XLI
Cthulhu, w całej swojej okazałości zamachnął swoimi wielkimi, czarnymi skrzydłami i rozprostował je. Był ogromny.
Stali tak, patrząc. Na przeciw nich, silne fale zakryły ląd, niebo stało się ciemne, a z chmur zaczęły donośnie bić świetliste, białe pioruny, uderzając w ziemię.
Apokalipsa.
Czarne chmury przykryły wszystkie światła.
Wokół nich rozpętał się cyklon. Tornada wody roztrzaskiwały się o skały, wyładowania elektryczne zżerały chmury od środka.
Chaos.
Kompletny Ragnarock.
Niebo zakryte było materacem chmur.
Rozgniewany Cthulhu zawył, ziemia rozeszła się z miejsc. Krajobraz zaczął przypominać rozpadającą się planetę.
Skały pękały, topiąc się w otchłani wirującego cyklonu.
Jego ryk wydobywał się z najgłębszych miejsc strun głosowych.
To był ten moment, gdy stali naprzeciw siebie. Ziemia ciągle była w ruchu. Trzęsienia były niesamowite. Dookoła nich tylko widok szalejącego sztormu na rozdzielonej ziemi.
Richardowi brakło tchu w płucach., gdy ujrzał rozlegający się wszędzie czarny pył.
Nagle, Black odsunął zamaszyście płachtę swojego płaszcza i wyjął zza paska, ów krótką broń i przyłożył Sarze do skroni.
Nacisnął spust.
Nabój przebił czaszkę na wylot.
Czas stanął w miejscu.
W oczach Richarda, klatka po klatce widniał obraz osuwającej się powoli Sary.
Wszystko się zatrzymało. Oczy Richarda wyrażały jedynie niedowierzanie. Sara upadła na ziemię martwa, z przestrzeloną głową.
Rich nie mógł uwierzyć w to, co widzi.
-SARA!!! - Krzyknął zrozpaczony, ile sił w płucach i uklęknąl przy niej. - NIE!!!
Lufa zbliżyła się powoli do jego spoconego czoła. Ale Black upuścił pistolet.
-Nie mogłem pozwolić ci tego spieprzyć. - Powiedział Black.
-C-co? - " Co on wygaduje?"- Spytał siebie w myślach. - "Co tutaj się dzieje?"
Wielka łapa Cthulhu wbiła się właśnie w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stali.
Nie tracił czasu.
Rich się przewrócił. Zew potwora obudził do życia nawet te macki na brodzie, o których istnieniu już dawno temu zapomniał.
Czy można zapomnieć o swojej części ciała?
Lawa żywego ognia zaczęła wyciekać na wierzch, szukając swojego ujścia na zewnątrz pękającej skorupy.
Zabił ją? Ale jak to?
Richard miał teraz mętlik w głowie
Błysk.
Nagle, cztery osoby znalazły się przed nimi. Wszyscy w obcisłych strojach, jakby do nurkowania.
-Szybciej!- Powiedział jeden z nich do Blacka.
Ktoś rzucił mu jakąś pigułkę, ten pochwycił ją i natychmiast połknął. Reszta załogi zrobiła to samo.
-Do zobaczenia Rich! - Rzucił Black.
Richardowi szczęka nie mogła przestać opadać, gdy nagle cała piątka rozpikselowała się na wszystkie strony świata przed jego oczami.
Co to miało znaczyć?
Został on sam.
Tylko on, ciało Sary i horda potworów, gotowych rozszarpać go na strzępy w każdym momencie. W moment.
Podniósł się na nogi, spojrzał w górę, na czarne niebo. Pioruny nie ustawały ani na moment. Huczały dziko, roztrzaskując się o wysoko stojace skały.
Czy to właśnie koniec?
Czy to właśnie tak ma się skończyć?
Skoro więc ma dziś umrzeć, umrze w walce.
Otarł rękawem pot i brud z twarzy.
Podszedł do Sary i wziął jej bezwładne ciało na ręce. Była śliczna. Wylądała tak spokojnie, jakby spała. Richardowi napłynęły łzy do oczu.
Gruby, demoniczny głos zabrzmiał kpiąco w środku jego głowy: "Co jest mały? Czyżby ktoś cię tu wystawił?"
Wpatrywał się w jej zakrwawioną twarz.
Była taka piękna. A teraz już jej nie ma...
Ciemne chmury nie wróżyły zbyt dobrze.
Jak mógł mu zaufać? Bo wydawał się taki prawdziwy... Teraz Sara nie żyje... Jak okropnie... Jak głupio...
Serce mu pękło. Czuł się jak worek gówna.
-SZLAAAG!!!- Upadł z powrotem na kolana, upuszczając ukochaną i uderzył pięścią w piach.
Czuł wściekłość. Niesamowity gniew, który przeszywał go od wewnątrz na wskroś.
Poczuł, że powinien dać się ponieść temu ognistemu uczuciu.
Poddał się więc, a jego oczy zapłonęły czerwonym blaskiem.
Bezsilność i jeden cel - zniszczyć te demony i odnaleźć Blacka. Tylko to się teraz liczyło.
Otoczyła go czerwona aura energii, rozdmuchując wszystko wokół. Poziom jego mocy rósł z sekundy na sekundę.
Gniew oślepił go na całego. Włosy zmieniły mu kolor na czerwony, przybierając kształt dorodnej grzywy lwa, która zaczęła sztywnieć, jakby ktoś nasmarował ją super-mocnym żelem.
Podczas gdy jego moc stale rosła, aura i włosy zaczęły przybierać kolor zielony. Ziemia wokół niego trzęsła się coraz bardziej, grunt pękał pod jego stopami. Natężenie energii było ogromne, szafirowe błyskawice szalały jak na niebie, tak i wokoło naszego bohatera.
Cóż za fenomenalna moc!
Nawet moc DaVila w starciu z Mancrucifixem nie dorastała mu do pięt.
Tym razem jego oczy zdobiły piękne, błyszczące, zielone teczówki. Połyskująca, sztywna grzywa lwa robiła wrażenie.
Wokół jego zielono-ognistej aury błyszczały, niczym diamentowy pył, świetliste punkciki w akopaniamencie potężnych, zielonych wyładowań elektrycznych. Muskulatura zwiększyła swoją objętość.
AAAAAAAAAAAAAARGHHHH!!
Potężny krzyk wypełnił całą okolicę.
Takiego powera nie czuł jeszcze nigdy w swoim życiu. Od teraz był kimś innym. Zacisnął pięści i uśmiechnął się, wznosząc je do nieba.
-Tak! Teraz mogę wszystko!
Uśmiech nie znikał z jego twarzy, gdy spoglądnął na monstra.
"Hm... Który pierwszy?"- Spytał siebie w myślach.
Odbił się mocnym podmuchem od ziemi i poszybował w stronę wodnego jaszczura.
Przestrzeń wokół niego, pod wpływem niesamowitej szybkości zaczęła wibrować i deformować.
Potwór zauważył go, podnosząc swój gadzi łeb sponad wody.
Śliski jaszczuro-krokodyl był olbrzymich rozmiarów. Ruszył w stronę skał, na które mógłby się wślizgnąć. Pomimo rozmiarów i masy był bardzo szybki i zwinny.
BAM! Rich wbił się nogą prosto w środek kręgosłupa. Usłyszał chrupnięcie łamanych kości. Bestia zajęczała z bólu. Richard kopnął stwora mocno przed siebie, aż zniknął za horyzontem.
Cthulhu rozpłynął się w powietrzu i teleportował się przed lecacego jaszczura, złapał go wielką dłonią i zmiażdżył, jak zgniatarka każdą kość, które zostały skruszone na miazgę, następnie wrzucił to co pozostało z potwora, do szalejących fal morskiej otchłani.
Rich był zdumiony. Ta kreatura nie miała skrupułów nawet dla swoich pobratymców.
Cthulhu przybliżył się z prędkością światła i przeszył Richarda swoimi szkarłatnymi oczami. Rich dostrzegł w nich złowieszczy blask.
Przedwieczny machnął swoimi wielkimi skrzydłami, co poskutkowało wytworzeniem się fali tsunami o wysokości wielkiej góry, którą posłał w stronę naszego bohatera.
Nie miał pojęcia co zrobić, wielka fala przykryła go, po czym tafla wody uspokoiła się.
Richard wyskoczył spod niej i podleciał w górę.
-Myślałeś, że takie coś zrobi na mnie wrażenie? - Splunął.
W jego stronę ruszył, na skinienie Cthulhu, stwór o wyglądzie żaby pomieszanej z jeżem. Kolce z jej grzbietu wystrzeliły w stronę Richa, ten miał czas tylko na to, aby zasłonić gardą twarz. Wielkie igły poraniły go boleśnie. Kilka wbiło mu się w ramiona, te natychmiast zzieleniały i obwisły bezwładnie. Były zatrute, ponadto nie mógł poruszyć żadną z nich, co uniemożliwiało mu wyjecie kolców. Żaba plasnęła go ogonem w twarz, posyłając z powrotem w morskie odmęty.
Rich ponownie wybił się z pluskiem i wbił nogę prosto w mózg żabo- jeża. Czaszka stwora roztrzaskała się. Wyjął nogę, a potwór osunął się, wpadając do oceanu.
Wielki Posejdon ruszył w jego stronę. Siedemnastometrowy potwór. Przy nim Richard wyglądał jak mały szczur.
Cthulhu dmuchnął. Jego podmuch był tak silny, że Richarda odsunął na pareset metrów.
Był osłabiony, trucizna zaczęła się rozprzestrzeniać, jego czoło pokrywał zimny pot. Splamiony krwią swojej ukochanej, kalkulował. "Co zrobić? Jaką obrać strategię? Czy po prostu improwizować?" Bezwładne ręce też nie ułatwiały sprawy, był zdany tylko na swoje nog...-
Pięść Przedwiecznego uderzyła go znienacka, posyłając go prosto w stronę pęknietej skały, z której wylewała się lawa. W ostatniej chwili udało mu się wyhamować w powietrzu. Był cały poobijany, chyba jedno z żeber było połamane. Ból mu dokuczał, zasięg jego ruchów nie był już tak swobodny, w oczach ciemniało. "Silny skurczybyk!"- Pomyślał.
Podleciał, by się odkuć, ale zanim zdążył podlecieć blisko potwora, ten machnął ręką, uderzając go zewnętrzną stroną dłoni, posyłając go w górę skalną, w którą się wbił.
Lawa spływała leniwie obok jego twarzy.
Tego się nie spodziewał.
Te monstrum to była zupełnie inna liga, niż te jego sługusy.
-Tfu!- Splunął krwią. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Nie mógł się poruszyć. Igły wciąż tkwiły w jego rękach, które już zaczęły przybierać fioletowy kolor. -Cholera!- Syknął z bólu.
Wiedział, że jego koniec nadchodzi... Był bezradny.
Wielka twarz Cthulhu ukazała się tuż przed jego oczami.
Spoglądał prosto w płonący czerwienią, przeszywający wzrok, który budził grozę aż do szpiku kości.
Nie mógł nawet uciec. Nie mógł zrobić nic.
Cthulhu grzmiącym głosem przemówił do niego:
-Twój cykl zakończył się tutaj...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz