X
Minął
jakiś czas... Rany się zagoiły, Sara i Richard jedli razem
śniadanie.
-Cieszę się, że siedzisz tutaj.- Rich
wziął kęs bułki, żując powoli.- Nie mógłbym sobie wybaczyć,
gdyby tobie się coś przeze mnie sta...- Zakrztusił się, Sara
klepnęła go mocno w plecy.
-Nie schlebiaj sobie, zrobiłabym to dla
każdego, no... może jednak nie. Cudem za to jest, że mogę jeszcze
nacieszyć się tymi zajebistymi pączkami... Om.. nom.. nom...
Zaśmiali się.
-Wiesz, myślałem nad..- Ale ona położyła
palec na jego ustach.
-A-a-a-a, chłopcze ,wyluzuj, nie masz żadnych
szans.- Uśmiechnęła się, puściła mu oczko i wstała. Ona była
taka piękna, a on siedział taki skonfudowany. Tak bardzo mu się
podobała. Od samego początku. Nie chcąc naciskać, po prostu
dokończył śniadanie w milczeniu.
Sara sama nie wiedziała co czuje, uratowali
się nawzajem, może to przeznaczenia? Może... a może brednia, nie
potrafiłaby zaufać jakiemuś mężczyźnie raz jeszcze... Większość
z nich taka sama. Ale coś jej podpowiadało, że jednak on może być
inny...
Black i Rich kontynuowali swój ciężki
trening razem z Sarą, która bądź, co bądź z czasem coraz
bardziej zbliżała się do Richarda.. Wiedzieli, że siły którymi
teraz dysponują, nie będą wystarczające aby pokonać moce zła.
Musieli się wzmocnić fizycznie, psychicznie i mentalnie.
Medytowali, rozwijając swoje parapsychiczne
zdolności i moce, oraz hartowali ciała na stal.
Richard zmagał się z wewnętrznymi
głosami w głowie. Nie był pewien czy w jej środku siedzi on sam,
czy jest tam może ktoś jeszcze?
A może kilku? Czy to tylko aspekty jego
osobowości, czy zupełnie odrębne świadomości? Byty?
Nie miał na to jeszcze nazwy.
Nie dość, że miał na głowie jakiegoś
potwora, zagrażającego całemu wszechświatu, to jeszcze musiał
zmagać się z potworami w środku jego własnej.
Ciekawe, czy te przybłędy przyczepiły się
do niego z jakiegoś konkretnego powodu? Zaczęło się:
„-Widziałeś Sarę?
-Jarasz się nią, nie?
-Taką dupcią? A kto by jej nie chciał? Na
raz... może dwa? Haha!”
-Zamknij się! Ostrzegam cię! Już ci mówiłem!
Cisnął szklanką soku w lustro, rozbijając
je na drobne kawałeczki.
Usiadł, łapiąc się za głowę. Starał się
odpędzić ręką powietrze wokół niego.
Tej nocy nie spał dobrze.
Rano, obudziła go łuna światła, nieśmiale
padająca przez zasłonę na jego twarz. Obudził się, gotując do
porannych czynności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz