poniedziałek, 13 kwietnia 2020

KUNDHALINI STATEK MIŁOŚCI ROZDZIAŁ 14
Pierścień ognia.

Droga trwała wieki.
Tyle że pojęcie czasu znaczy tu co innego.

O! Widzę jakieś światło!
Jest!
W końcu!
Haha!
Ja pierdolę, tak!

Jego radości nie było końca.
Ale czyżby i ona nie trwała krótko?

Co prawda robiło się goręcej, ale to już lekka przesada..

Kurwa...
Tego się nie spodziewałem..

Odruchowo przetarł ręką czoło, ale wcale się nie pocił.
Co teraz?
Ściana gorąca wydawała się nie do przejścia.
Te lato, które zostawił daleko za sobą, to był pryszcz w porównaniu do tego.

Cholera, co jeszcze?!

Zdecydował się działać.

Nie ma mowy o powrocie, muszę przeć do przodu.

Postawił więc skrzydła w ogniu i wleciał z wielką prędkością w rozżarzone światło.

AAAAAAAAHHHHH

Co za uczucie!
Ta nadprzyrodzona lawa wciągała go sama. Nie było mowy o powrocie. Przesuwał się przez ten ból nie do zniesienia z ogromną prędkością, która zwiększała się z każdą sekundą.
Ale to i tak było na nic, podczas gdy czuł jak zaczyna się rozpuszczać.

To mój koniec... Popełniłem błąd...

Ostatkami świadomości uśmiechnął się do siebie, rad że podjął tę walkę, choć jednocześnie głęboko w duszy żałował, bo nie tak chciał, aby się to skończyło.

Nagle, rozżarzony pierścień wypluł go na drugą stronę.
Leżąc i oddychając ciężko, starał wrócić się do siebie. Był przekonany że to jego koniec. Jednak nie..
Sam nie wiedział, czy to dobrze, czy nie.
Jedno wiedział na pewno .
Dla nikogo dobrze się to nie skończy i on dopilnuje, by tak się stało... Za wszelką cenę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz