sobota, 28 marca 2020

XXXIV
    -Gdzie lecimy?- Spytał Rich.
-Zregenerować siły.- Odparł Black.
-A potem?
-Ruszymy do podwodnego królestwa Cthulhu. Zobacz, co dzieje się z planetą. Sprawił już, że gnije.
-Gnije?
Sara spojrzała w dół. No tak, przecież tutaj powinny być łąki, pola, lasy jeziora. A do tej pory nie spostrzegła niczego więcej, jak bagna i rozkład zarośnięty pleśnią. Cuchnęło okrutnie. Na wyspie u Batyldy tego nie było...
-Tak, gnije.- Odpowiedział Black.- Pradawny chce, aby ten proces prrzeszedł jak najszybciej, a jeśli dojdzie do końca... To będzie już za późno, zmiany będą nieodwracalne.
- To nie brzmi za dobrze.- Wtrąciła Sara, ziewając.
-Musimy wypocząć i zebrać siły, pospieszmy się.

Po powrocie, w bazie.

-Rich, chodź ze mna na górę, musimy posortować zapasy.- Rzekł Black, gdy wrócili.
Weszli na kolejne, wyższe piętro.
Spodziewał się ujrzeć coś innego, ot zwykły strych. Jakieś stare zabawki, połamane wózki, polowe łóżko, masa gratów i niepotrzebnych nikomu, ale jednak potrzebnych śmieci i bibelotów.
-Chodź.
Podeszli do metalowych drzwi, stojących na samym końcu pomieszczenia. Black nacisnął guzik, a one rozsunęły się niczym w windzie. Gdy weszli do niej, z boku zauważył przymocowaną tabliczkę. Gdy Black jej dotknął, zapaliła się. Zaczął naciskać skomplikowane kombinacje cyfr i układać wzory, w jakieś dziwne figury geometryczne.
W końcu ruszyli. Winda powoli osuwała się na dół.
-Gdzie jedziemy?
-Do podziemi, zobaczysz.- Odparł.
Z głośników grała spokojna melodyjka.
-Jak w hotelu.- Zauważył Rich.
-Hotelowe spiżarnie, to przy nas pikuś.- Puścił mu oczko.
<DING>
Winda zatrzymała się, drzwi rozsunęły.
-Chodź.- Powtórzył.
Jego oczom ukazało się wielkie, podziemne pomieszczenie, o szarych, betonowych ścianach. Po środku stały rzędy podobnych ścian, ciągnących się bez końca. Każda była wypełniona otwieranymi półkami, niczym jakieś betonowe archiwa.
Black otworzył pierwszą z nich, wyjął baniaki z wodą i postawił. Wszedł na przesuwną drabinę i wyciągnął z górnej półki pare paczek z żywnością.
-Potrzymaj to. -Podał mu jedną z nich.- Jeszcze coś sprawdzę i lecimy.
-Black?- Zaczął Rich, idąc za nim w głąb pomieszczenia.
-Hm?
-Powiedz mi, kim tak właściwie jest ten cały Cthulhu? Jeśli... Mam z nim walczyć, to chyba muszę wiedzieć o nim jak najwięcej się da, nie?
-Czujesz się na siłach?
-A nie powinienem? Mam się go bać?
- To zależy od ciebie. Chodzi mi o to, czy uniesiesz tę wiedzę.
-Eee...- Śmierć DaVila dosyć go przytłoczyła, pragnął odwdzięczyć się temu potworowi tym samym.- DaVil... On... On, zginął z jego polecenia, tak?
-To pewne. Prawdopodobnie wysłał go, aby pozabijał nas wszystkich.
-Kim on do cholery jest? Black!- Złapał go za kołnierz i potrząsnął.- Ja muszę to wiedzieć!
-Ehhh... Usiądź młody.
Richard usiadł naprzeciw niego, w ciemnym pomieszczeniu, na betonie.
-Opowiem ci:
Jedni są zdania, że Cthulhu jest królem demonów. Najpotężniejszym z nich wszystkich, fizycznych, czy też nie. Inni zaś sądzą, że to po prostu morski potwór, który topi statki na trójkącie bermudzkim. Są też tacy i ja do nich należę, którzy zasłyszeli o nim pewną legendę, a jak to z nimi bywa, w każdej tkwi ziarenko prawdy. Są jeszcze ludzie, którzy powiadają, że była to fuzja diabła z demonem, ale to totalna bzdura.
-Dlaczego?
-Ponieważ takiego osobnika miałeś okazję poznać osobiście.
-Kto?- Zapytał zdumiony.
-Nikt inny jak sam Mancrucifix, we własnej kurde, osobie.
-Mancrucifix?!
-No przecież ci mówię, Rich. On był fuzją i to dosyć udaną, cholera.
-Czy taka... fuzja, jest już nie do rozłączenia?
-Tak, mimo że te dranie zyskują masywną potęge, rozdzielić się już nie mogą, ale wróćmy do...
-Czy ludzie tez to potrafią? Fuzjować?
-Scalać się? Nie, przynajmniej nie słyszałem nigdy o takim przypadku, ani o tym aby było to przynajmniej możliwe, czy wykonalne. Ale wróćmy do potwora.
-No tak, tak.
-Więc, przy stworzeniu ziemi majstrowały trzy bóstwa: Jeden stworzył ziemię, skały, drzewa, zwierzęta i rośliny. Drugi zalał świat wodami i stworzył wszelkie życie podwodne. Trzeci ułożył niebiańskie sklepienie i wszelkie ptactwo. Z połączenia ich trzech sił powstał człowiek. Ich kopia.
-Śłyszałem podobną historię! Ale tam był jeden?
-Słuchaj dalej, ten drugi, zwą go Posejdon, Neptun, jak wolisz...
-Posejdon?!
-Tak. Nie zgadzał się on z "Zeusem" (wykonał znak cudzysłowia w powietrzu) i chciał mieć całą ziemię pod władzą, miał dosyć tkwienia w cieniu swego brata. Namówił on więc lud, aby zbudowali wieżę, tak wysoką, żeby mogli spojrzeć w okna królestwa Olimpu. Zeus zezłościł się, zburzył wieżę i pomieszał ludziom języki.
-Babel? TO była wieża Babel?!
-Tak, to ta. No więc, wkurzył się. Bardzo. Postanowił, że wyniesie się z Olimpu, ponieważ ludzie, z powodu swej pychy, nie są godni na przebywanie z nim na jedej planecie.
Jakiś czas później, dowiedział się, że to sprawka Posejdona, więc uwięził go, razem z tytanami na 1000 lat podwodnego więzienia. Dziś Posejdon i jego tytani powrócili i ponownie ukazał swój bunt przeciw bratu, pokazem swojej siły, powodując gnicie naszej ukochanej planety.

Richard wstał z miejsca, z wrażenia.
-Bóg?! Cholera, mam walczyć z cholernym Posejdonem?!
-MY będziemy walczyć, musimy go obalić, inaczej koniec ziemi, zemści się i zniszczy tę planetę!
- CZY CIEBIE DO RESZTY POPIEPRZYŁO?!- Wybuchnął.- Nie mam zamiaru stawać do starcia  Z BOGIEM! Cholera!- Oparł się o ścianę i odsapnął kilka razy. - Przepraszam Black, ja.... ja nie chciałem...
-W porządku, chodź, Sara zaraz umrze z głodu. - Ruszyli się z miejsca.- Słuchaj, wiem że to dla ciebie trochę za dużo na raz, ale nie mamy czasu, a ty chyba wolisz znać prawdę?
-Tak... Chyba tak. Czyli... ten cały, Cthulhu, to tak na prawdę upadły Posejdon, tak?
-Nie inaczej i to w dodatku śmiertelny na ziemi, z połową swojej mocy, także, szanse są duże.
Weszli do windy i wjechali na górę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz