środa, 11 marca 2020

XVII
    Rytuał został powtórzony, cały proces od nowa. Mężczyzna w końcu wbił sztylet, prosto w serce młodej dziewicy. Krew spłynęła po postumencie, dopełniło się wypowiedziane zaklęcie. Zmarli od tej chwili powrócili do życia...Tak jakby.

Nasza trójka siedziała w kuchni, przy metalowym stole, jedząc zupę totalnie nieświadomi tego, co miało niedługo nadejść...

W posiadłości Jarecka, ciała jego i Justusa podniosły się z ziemi i wymaszerowały z pokoju, niczym para bezmózgich zombie. Apokalipsa miała się niebawem rozpocząć...

To już trzy tygodnie...Trzy tygodnie plus czas spędzony w pokoju. "I co z tego? Właściwie nic, szaro, świat się kończy..."
-O nie! Znowu ty!- Głos w jego głowie odezwał się znów. Leżał sam, w ciemnym pokoju. Zbliżał się wieczór.
-"Weź pigułkę, przecież masz na wyciągnięcie ręki"- Spojrzał na leżący obok diazepam, czemu go do cholery jeszcze nie wyrzucił?- "Zrelaksuj się, przecież nie masz nic do stracenia, świat się kończy, mój kochany."
Rich nie poruszył się, chciał tylko aby ten przeklęty głos zniknął z jego głowy. Pragnął tego teraz najbardziej na świecie.
-"Nie mogę słodziaku, nie pozbędziesz się siebie. Jestem tobą, a ty mną, pamiętasz?"
-Nie jesteś! Jesteś zwykłą, pieprzoną przybłędą z niższych sfer! Robakiem w moim móżgu!
-"Przeciwieństwa się dopełniają."- Mroczny śmiech wypełnił całą jego głowę, narastał i nie przestawał.
Usłyszał pukanie do drzwi.
-To ja- Odezwał się głos Sary.
Otworzył je.
To, co zobaczył za drzwiami sprawiło, że serce stanęło mu na chwilę. Za nimi tkwiła zielona głowa Cthulhu z tysiącami macek. Śmiała się przeraźliwie i posłała ogień z otwartych ust, prosto w naszego bohatera.
-Aaaargh!- Spadł z łóżka z krzykiem, szamocząc się w pościeli na ziemi. W końcu się oswobodził.
Sara zrolowała się na ziemię, złapała dziewiątkę i już celowała w...powietrze.
-Ufff... Zły sen, mały?- Spytała, odkładając pistolet.
-Nie wiem.- Usiadł na skraju łóżka- To był on, Saro.
Podeszła do niego po łóżku na kolanach i zaczęła rozmasowywać barki.
-Cthulhu?
-Tak, ta kreatura wdarła się do mojego snu.
-Nie przejmuj się, tam ci nic nie zrobi.
-Chyba tak- Przytrzymał jej rękę, pomasował wierzch dłoni, a następnie wsunął się pod kołdrę razem z nią... Bardzo się zżyli ze sobą w tym pokoju czasu. 

Tymczasem groby otwierały się. Zmarli powstawali ze swoich przegnitych trumn. Ich ciała oblepiały białe robaki, wyłażące im z oczodołów oraz ziemia. Smród rozkładu bił od nich na kilometr. Nosiciele tego odoru sunęli po ulicach na całym świecie. 
Zaczęło się.
Pierwsi ludzie zostawali rozszarpywani, gryzieni, po czym wstawali, sami przyłączając się do bezmózgiej hordy.

Black w samotności jadł kolację. Podniósł łyżkę do ust, gdy nagle to usłyszał. Pukanie po oknach?
-Co do cholery?- Znajdowali się na dosyć odosobnionym terenie, przez pole minowe i inne zabezpieczenia, w tym laserowe. Nikt nie miał prawa się przedostać niezauważonym.
To był gołąb. No tak! Powietrze! Ale jak ominął lasery? - Zastanawiał się. (Pytacie? Ja też.)
Ptak stukał nieprzerwanie w szybę dziobem.
-Chyba jest głodny- Pomyślał.- Niezła desperacja, masz mały.- Otworzył okno, podał mu skrawek chleba i położył kromkę na parapecie. Zdziwiło go, że nie uciekał, ptak zamiast dziobać chleb, zaczął intensywnie uderzać dziobem w dłoń Blacka.
-Ej! Co jest?!- Odsunął ją i przyjrzał się mu bliżej. Miał czerwone oczy. Nie podobał mu się ten dziwny blask w nich.
-To chyba nie jest u nich normalne...
Ptak wleciał do środka i rzucił się na niego, dziobiąc wściekle i drapiąc pazurami jego ramię, którym się przed nim zasłaniał.
-Kuźwa!- Osłaniając się rękami, złapał patelnię i uderzył w ptaszysko, zabijając na miejscu.
Coś było tutaj zdecydowanie nie halo. Nie miał pojęcia co się dzieje, ale nie wróżyło to niczego dobrego. Do kuchni wleciał następny, Black szybko zamknął okno, ptak zaczął atakować go, zupełnie jak jego poprzednik, w odpowiedzi rzucił w niego nożem, który przebił gołębia w locie i wbił się w ścianę.
-Sory.- Wyszedł z kuchni i pobiegł szybko po jakieś deski, aby zabić okna, bo do nich zaczynały dobijać się następne, pukając natarczywie w szybę. Chwycił pare, wrócił i zaczął wbijać gwoździe. W oddali miny zaczęły wybuchać.
-A!- Krzyknął, gdy głowa jelenia uderzyła porożem o szybę, roztrzaskując ją na drobne kawałeczki. Też miał całe czerwone oczy.
-Czy was wszystkich dziś pogięło zupełnie?- Przyjrzał się jej, próbując usunąć kawałek poroża z pomiędzy desek. Jeleń nie miał oka, a w środku szalał rój białych robali. Śmierdziało okropnie, Black aż zakrył twarz rękawem.
W końcu się jej pozbył. Ohyda.
Trzeba powiadomić resztę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz