czwartek, 2 kwietnia 2020

XXXVIII
    Black wysunął ręce ze zgiętymi palcami przed siebie, a przestrzeń pomiędzy jego oczami zaświeciła się na czerwono. Z jego dłoni zaczął sączyć się powoli czerwony pył, który mienił się świecącymi, lśniącymi punkcikami. Owy magiczny kurz stworzył ochronną barierę wokoło nich. Niczym kopuła nie do przebicia.
-Zna podstawy magii. - Szepnęła Richardowi do ucha Sara. Nawet nie zauważył kiedy wróciła. - A przy tym dobrze walczy. Całkiem cool, nie?
Nie wiedział, czy to dobrze, czy źle biorąc pod uwagę zdarzenie z tej nocy, które mu się przytrafiło.
Ich oczom ukazało się w końcu dwóch, wielkich, obleśnych tytanów. Mierzyli co najmniej dziesięć metrów wysokości. Oboje byli cyklopami. Jeden z nich był dosyć przychudy, za to z drugiego zwisały okropne zwały tłuszczu, ten ryknął w ich stronę.
-Fiuuu- Sara pomachała sobie ręką przed twarzą. - Stary, zacznij jeść miętówki, albo coś w tym stylu bo na prawdę ci tego potrzeba. - Skomentowała jego nie pierwszej świeżości oddech, co tylko jeszcze bardziej go rozwścieczyło.
Olbrzym uderzył w kopułę, ale jego wielka pięść nie zdołała przebić się przez mocną barierę.
-Atakujcie... Szybko, długo tak nie wytrzymam. - Ponaglił ich spocony Black.
-A, tak, no tak. - Odpowiedziała Sara, mierząc w oko tłuściocha z plazma gun'u.
Wiązka lasera trafiła dokładnie tam, gdzie miała trafić, prosto w oko, przebijając się na wylot przez głowę. Wielki tytan upadł na kopułę ochronną, odbił się, po czym wylądował z łoskotem na ziemi.
Sara nie tracąc czasu, wystrzeliła w drugiego, ale ten był sprytniejszy i cholernie szybki.
-Jasny gwint! - Strzelała seriami ale żaden pocisk nie trafił. - Co z nim jest?.
"Cholernie szybki", to jednak za mało powiedziane. Broń Sary nie robiła na nim żadnego wrażenia, unikał plazmowych laserów z dziecinną łatwością. Czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziała.
Chudy tytan uderzył dwiema pięściami w ziemię. Siła wstrząsu aż podrzuciła ich do góry.
Richard stał jak zahipnotyzowany obserwując całą akcję.
-Rich cholera, zróbże coś!- Upomniała go.
Ocknął się.
-Aaa... Tak, jasne!- Zreflektował się i już cały wystrzelił dookoła świetlistą aurą. Włosy zapłonęły na bladozłoty kolor.
Olbrzymi chuderlak wydawał się zaskoczony. Krzyk Richarda wypełnił jego uszy. Odbił się od ziemi i szybko podleciał pod twarz tytana, zadając mu silny cios w szczęke, ale przeciwnik nie pozostawał mu dłużny i machnięciem olbrzymiej dłoni zbił go z widoku niczym natrętną muchę.
Rich wbił się w ścianę ich kryjówki i wpadł na strych, prosto w połamany wózek.
Trochę go otępiło.
-Cholera! - Krzyknął, ocierając policzek. - Niech cię szlag! - Zawołał, lecąc do niego z powrotem.
Tym razem uderzył go z całej siły, wbijając się nogą w jego brzuch. Tym razem, potwór to odczuł.
Zadowolony udanym ciosem, wykonał salto w tył i wylądował na ziemi. Jego przeciwnik zgiął się na chwilę, ale szybko odzyskał sprawność i ruchem młotkowym próbował rozgnieść Richarda pięścią na miazgę. Ten podskoczył i uderzył go łokciem w przedramię. Słychać było tylko donośny trzask złamanej kości, tytan zawył z bólu, łapiąc się za rękę.
-To koniec... - Pomyślał, koncentrując świetlistą kulę w dłoni i cisnął ją prosto w monstrum. 
Tytan spojrzał z głupią miną na lecący w jego stronę pocisk, który eksplodował mu na twarzy, rozrywając głowę na kawałki.
-Bułka z masłem....- Powiedział sobie w duchu.
-Black!
Usłyszał krzyk Sary.
Black padł na ziemię z wycieńczenia, o mało nie mdlejąc. Oddychał ciężko.
-Wszystko w porządku. - Wysapał w końcu. - Musimy... Musimy <khy, khy> udać się gdzieś indziej. Nie możemy tu zostać.
-Ale gdzie? - Spytał Rich.
-Niemcy. Mam tam pewien kontakt. Do kapsuł...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz