XXII
-Idziemy dalej, czekają na nas, bądźcie przygotowani na wszystko.
-Chyba nic więcej już mnie nie jest w stanie zaskoczyć po tym wszystkim.- Stwierdził Richard.
-Może mały zakład?- Zaśmiał się Black.
-Przyjęty.
Szli i szli tak, przez kręty tunel, aż nagle ich oczom ukazał się widok wisielca, przywiązanego centralnie na środku za szyję, do belki pod stropem.
-Cholera....- Sara aż się wzdrygnęła.
-To ich wizytówka, chcą nas nastraszyć, nie martwcie się.- Black chciał ich uspokoić.
Rich musiał przynać, że im się to udało. Nie wyglądało to za ciekawie. Z resztą... Skąd Black to wszystlko wie? Zdawało mu się, że zna każdy krok ich przeciwników. Cóż, pewnie miał z nimi do czynienia wcześniej, w końcu jednego z nich trenował... Jego brata... Richardowi wydawało się to coraz dziwniejsze, za dużo zbiegów okoliczności? Czy one istnieją?
-Rich, skup się.- Black zauważył, że się zamyślił.- Musisz być czujny, cały czas.
-Przepraszam.
-Patrzcie!- Krzyknęła Sara, pokazując im jakieś światło przed nimi.
-Światełko w tunelu.- Powiedział DaVil.
-Jesteśmy już blisko, teraz powoli i spokojnie, musimy ich jakoś podejść.
-Albo oni nas.- Skwitował DaVil.
Weszli do wielkiej, podziemnej groty, ze sklepienia zwisały wielkie stalaktyty, naookoło nich wystawało pełno stalagmitów.
-Klimatycznie.- Rzuciła Sara.- Rich, po wszystkim urządzimy tu sobie piknik.
Cała ona, potrafi żartować nawet w momentach takich jak ten. Zakochał się w niej już od początku, wiedział to na pewno.
Zauważyli wielki ołtarz stojący w głębi jaskini. Było tam ustawione trzynaście świeczek, dwanaście ustawionych w kole, jedna w środku. Paliły się. Nad nimi obraz przedstawiający czarnego kozła z wbitym białym orłem na rogach, korona leżała pod jego obleśnymi kopytami.
-Ładną mają wyobraźnię.- Richowi nieźle ten widok zagrał na nerwach.
Black położył mu ręke na ramieniu.
-Nie martw się, to tylko ich chora imaginacja. Nie dojdzie do tego, nie pozwolę na to.
-Chodźcie dalej.- Ponaglł ich DaVil.
Ruszyli korytarzem wykutym w skale, nie różniłby się niczym od poprzedniego, gdyby nie fakt, że na stropie widniały odwrócone krzyże ustawione w szeregu.
-Jak będziemy wracać, to już odwrócone nie będą.- Wspomniała Sara.
-Miejmy nadzieję, że doczekamy tego widoku.- Odpowiedział Rich.
-Uklęknijcie- Rzekł Black.
-??
-Zaufajcie mi, to nam pomoże. Pomódlmy się.
-No...eee... dobra.- DaVil go posłuchał, a za nim reszta.
-Skoro to ma pomóc...- Sara nie wierzyła w to za bardzo, była jeszcze do niedawna zatwardziałą ateistką, ale w świetle ostatnich wydarzeń chyba powoli zmieniała zdanie. Poza tym, jeśli istnieje minus, to gdzieś musi być ten wielki plus, nie?
"Ojcze nasz..."- Odmówili tę modlitwę trzy razy. Po czym wstali i ruszyli dalej.
-I jak? Jakieś zmiany?- Spytał żartobliwie DaVil.
-Zaufajcie mi.
W końcu dotarli przed ciężkie, czarne, stalowe drzwi.
-Czy oni na prawdę myśleli, że to nas zatrzyma?- DaVil wystawił ręke przed siebie, posyłając słup ognia pod wielkim ciśnieniem. Ogień nawet ich nie dotknął, jakby drzwi chroniła jakaś niewidzialna bariera.
-Co jest?
-Tak myślałem.- Powiedział Black.
-To znaczy??
-A jak myślisz? W życiu ich w ten sposób nie otworzymy.
-W takim razie, jak chcesz je sforsować?
-Nie będziemy nic forsować, odejdź.
Black przyłożył swoją dłoń do metalu, ręka zaczęła palić i dymić. Black skrzywił twarz w bólu, na jego palcach już pojawiały się bąble.
-Wystarczy!- Sara nie chciała na to patrzeć.
Nagle, drzwi szczęknęły i otworzyły się. Richard był zaskoczony.
-Ale... jak....- Zaczął.
-Cierpienie.- Rzekł Black.- Te drzwi otwierane są na cierpienie.
-Kto by pomyślał... Nawet ja o tym nie wiedziałem.- Zastanowił się DaVil.- W dodatku nigdy tutaj nawet nie byłem...
-To bardzo starożytna magia, trochę się na tym znam.- Zwrócił się do Richarda, w odpowiedzi na jego pytającą minę.- Za mną.
Znaleźli się w nieco mniejszym pomieszczeniu. Na ziemi namalowany był czerwony pentagram, na nim zaś wmalowana czarna twarz kozła. Naokoło malunku ustawione było trzynaście płonących świec.
-Co oni mają z tym kozłem? Lubią go dymać, czy jak?- Spytała Sara.
Tym razem to DaVil jej odpowiedział:
-Chodzi o rogi. To symbol diabła, im bardziej zakręcone do środka i dłuższe, tym "lepiej". Taki ranking złych uczynków, którym odpowiadają rogi.
Po drugiej stronie pokoju, zauważyli najzwyczajniejsze w świecie brązowe, drewniane drzwi. Richard złapał za gałkę, lecz szybko cofnął ręke.
-Ała! Kurde, ale gorące!- złapał się za nadgarstek i chuchał na oparzoną dłoń.
Chwycił znowu, tym razem się przygotował. Postawił w płomieniach własną dłoń, następnie przekręcił gałkę, teraz wydawała się chłodna.
Otworzył drzwi.
Powitał go taran, uderzając prosto w brzuch, odrzucając go na przeciwległą ścianę pokoju.
-Nie zabijać ich! Pamiętajcie, oni są naszą ostatnią nadzieją! Szczególnie ten stary!- Ryknął Black.
Paru z nich wbiegło do pokoju z płonącymi ostrzami miecza, wymachując nimi wściekle.
Dla naszej czwórki nie stanowili większego problemu. Sara zgrabnie wykonała gwiazdę, nokautując jednego kopnięciem w twarz przy lądowaniu. DaVil znokautował trzech na raz, paroma uderzeniami, Black zajął się pozostałymi dwoma z łatwością.
Rich zbierał się z podłogi, był lekko ogłuszony, ale nic poza tym mu się nie stało.
-Wszystko w porządku?- Spytała Sara, gdy do nich podszedł.
-Zwykłe obicie... Nic wielkiego.
-Przygotujcie się, na pewno za tymi drzwiami czeka na nas jakaś niespodziewanka.
Wyszli na trochę większy teren. Ich oczom ukazała się olbrzymia grota, sufitu nie było prawie widać. Wokoło znajdowały się rozwalone, kamienne budynki, schody i rzeźby. Na górze, z każdej strony ustawione były balkony, a z nich... Leciały strzały, wymierzone prosto w nich.
-Są zatrute! Uwaga!- Ostrzegł ich DaVil.
-To zmienia postać rzeczy!- Krzyknęła Sara, omijając pierwsze z nich.
Gracja, szybkość i spryt, tym musieli się wykazać, jeśli chcieli przeżyć.
Sara złapała jedną strzałę w locie, wykonała piękny obrót i odrzuciła ją z powrotem, prosto do nadawcy, ta przebiła go na wylot. Na jego ciele i twarzy zaczęły pojawiać się zaropiałe bąble, które pękały, a znich wypłynęła ohydna, biała, lepka maź. Przeciwnik dosłownie topił się na ich oczach.
-Mówiłem coś!!!- Skarcił ją Black.
-Sory, sam się prosił.
-Uwaga!
Richard podleciał do jednego z balkonów, wymierzając solidny cios przeciwnikowi, dwóch pozostałych załatwił przy pomocy mocnego kopnięcia z półobrotu.
Black i DaVil poszli za jego przykładem, wkrótce, na nogach nie ostał się ani jeden.
-Wszyscy cali?
-Jeszcze nie wyglądam jak roztopiony cukier, więc chyba tak.- Skwitował DaVil.
Wielka brama otworzyła się, wyszło z niej dwóch wielkich, napakowanych gladiatorów. Jeden z wielkim młotem, drugi z olbrzymim mieczem. Byli ogromni, wysocy na conajmniej trzy metry. Wielkie góry mięcha.
-Ten z młotkiem jest mój.- Powiedział DaVil z uśmieszkiem zaciskając pięść i zrywając z miejsca.
Richard poleciał za nim, lecz jego brat otrzymał cios młotem prosto w twarz. DaVil odleciał z powrotem szybciej, niż przyleciał. Gdy Rich podleciał do jednego z nich, tytan zamachnął się mieczem, lecz on był zbyt szybki, ale olbrzymowi sprytu też nie brakowało i Richard otrzymał kopniaka prosto w brzuch.
"Znowu?"- pomyślał, ze skrzywioną miną. Kolejny cios w twarz i on również odleciał.
DaVil wstał i otarł kącik ust, z którego sączyła się powolnym strumykiem gęsta krew.
-Cholera!!! Jak on śmiał!
Jego brat wpadł na niego i obydwoje runęli z powrotem na glebę.
-Złaź ze mnie!- Odepchnął go.
Oboje wstali.
Sara już chciała wbiec i walczyć, lecz Black przytrzymał ją za kołnierz.
-Daj im to załatwić, poradzą sobie sami.- Nakazał jej.
Ziemia zadrżała, ich oczy stały się białe. Włosy DaVila przybrały biały kolor, Richarda zaś bladozłoty, wokół nich rozbłysło białe światło. Jednocześnie ruszyli do ataku. Davil nastąpił na młot, który olbrzym trzymał w rękach i wymierzył mu potężnego kopniaka w twarz. Siła uderzenia była tak mocna, że olbrzym wbił się w boczną skałę aż do pasa, lecąc głową naprzód.
Tymczasem Sara i Black zajęli się związywaniem pozostałych.
Gdy Rich podleciał do przeciwnika, ten zamachnął się mieczem i uderzył go w ramię. Nasz bohater tylko się uśmiechnął, odepchnął miecz na bok i uderzył brutala pięścią w twarz, ponowny cios, półobrót i następny wylądował w ścianie jaskini. Bracia spojrzeli na siebie porozumiewawczo z nieustającym uśmiechem i powrócili do pierwotnej formy.
-Dobra robota!- Ucieszona Sara nawet im przyklasnęła.
Black rozpromienił się.- To był dopiero pierwszy level.- Rzekł.- Ci tutaj...- Wskazał kciukiem na nieprzytomnych osiłków.- To niezbyt silne jednostki, poczekajcie dalej.
-Tym lepiej, inaczej byłbym strasznie zawiedziony.- Odpowiedział DaVil.
Wszyscy roześmiali się, stali tak przez chwilę. To była dobra chwila, niech trwa. Korzystajmy z niej... Póki jest....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz