XXVIII
Przedwieczny wyruszył na powierzchnię, aby doglądnąć swojego dzieła z bliska. Wynurzył spod tafli oceanu swoją pokrytą mackami głowę, z oczyma czerwonymi jak osadzone dwa rubiny. Wielki, odrażający, potworny, demoniczny. Bał się go nawet sam Lucyfer. Gdyby chciał, to zmiótłby całe piekło w proch, razem z nim. Lecz jego miejsce było tu, w wodach oceanów, na tej planecie.
Wzleciał, podziwiał pognite kłosa zbóż, jeziora zamienione w trujące bagna, toksyczne chmury zsyłające kwaśne deszcze i konające z głodu, pragnienia i chorób stworzenia, które dogorywały w mękach.
Wylądował i zaczął się przechadzać. Planeta jest jego i tylko jego. Siał zarazę, głód i zniszczenie. Apokalipsa, to jego drugie imię, uwielbiał to. Można by powiedzieć, że to kochał, ale jego sercu od jakiegoś czasu nie było znane takie uczucie jak miłość. I nigdy już nie będzie...
Fetor wychodzący z jego ust i nozdrzy sprawiał, że drzewa natychmiast padały uschnięte pod tym okropnym oddechem.
Nie pozostało nic. Nic, prócz zgnilizny i zapachu śmierci...
-W końcu cię odnaleźliśmy, panie.- Kapłan i jego dwaj pobratymcy stanęli naprzeciw majestatycznego Cthulhu.
Znowu te robaki...- Pomyślał.
-Przybyliśmy, by tobie służyć o, pradawny.
Nie widział w nich już żadnego pożytku. Dokonał wszystkiego, a w dodatku spieprzyli swoje zadanie.
-Sądzisz, że po tej klęsce pozwolę wam siebie w ogóle oglądać?
-Ale...
-Trzeba było zostać w domu...- I uniósł rękę, dłonią skierowaną w dół, a ze środka ziemi buchnęła lawa, wyrywając wielką dziurę i spalając ich żywcem w przeciągu zaledwie trzech sekund. I ślad wszelki po nich zaginął.
-Pchły...
Uniósł się w górę i wrócił do swojego podwodnego królestwa, aby rozpocząć odbudowę miasta.
-Ale najpierw....- Obrał inny kierunek.
Black zasnął na stole lekko pijany. Potrzebował.... (jak to mawiała Sara) Odciąć się na chwilę....
Cthulhu obserwował go przez szybę, okiem o rozmiarze większym niż całe okno.
Mógłby go zlikwidować, teraz, bez trudu. Ale nie zrobi tego. Po pierwsze dlatego, iż był ciekaw, co też takiego może mu zgotować taki robak. Po drugie, byłoby to zwyczajnie nudne.... - A ja mam czas.... i chcę się trochę rozerwać...- Pomyślał.
Spojrzał na ich twierdzę... Domek z zapałek.
-O proszę... I jest z nimi nawet mój DaVil... Co go zmusiło, aby pozostać? Kretyn. Zawsze był kretynem.... Pożałuje tego. Ledwo wszedł w moje szeregi, a już się odwrócił. Szkoda, miał talent... I tak... Nasz złoty chłopiec i jego miłość.. Ją trzeba będzie zabić jako pierwszą... O cholera, wstaje...
Przedwieczny rozpłynął się w powietrzu.
-Saraaaa!
Podniósł się i usiadł na łóżku.
Był środek nocy.
Zza okna świtał przez szybę księżyc w pełni...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz