środa, 26 lutego 2020

KUNDHALINI :Cthulhu, czyli powrót przedwiecznego. Wstęp

Kundhalini:
Cthulhu
czyli:
Powrót
Przedwiecznego


by: Dawid Obłaczyński




























Wstęp


Znowu wyrwana kartka, ehhh.... Tej już na pewno nie zgubię.
Początek książki poszedł się... tarmosić. Chyba zaczniemy właśnie teraz.
Ja jestem tutaj tylko narratorem, ale wspomnę, że czekam na pociąg do Essen, po tym jak utknąłem w Berlinie.
Przystanek Wendy.
Od przystanku Woodstock się zaczęło... albo i nie?
Lecz razem z jego końcem, skończyło się i poczucie wolności. Przeminęło, jak śmieci lecące z wiatrem...
Powrót do rzeczywistości uderzył mnie silnym plackiem twarz, jak nadlatująca foliowa torebka, która przesłoniła mi widok.
Nie zostało po tym pięknym festiwalu nic, prócz śmierdzących wspomnień i tęksnoty. Obraz opuszczenia i rozpaczy, jak opuszczone namioty walające się gdzieś, po pustym już polu...


Burza nadchodzi.


Ale to już nieważne...
Jestem tu, aby opowiedzieć pewną historię. Richard, bo tak się mój bohater nazywa, właśnie powraca z krainy snów...


-7:00, pobudka, wspaniale! Kolejny dzień! Jak ja kocham chodzić do szkoły... Lubię być czarną owcą, lubię też się uczyć, ale nie lubię, gdy koledzy z klasy się ze mnie nabijają...- Pomyślał mały Richard, gdy wstawał jak co dzień do szkoły.
Śniadanie, energia i adhd.
- Muszę poznać wszystko, wszędzie być! -Takie o, niesforne dziecko. Pełno energii.
-Dostałem dziś szóstkę mamo! Z dyktanda. Zajebisty jestem z ortografii. A pamiętasz mamo, jak recytowałem? O mamo! Nawet z wadą wymowy byłem najlepszy! Tak, uczyłem się tego wiersza, przygotowałem się! - Cóż za entuzjazm!


Rich był chudym dzieciakiem, śmiesznym dzieciakiem, dziwnym dzieciakiem.
Zawsze lubił dużo czytać, czytał już jako mały szkrab. Zaczął dużo szybciej niż koledzy, bo chciał wiedzieć o co chodzi w tych obrazkach od komiksów, a kiedy nie mógł, wkurzał się i grał na gitarze.


-Dzisiaj nauczyłem się wiązać sznurówki! Zupełnie sam! Ale czad! Ale euforia! Nikt więcej nie będzie musiał zawiązywać ich za mnie, o nie! Zrobię to sam. Ale fajny rower! Trójkołowy! Na śmietniku, leży sobie! Trochę rozwalony, ale co tam! Biorę!
Richard często rozmyślał... O Ziemi, o istnieniu i tym podobnych. On nie lubił myśleć o pierdołach. To tak jak ja, ale narrator jest jego złym bratem, nie ufajcie mu.


-Zawsze chciałem tak się bujać na huśtawce, jak mój wujek, którego bardziej uważaliśmy za kuzyna. Tak dookoła. Ale chyba nigdy nie będe taki odważny.- Pomyślał mały Richard.
-Mama zawsze zabraniała nam chodzić do parku, pamiętasz? Bała się, że się zgubimy. /autor
-Nie gadam z tobą. Jestem bohaterem tej książki, nie mogę!
(Sory. Właśnie wypisał mi się długopis, ale jakaś miła pani właśnie mi podarowała następny, inna zaś miła pani oddała mi wcześniej bilet na pociąg do Berlina, wszechświat jest za mną!)




Gdy wrócił później ze szkoły, jego mama wiedziała, że coś było nie tak.
Znowu bał się wrócić do domu...
Chłopak nie miał spokoju, ale nie skupiajmy się na tym.
Rich nie był zwykłym chłopcem, o nie. Był inny niż wszyscy, to dało się zauważyć od razu.
Po myśleniu, zachowaniu, wyglądzie.
Wyróżniał się.
Nie lubiano go za to, ale niósł swój krzyż.
Wiecie jakie są dzieci.
Czasami tam panuje gorsza dzicz i bezpośredniość, niż w świecie tych ważnych garniaków.
Jak bardzo chcieliśmy być dorośli kiedyś?
Tak samo bardzo jak chcemy być dziećmi teraz. Bo czas trzeba łapać, póki ucieka.
Richard na początku swej drogi o tym nie wiedział, myślał że zawsze będzie tak fajnie jak na podwórku, na rolkach po chodniku.
Naiwny...
Jak dziecko.
-Bo jestem dzieckiem, pamiętasz? To dopiero początek tej historii!
No tak...


No to złożyłem ten trójkołowy rower, ale nie działał, a na dużym dwukołowym nie umiałem.
Jak to nie?
Kuzyn (wujek) odkręcił kółka i jedź.
Przewracałem się, ale koleżanki patrzyły. Muszę sobie dać radę.
Ale wstyd.


-Jak się nie wywrócisz i łokci nie zetrzesz, to nigdy nie nauczysz się jeździć!
Więc się nauczyłem.
I to można odnieść do każdej dziedziny życia, czyż nie?.Życie daje ci bęcki po to, żebyś potem był przygotowany na jeszcze większe, takie życie.
Rzymu od razu nie zbudowano, do cholery! Więc głowa do góry!


(Piszę to w pociągu, czekaj, zaraz wrócimy.)


-Dali mi kredki w przedszkolu, walić to. Wolę pisać niż malować, taka ręka doktora.
Straszne pismo.
Życie to stek nieporozumień.
Nasz bohater nie wiedział o tym, ani nie był na to przygotowany.


Siedzę na dworcu w Niemczech, Berlin. Zgubiłem drogę. Prześpię się na dworcu w takim razie...


Jestem podłączony pod energię kosmosu. A więc Kundhalini działa.
To coś przeszło po moim układzie nerwowym niczym światło z Góry. Znak.
Co się ze mną dzieje? WOW! Czuję się jak jeden z wybranych, co za moc! Ale mną trzęsie!
Przez chwilę poczułem się jak bezpiecznik, który ma za dużo energii, po prostu rozpieprzyłem matrix, jakby jakiś jad chciał mnie wessać do środka. Wchłaniałem energię oczyma.


Mały Richard biegał, unosił się, jakby miał przypięte skrzydełka do pięt, niczym jakiś goniec.
Nic go nie obchodziło, oprócz biegania w kółko i byciem szczęśliwym z tego, że po prostu jest...
Uśmiech.
Niewinny uśmiech na ustach dziecka, latającego z ucieszoną michą jak debil.
Wielu osobom to nie pasowało. To, jaki był szczęśliwy z tego, że po prostu jest.... Że zaczyna się kolejny dzień, że można pobiegać na podwórku do wieczora po piasku.
Nie!
Oni mówili: nie!
"Bądź normalny, nie zachowuj się tak, to nie wypada."
Rich miał to głęboko gdzieś. Nie przejmował się za bardzo tym, co mówią inni. Po prostu nie. Bo po co?
Ludzie tego nie lubią. Nie lubią beztroski.
Nasz malec nigdy tego nie rozumiał, (z resztą, ja też) po co się tak naburmuszać? I nabierać powietrza?
Co?
Richard lubił oddychać. Oddychać głęboko przez nos, wciągać świat oczyma i wypuszczać to, co zaległe w bezkres wiatru. Puścić przeszłość w niepamięć i zaczerpnąć powietrza z powrotem.
Świeżość!
Dlaczego ci stagnaci tak go nie lubili?
Bo go nie znali.
A z niewiedzy bierze się strach.
Za tym idzie wytykanie palcami, bo w stadzie raźniej.
Kumasz?


-Mój kamień trafi w tamte tory! Patrz!- Powiedział Rich do kolegi, rzucając kamieniem w szynę.
Bach!
Odezwał się metaliczny dźwięk rzuconego krzemu.
-Widziałeś to?
-Ale iskra poszła, nie?
-Wiedziałeś, że kiedyś tak w jaskiniach ogień rozpalali?
-Jak?
-A normalnie! O kamienie i siano!
-Dawaj! Pokaż!


Nasza piromania płonęła w nas tak samo, jak mołotovy rozbijane o stację przed nami.
O tak, stacja kolejowa, obok szkoła, a zaraz za szkołą rozciągały się bezkresnie zielone te, złociste pola i łąki.
I ta dzika jabłoń, na którą Richard w czasie przerw wspinał się i rzucał jabłkami z kolegami.
Co jak co, ale jakichś tam kolegów miał.


Wydaje mi się, że im starszy Richard był, tym bardziej osamotniony się stawał. I nie ważne jak bardzo "cool" chciał być, wiedział że zawsze będzie sam.


-Ej, widziałeś jak ostatnio się skończyło?
-Nie, mama mi wyłączyła.
Codzienne gadki na temat naszej ulubionej kreskówki, która była naszą biblią. Którą uskutecznialiśmy, tłukąc się na przerwach.
Mimo wszystko, walka o hierarchię w stadzie nigdy go jakoś nie pociągała, ale czasem umiał zdobyć grupę mózgiem, albo jakimś zabawnym komentarzem.
Rich szybko nauczył się zasad rządzących w stadnym zachowaniu, szybko nauczył się wychwytywać mimikę, gesty, ruchy. Odczytywał je od razu, jak kalkulator.
Miał dar.
Miał to wyczucie, to co ludzie nazywają "szóstym zmysłem". Widział w kłosach zbóż ten błysk, którego nie dostrzegali inni. Jakby go coś prowadziło.


-Ała! Kurna!
-Ale będzie limo! Haha!
Młody właśnie starł śnieżkę rękawem z oka.
-Kurde! Jak ja nienawidzę zimy! Co roku to samo. Nacieranie, wrzucanie śniegu za kołnierz.
Chociaż śnieżne fortece, bitwy na śnieżki i toczenie wielkich kul śniegu to najlepsza zabawa jaka może być!- Jak zwykle, Richard rozkminiał dwie strony medalu na raz. Patrzył na rzeczy pod wieloma kątami, myślał poza pudełkiem.
-Pani zobaczy jak Rich to przykleił!
-Richard, znowu źle to zrobiłeś!
Zawsze uważał że wymagano od niego za dużo. Albo był przydzielony nie do tego co trzeba.
Jakim cudem miał niby przyklejać tę folię do kartki dobrze, skoro go to w ogóle nie obchodziło?
Rich wolał wiedzieć z czego ta folia i kartka były zbudowane i dlaczego są tak od siebie różne i mają inne właściwości, analizować je, zamiast je głupio ze sobą sklejać! Jak wszyscy, nie? Jaki w tym sens?
To takie głupie.
Zobaczcie lepiej jak to sreberko się świeci! Dlaczego ono tak pięknie się mieni?
-Proszę pani! Ale ładne!
-Przyklej to i tyle, po co się tym bawisz?
No tak, negatywne podejście to właśnie to, czego teraz potrzebowałem. No dobra, niech jej będzie, przykleję, choć nie jestem w tym najlepszy.
I jak zwykle, kupa z tego wyszła. Nie mam zdolności manualnych, ale za to mam paranormalne.
Nigdy nie lubiłem kleić tych papierków i tak.
Wolałem pisać.


Richard ekspresję wyrażał poprzez słowa, to była jego siła. Jego słowa mogły zawsze zdziałać wiele, bo zawsze wiedział jak je dobierać właściwie. Jeśli o pismo chodzi, to na tym polu był mistrzem, nikt mu w tym nie mógł dorównać. Pisał historie prosto z długopisu, jakby atrament był złuszczoną formą myśli na kartce.
DNA wyznacza nitka papieru. Niepowtarzalna. Ani w jedną, ani w drugą stronę czasu, niestała. Unikalna, każda z osobna.
Rozumiesz?
Jak Włos..
Kiedy był mały, nie miał za bardzo z kim rozmawiać, więc często mówił do siebie...


Odpuśćcie sobie Kundhalini, drogie dzieci.
Zlasuje wam mózg.
Mi zaczęły się przytrafiać dziwne rzeczy, pokręcone rzeczy, demoniczne rzeczy.
Dotknąłem kręgieł piekla i to bez ściemy.
To byla przejażdżka, której nie zapomnę do końca życia.


Olałem dla tego wyjazdu wszystko, lecz i tak wracam. Mam mieszkanie, mam pracę.
Właśnie wracam na stopa. Mam nadzieję że jakoś dowłóczę się z powrotem, hehe.
Jeśli nie zginę.
Z resztą i tak mam na to wylane, czy żyję, czy nie. Kogo to obchodzi? Życie to i tak tylko jedna, wielka przejażdżka (i jedno, wielkie nieporozumienie) na której jestem teraz i tej, o której chcę opowiedzieć.


Wróćmy więc do naszego malucha.


To, że miał mózg ułożony inaczej niż reszta, zawsze wpędzało go w niezłe kłopoty.
Ale w końcu nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, a błędy są rzeczą ludzką i nie ma sensu wstydzić się ich popełniać.
Do Richarda dotarło to niedawno. Od kiedy wyjechał z Polski.
Kochał swoją ojczyznę, to był wolny kraj.
-Polsko, kocham cię, jesteś piękna!
Myślę, że na całym świecie ludzie, a przynajmniej część z nich, okazuje się zwykłymi skurczybykami i oszustami bez serca.
Sam nie jestem święty, ale wróćmy teraz do tego, gdy podczas podróży coś się stało:
Berlin jest okropny. I piękny zarazem, tak jest zazwyczaj.
Dziwne rzeczy przytrafiały się, od kiedy na dworcu energia Kundhalini uwolniła tę wewnętrzną przemianę.
Maszyny dookoła zaczęły zachowywać się niestandardowo.Np. budka do wydawania biletów w Berlinie nie chciała przyjąć euro, a gdy Rich spróbował zagrać na maszynie w stylu jednorękiego bandyty, (jeden shot za 10 centów) dało radę raz, ale dalej maszyna nie chciała przyjmować już więcej eurasków.
-Zepsuła się, czy ki czort? Halo!- Krzyknął do sprzedawcy na stacji- This machine is broken, it can't receive my money! (większość ludzi których spotkałem w niemczech nie pojmowała słowa po angielsku)
Sprzedawca nie miał pojęcia co się z nią stało, maszyna nie była jego.
Richard spróbował więc ją odłączyć. -Zrobię jak intuicja każe, może się zresetuje.
Sprzedawca nieźle się wkurzył i wyrzucił go ze stacji szybciej, niż zdążyłeś powiedzieć "jestem głodny" (Essen-jedzenie, niem.), Brakło mu 12 centów na ciastko, lecz pazerny sprzedawca nie zamierzał mu ich odpuścić. Co za sknera .


To nie byłem ja.
To ten drugi.
Alter ego, zły bliźniak, ciemna strona, Mr.Hyde, jak zwał tak zwał. Diabeł prosto w mojej duszy.- Usprawiedliwiał się.


Jazda z powrotem na stopa to był dla mnie pikuś. Już ciężej było dotrzeć pociągiem w tamtą stronę. Teraz przynajmniej wiem, że jazda do Holandii to będzie łatwa sprawa, mam plany.- Powiedział sobie w myślach, podczas gdy łapał stopa usiłując wrócić do domu.
O, jakiś miły pan mnie zabrał, wybiera się daleko. Więc gitara.
-Już wracam moja ukochana Polsko.- Czas płynie bardzo szybko, odpoczywam. Ahhh, regenerujący sen, jak narazie na swojej drodze napotykam samych pozytywnych ludzi, chyba mam szczęście.
Mam nadzieję że nie umrę po drodze. (powtarzasz się) Ale umrę i tak prędzej, czy później. Najlepiej naturalnie, jak sam Pan Bóg przykazał. Zobaczymy.


Moja pierwsza w życiu przeprowadzka.
Nie chciałem, kurna, na prawdę nie chciałem tego robić.
I jeszcze ten ojczym... Za co mnie tak nienawidziłeś od dziecka, hę?
Może nienawiść to za dużo powiedziane? Nie wiem, na pewno mnie nie lubił, cóż nie każdy musi, a ja sympatii skończonych alkoholików nie potrzebuję.- Powiedział mały ćpunek, haha.
Narkotyki to pieprzone demony, postanowiłem więc je rzucić.
Kiedy pierwszy raz udał się do zerówki, czuł podekscytowanie lecz nic nie okazało się takie jak myślał, jak zazwyczaj z resztą.
Przynajmniej (AŻ) Bóg miał go w swojej opiece, to najważniejsze. Co nie, Panie?


-Co ten frajer tak się ze mnie śmieje? Pomyślał Rich.- Z wyglądu? Pacan.
Młody nie przejmował się, kiedyś po szkole przed nimi uciekał, teraz nie boi się nikogo, ani niczego. A przynajmniej tak mu się wydaje. Czego z resztą tu się do cholery bać?
Życie to tylko przejażdżka, nie, Panie?
Nie ma co się przejmować i chociaż nasz bohater popełniał wiele błędów w swoim życiu i nie zawsze było dla niego ono łaskawe, lecz były one po to, aby Richard coś zrozumiał, zmienił coś w swoim życiu, no i musi być miejsce na nowe pomyłki.


To wszystko doświadczenia, to wszystko nauka, to wszystko człowieka zmienia.


Czas.
Pieniądze, kasa to nie priorytet, liczy się miłość i czas teraźniejszy, tu i teraz.
Ale ma swoje plusy i minusy, jak wszystko na tym pieprzonym, chorym, brudnym świecie. Może po drugiej stronie będzie lepiej?
Któż to wie?
Czy takowa w ogóle jest?
Tego nie wiesz na pewno.