poniedziałek, 16 marca 2020

XXIII
    Próbowali znaleźć jakieś wyjście, przejście, drzwi. Cokolwiek. Lecz nie mogli. Jaskinia wydawała się ostatnim pomieszczeniem. Spędzili na poszukiwaniach godzinę... dwie... trzy...
-Dosyć!- Oburzył się DaVil.- Rozwalam całą grotę! Odsunąć się!
-Nie rób tego! Jeżeli przypadkiem zabijesz starucha...- Ostrzegł go Black.
-Nie interesuje mnie to!
-A co, jeśli uciekł?- Spytał Richard.
-Niemożliwe, to jest ich kryjówka, nie mogliby uciec nigdzie indziej, na górze szaleją żywe trupy. Nie mogą sobie pozwolić na takie ryzyko, gdzieś muszą mieć zapasy, wodę, cokol... - Przerwał nagle.- Słyszycie to?
-Co?
-Szum... woda... źródlana woda! - klasnął w dłonie - Tkwią prawdopodobnie gdzieś przy źródle! Jesteśmy blisko! Wszyscy, walimy w sufit!
Wycelowali dłonie w górę, ale zanim zdążyli zrobić cokolwiek innego, ze sklepienia wydostało się białe, jasne światło. Spojrzeli pytająco na to dziwne zjawisko. Biała kula opuściła się na dół, kiedy wylądowała, na jej miejscu pojawiła się tak samo fosforyzująca postać. Zarys jej ciała wyznaczała niebieska, świecąca linia.
Zabrakło im tlenu w piersiach. Kto to jest?
Rich wsunął banknot o nominale 20 do kieszeni Blacka. A był pewien, że nic go już nie jest w stanie zaskoczyć.
-Zawsze wygrywam zakłady.- Uśmiechnął się, wiedział, że to i tak mu się już do niczego nie przyda.

-Nie przejmujcie się nimi... Już wszystko jest w porządku. Nie musicie się obawiać...- Rzekła tajemnicza postać.
Rich musiał przyznać, że obecność tego kogoś działała na niego dziwnie uspokajająco i kojąco. Black podzielał jego odczucia, ale nie miał pojęcia, kto to może być?
Zanim nowo przybyły zdążył się przedstawić, na jego twarzy coś eksplodowało.
To był DaVil.
-Co ty robisz !?- Richard przez moment pomyślał, że jego brat kompletnie postradał zmysły.
-Wynoś się stąd łgarzu...- Powiedział do przybysza.
-Ty go znasz?!- Spytał Rich.
-Czy go znam? Niespecjalnie. Widziałem już go pare razy. To Haavron, jeden z generałów Lucyfera.
Postać zdjęła swój kamuflaż. Wyrósł przed nimi ogromny smok. Jego łuski były czarno- czerwonej barwy, z nozdrzy buchał żywy ogień. Wyglądał przerażająco, a zarazem imponująco.
-O-o-u....- Richard nie mógł uwierzyć w to, co się dookoła niego dzieje. Chciał się obudzić, przetarł oczy, wykonał nawet test rzeczywistości próbując przecisnąć palec przez dłoń. Nic z tego.
-Mamy mały problem....- Sarze opadła szczęka z wrażenia.
-Kurna! Mały?! Kryć się!- ryknął Black.
Smok zionął ogniem, który wypełnił całe pomieszczenie. Rich poderwał Sarę do góry i wszyscy wlecieli na balkony, szukając ucieczki przed strasznie wysoką temperaturą. DaVil tego się nie spodziewał. Kto by pomyślał, że pod tą maską kryje się takie monstrum?
-Co teraz?- Rzucił pytanie w przestrzeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz