XV
Cthulhu siedział na wielkim, kamiennym tronie, w środku swojego podwodnego królestwa, które niegdyś było tętniącą życiem metropolią. Teraz budynki były oblepione glonami i inną roślinnością morską. Był otoczony monstrami, które wytrwały u jego boku. „Mój pośrednik wśród ludzi nie żyje, plan trochę zboczył z kursu, ale to nic”- Wstał.
-Mancrucifixie!
Podleciał do niego potwór przypominający pterodaktyla z ludzką twarzą, skrzydlaty demon, miał wielkie szpony i ciemnopomarańczowe łuski, które pokrywały całe jego ciało.
-Tak, panie?- Głos miał tak ochrypły, jakby palił co najmniej 1000 fajek dziennie.
-Masz polecieć do Buenos Aires i zlikwidować ich.
-Wszystkich?
-Wszystkich. Oprócz złotowłosego chłopaka, jego zostaw dla mnie.
-A słowo ciałem się stało...- Rzucił pogardliwym, kpiącym tonem, uśmiechając się do swojego władcy.
I poleciał.
Ziemia zaczęła się już poważnie trząść pod nogami DaVila i naokoło niego utworzyła się dolina popękanej skały.
Błyskawice wokół zdawały się przybierać na natężeniu.
Rich przez moment nie wiedział co zrobić. Stał tak i patrzał, chyba czekał na jakiś ruch Blacka, ale on też się nie poruszył. Co jest? Czyżby go strach sparaliżował? Skąd on go zna? I czemu tak się go boi?
-Black, co jest grane? Powiesz mi w końcu?- Spytał go ponaglająco.
-Lepiej się przygotuj i zbierz wszystkie siły, nie czas na to!- Krzyknął zdenerwowany.
Richard w takim razie zaczął naśladować DaVila. W odróżnieniu od niego, włosy Richa zmieniały kolor na bladozłoty, DaVil miał je cały czas białe, wokół naszego bohatera nie było też wyładowań elektrycznych, Rich uznał to za szczegół. Zebrał wszystkie siły, wtedy DaVil zaatakował, z jego dłoni wystrzelił z niesamowitą prędkością słup ognia, Richard zasłonił twarz rękami, czuł jak ogień go pali. Odbił go i odskoczył w bok, puszczając kulę ognia w jego stronę.
Mimo, że Rich rzucił prosto w niego, DaVil zdołał uniknąć ciosu, odskoczył i rzucił swoją Richardowi prosto w twarz. Poskutkowało to wbiciem naszego bohatera prosto w skałę.
-Aaah! - Jęknął z bólu. - Chyba połamał mi plecy...
Twarz piekła go niesamowicie, do akcji wkroczł Black, odbił się od ziemi i poszybował w stronę wroga, lecz gdy znalazł się zaraz przy nim, ten odbił go jedną ręką, niczym natrętną muchę na ścianę skały, z której odbijając się, zleciał na ziemię.
Rich nie wierzył w to co widzi. Załatwił go...jednym...jednym ciosem?
-Kurde mać!- Odbił się od skały i ruszył na rywala z pięściami. Wymiana ciosów była bardzo szybka, przeciwnik wiedział jak się blokować, jakby znał jego każdy ruch na wylot.
-Dosyć tego..- Sara celowała do niego z bazooki na plazmę, z odległości parudziesięciu metrów, lecz ruszali się tak szybko, że nie była w stanie trafić - Stań do chu...- DaVil spojrzał w jej stronę i jak na rozkaz odsunął się od Richa i znieruchomiał.
-Na co czekasz?- Krzyknął do niej DaVil.
-Hehe, proszę bardzo!- Wystrzeliła pocisk prosto w DaVila. Przyjął to na klatę, a wokół niego wybuchła potężna eksplozja. Spowił go dym, a gdy opadł, on tam dalej stał, śmiejąc się. Sara wpatrywała się w to z otwartą buzią. Nie docierało do niej to, co właśnie się stało.
-Co do...- Ale nie zdążyła nawet dokończyć, bo już leciał w jej kierunku z wyciągniętymi rękoma.
-Nie!- Rich poleciał za nim.
Jego ręce już dosięgały jej gardła, gdy nagle pokryta łuskami stopa, z wielkimi szponami uderzyła go w twarz, odrzucając na pareset metrów.
Gdy Sara zobaczyła kto, a raczej: co ją uratowało, nie wiedziała czy to lepiej, czy gorzej. Czy to sam diabeł? Widziała kiedyś na obrazach stworzenia wyglądające dokładnie tak samo. Ten pomarańczowy mutant przed nią, miał co najmniej ze trzy metry.
Mancrucifix nie wiedział dlaczego wleciał akurat w tym momencie. Chyba miał słabość do pięknych kobiet, a ta lalka z pewnością do takich należała. Zabić, czy nie zabić? Spojrzał jej w oczy. Następnie skierował swoje na lekko zmieszanego Richarda, po czym znowu przeniósł swój wzrok na Sarę.
-A więc to tak...- Wyszczerzył zęby w pogardliwym uśmiechu, a raczej kły. - Wielka szkoda, że kazał cię oszczędzić...- Powiedział pod nosem. - Hmm... jeden już leży.- Spojrzał na nieprzytomnego Blacka.
Wzniósł się kurz, DaVil nacierał na Mancrucifixa z maksymalną prędkością i uderzył go pięścią prosto w szczęke, potwora trochę wygięło, ale to wszystko. Pięść DaVila dalej tkwiła przy jego policzku, spojrzał na niego z niedowierzaniem. Demon uśmiechnął się i zmiótł go ogonem wbijając w skałę, których naookoła pola walki nie brakowało. Zaśmiał się przy tym swoim okropnie ochrypłym śmiechem.
Sara pomyślała przez chwilę, że on chyba odżywia się tylko siarką, czuła ten specyficzny smród z odległości paru metrów.
-WOW!- Krzyknęła, gdy potwór zionął ogniem z paszczy, prosto w lecącego z powrotem DaVila.
Osmalony, opadł na glebę, cały był w oparach dymu.
Nie ruszał się.
Mancrucifix odwrócił się w stronę grupy naszych bohaterów z Maxem na czele. Odbił się od ziemi i podleciał do nich. Rich na początku myślał, że go kopnął, lecz coś było nie tak. Max zwisiał pod jego wyciągniętą stopą. Był przebity na wylot jego szponem, z brzucha kapała mu krew....
-Max!!!- Rich zareagował natychmiast. Poszybował w stronę demona, ten z łobuzerskim uśmieszkiem, jakby od niechcenia, odbił go w stronę posiadłości Jarecka.
-Gówniarz, ma szczęście, że Cthulhu chce się nim zająć osobiście.- Powiedział pod nosem.
Sara go usłyszała i zatkało ją. "Chce się nim zająć osobiście"? Co to ma znaczyć?
Richard padł na schody przed wejściem. Uderzył go dosyć lekko, dlaczego? Znał Blacka, po takim ciosie na pewno by go nie ścięło, więc czemu on dalej leży? I gdzie jest ten pieprzony Jareck do cholery?
Coraz więcej pytań piętrzyło się w jego umyśle, ale w jednym momencie, to wszystko przestało mieć znaczenie. Czas zwolnił, gdy zobaczył jak Mancrucifix wystrzelił z ust płomień w stronę całej grupy jego kompanów. Wszyscy natychmiast stanęli w ogniu rozpierzchając się na boki. Biegli ślepo przed siebie, płonąc żywcem. Nigdzie nie było wody, tak samo jak grupki ludzi w czarnych ubraniach, gdzieś uciekli.
Rich podjął ponowny atak, Demon odepchnął go tylko ręką i ulotnił się z miejsca bitwy.
Płonące ciała leżały porozrzucane na ziemi, spalając się doszczętnie...
To był dla nich straszny widok. Rich uderzył pięścią w piach.
Tego było dla niego już za wiele.
Krzyknął.
Jego wrzask niósł się echem po całej okolicy, był to krzyk bólu, krzyk bezradności, krzyk złości. Wielkiej złości.
Ziemia zaczęła się trząść i pękać pod jego kolanami. Oczy stały się czerwone, krzyczał głośno i nieprzerwanie, wokół niego rozszalały sie potężne, złote błyskawice, a włosy zapłonęły żywym, szczerym złotem i zrobiły się nieco dłuższe. Bił od niego blask, błyskawice i niezwykła moc, to jakby już nie był ten sam człowiek, o nie.
Teraz przepełniała go gorycz złości i tylko jeden cel przesłaniał mu widok - zabić całą bandę tych monstrów, z Cthulhu na czele, a zacznie od Mancrucifixa.
-Rich...- Półprzytomny Black nie wiedział co się dzieje, jego zamglony wzrok widział przed sobą tylko świetlistą postać, całą ze złota. Aura aż biła po oczach. -Jareck...- Wydyszał.- Musimy go dopaść...- Starał się obrócić na bok i jakoś podnieść.
Jareck, no właśnie. - Pomyślał Rich. Ruszyli w stronę willi, Rich wkopał drzwi do środka. Sara podniosła leżącego Blacka z ziemi i ruszyli za nim.
Richard szedł w milczeniu, płytki pod jego stopami pękały, zostawiając małe wgniecenia. Sara nie była pewna, czy podchodzić blisko niego, trochę się obawiała porażenia prądem. Tę siłę można było odczuć aż namacalnie.
Wydawało mu się, że wiedział gdzie iść, jakby nim coś kierowało. Intuicja? Szósty zmysł? Bóg? Nie miał pojęcia, po prostu szedł dalej, aż w końcu natrafił na czarne, obite skórą drzwi i wkopał je do środka, te wypadły przez przeciwległe okno na zewnątrz. Wszedł do pomieszczenia. Jego oczom ukazał się widok leżącego pośrodku Jarecka i...
-Co?!- Ujrzał na podłodze leżącego obok, twarzą do ziemi Justusa. Podniósł jego głowę i zobaczył przeciętą szyję.
-Co tu do cholery się stało?
Zastanowił się. Do pomieszczenia weszli Sara z Blackiem, wyglądał coraz lepiej. Richarda to ucieszyło, nie był w stanie utrzymać już tej formy przemiany, więc wrócił do pierwotnego stanu.
Nagle, skórzany fotel stojący za biurkiem, obrócił się...
-Podoba wam się to, co widzicie?
Jak na komendę, ich wzrok padł na człowieka siedzącego w fotelu. Wyglądał na około 45-50 lat, ubrany był w beżowy garnitur i kapelusz z długim rondem o takim samym kolorze. Twarz miał koloru piaszczystego, pomarszczoną wiekiem i suchą jak stary pergamin.
-Kim jesteś?!- Zapytał zdenerwowany Rich.
-Sojusznikiem.
Black skupił wzrok na mężczyźnie, Sara też przykuła uwagę do tajemniczego jegomościa w kapeluszu.
-Pewnie chcecie wiedzieć, co tu zaszło...- Powiedział, odpalając papierosa i spokojnie wypuszczając dym.
-Kim jesteś?- Powtórzył pytanie.
-Mam na imię Michał i jestem tu, aby wam pomóc.
-Gadaj.- Zażądał Rich. Miał już tego wszystkiego dosyć, ale każda para rąk się przyda, a aura tego gościa wydała mu się taka spokojna, taka kojąca, tak... potężna. Dziwne.
-Pochodzę z... (zrobił znak cudzysłowia w powietrzu) tak zwanych "wyższych sfer".
-To znaczy?- Spytała Sara.
-Wszystko w swoim czasie....
-Gadaj!- Richard podszedł do niego, ale Black położył mu ręke na ramieniu i pokręcił głową.
-Zostaw...Nie mamy wyboru, też mu nie ufam, ale w tej chwili musimy zachować rozsądek. Gdyby chciał nas skrzywdzić, już dawno by spróbował to zrobić.
Michał uśmiechnął się.
-Ten oto tutaj.- Wskazał na Justusa.- Zabił waszego rywala, wbijając mu ten oto sztylet, - Podniósł leżące obok martwego ciała Justusa ostrze. - w serce tego oto pana.- Pokazał brodą na Jarecka.
-Myślałam, że współpracują?- Sara była lekko zaskoczona.
-Wasz przyjaciel, przepraszam "przyjaciel" (znów nakreślił znak cudzysłowia w powietrzu) lub i nie, jak wolicie, nie mógł znieść tej presji pod jaką się znalazł. Postanowił odkupić swoje winy zabijając najpierw jego, - Szturchnął nogą cielsko grubasa - a potem siebie. - Złapał za włosy Justusa, pokazując im ranę na szyi.
Ale Richard zrobił się podejrzliwy. A co, jak to on ich zabił? Może ma w tym jakiś interes?
Nie mógł ufać nikomu. Nikomu.
-Widziałem to.- Powiedział, jakby odpowiadając na jego myśli.- Z trochę... innej... perspektywy? Położenia? Nie wiem jak to określić...
-To znaczy?- Dopytał Black.
-Nieistotne.
-Ależ istotne.- Rich naciskał.- I to nawet bardzo.
-Później się dowiecie, nie mogę teraz wam tego wytłumaczyć. Nie mamy czasu.
-A gdzie ci tak spieszno?- Rich nie odpuszczał.
-Jeśli mnie pamięć nie myli, chcieliście powstrzymać Cthulhu i resztę przed dokonaniem zagłady?- Przypomniał im.
Nie odezwali się.
W końcu Black powiedział:
-Prowadź.
I wyszli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz