co ma mu do powiedzenia brat.
-Znajdujesz się teraz w równoległym wymiarze, ja też jestem tutaj tylko na chwilę. Nie mogę być tak blisko.
-Gdzie jestem? Blisko czego?
-We śnie, słuchaj! I zapamiętaj! To bardzo ważne, abyś od teraz zapamiętał każde moje słowo! Gdy wrócisz, zapisz wszystko co tu usłyszałeś. Ok?
- Okej, okej.
-Super, więc, jesteśmy na niskim planie astralnym.
-Planie astralnym...- Powtórzył Richard, jak w transie.
-Tak, mam teraz dla ciebie przekaz. Po śmierci, wszyscy trafiamy tutaj, do niefizycznego świata.
Rich zauważył, że demon zniknął.
-W kościele nie ma do ciebie dostępu.
-Jak...
-Porozumiewamy się tutaj za pomocą myśli, telekinezy, telepatii- jak zwał, tak zwał. Po pierwsze, nie możesz pod żadnym pozorem ufać Blackowi.
-Co? Dlaczego?
-Ma on własny plan, który jest sprzeczny z tym, co ma nastąpić. Masz na niego uważać, szczególnie opiekuj się Sarą i nie daj mu zbliżyć się do niej, gdy będziecie walczyć z Cthulhu.
-Powiesz mi co on knuje?
-Black jest aniołem... Upadłym, aniołem... Demonem, który podobno nawrócił się na dobrą stronę. A my Richard... My nie jesteśmy ludźmi. Ty i ja pochodzimy z innej planety, jesteśmy gatunkiem potężnych istot, które zdominowały ten wszechświat i zostały rozproszone po wszechświecie. Zastosowane zostały wobec nas środki bezpieczeństwa, w postaci totalnej amnezji i skradzionej tożsamości abyśmy już nigdy nie mogli zjednoczyć naszej rasy ponownie, ponieważ jesteśmy zbyt dużym zagrożeniem dla tej rzeczywistości, w której żyjesz... Oto cała prawda.
Richarda coś zaczęło ciągnąć do tyłu, prędkość narastała, obraz zaczął się rozmywać.
-Nieee! Czekaj!- Próbował szamotać rękami do przodu, lecz na nic jego wysiłki.
W mgnieniu oka, znalazł się z powrotem. Ponad swoim ciałem, aż w końcu w nim wylądował.
Otworzył oczy.
Wziął głęboki oddech.
To było szalone. Nie mógł zmrużyć oka, więc widział tylko jedno wyjście.... Lecz wpierw zapisał wszystko posłusznie, jak polecił mu brat.
-Skoro demon wrócił....- Sięgnął do szafki po diazepam, ale tabletek tam nie było....
Zatrzasnął półkę z hukiem. Był rozwścieczony. Jak ktoś, mógł grzebać w jego rzeczach bez pytania? Wstał i odwrócił się na pięcie, aby wyjść z sypialni lecz zauważył, że Sara cały czas go obserwuje.
-Eee... Cześć. Już nie śpisz?- Spytał z głupią miną.
- Przez ciebie, pewnie i do końca nocy.
Uśmiechnął się.
-Masz to jak w banku. - Wsunął się pod kołdrę.
-Chyba jesteś chory!- Zaprotestowała. - Ej! nie tam!- Zachichotała.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz