czwartek, 2 kwietnia 2020

XXXVII

    Królestwo władcy wód szybko zostało ukończone. Poruszył on glebę z miejsca, a dookoła miasta pękły granice, aby budowla zaczęła piąć się ku górze. Pierwsze czubki strzelistych, pozłacanych kolumn wychynęło się ponad taflę wody. Wielka góra wznisła się ze środka oceanu, aż po same chmury. Potężna i skalista. Nie sposób było dojrzeć jej szczytu, na którym szalała wieczna burza z piorunami, grzmiąca groźnie. 
Efekt był imponujący. 
Wieczny sztorm nie dopuści żadnego statku w jej pobliże, ponieważ piętrzące się fale zaraz go zatopią. Każdy samolot zostałby roztrzaskany na pół, przez elektryczne błyskawice o imponującej mocy. A człowiek, nawet przy użyciu najlepszego sprzetu wspinaczkowego, nigdy by się tam nie dostał, bo zaraz zaczęłyby zlatywać na niego wielkie głazy, posyłając nieszczęśnika na samo dno.
Przedwieczny Cthulhu, bezlitosne monstrum, stał teraz na szczycie świata. Ogromny, z tysiącem macek zamiast brody, z głową ośmiornicy i trójzębem w dłoniach. Stał dumnie, stał.... ucieszony.
Jego dzień w końcu nadszedł. Pierwszy etap przeszedł idealnie zgodnie z planem...
Pod jego stopami, ukazała się nagle wielka dziura. Spojrzał w dół, przez otwór, gdzie zobaczył ogniste kręgi. Im dalej w dół, tym wścieklej płonęły. Wkroczył do środka i poszybował prosto, w samo jądro ziemi, gdzie znajdował się najniższy krąg piekieł....
Do skał, były przybite tam różne stworzenia. Od kreatur z innych planet, różnej maści, wzrostu i kształcie, po najokrutniejszych ludzi. Dwóch z nich, jeden z przyciętym, wąskim wąsem, drugi za to, z wąsami okazałymi, tkwią tam do dziś.... Znacie ich?
Właśnie otrzymali kolejną dawkę cierpienia, które narastało. Ból tam, który dotykał odbywających swoją karę, był nieustępujący i wciąż narastający... 
Nigdy nie słabł.
Najgorsze doświadczenia i traumy ziemskie przy tym, to śmiech na sali...
Katusze były niewyobrażalne. Palący płomień, przemieszany z uczuciem wbijanych i powoli przekręcanych w środku ciała sztyletów, rozżarzonych do białości... Zmuszano ofiary diabłów do picia goracej lawy, smagano rozgrzanym batorgiem, spuszczano groźne psy, które rozszarpywały niewolników na strzępy, kąpano ich w kotłach siarki, zdzierano skórę, poddawano na bycie pożartym przez robaki żywcem, przepuszczano przez ciało tysiące voltów prądu, rany zasypywano octem i solą... i wiele innych wymyślnych tortur. A ciało tam, było bardziej fizyczne i gęstsze niż tu, na ziemi, ból odczuwano głębiej i mocniej, a gdy było tak zniszczone mękami, że już nic prawie z niego nie zostawało, natychmiast odradzało się na nowo, by przyjąć kolejną dawkę niewyobrażalnych tortur... To i tak zbyt mało, aby opisać tę agonię....
I tak po kres czasów....
Żaden człowiek w tym świecie czegoś takiego jeszcze nie doznał...
(Zastanówcie się więc nad swoimi czynami moi kochani od dziś, bo na prawdę, nie warto być złym człowiekiem./ Autor.)
Diabły czerpały sadystyczną przyjemność z zadawanych fal, wiecznych tortur. To był najniższy krąg. Dla nich? Istny lunapark.
Sam Belzebub, jeden z generałów Lucyfera bał się gorąca i klimatu jaki tam panował. Wolał strzec bramy, tkwiąc przy wejściu.
To było królestwo szefa wszystkich diabłów i demonów. Tu, znajdował się jego tron.
Przedwieczny ruszył pewnym krokiem na przód, poprzez morze szalejącej siarki i wszedł w ocean płomieni z taką łatwością, jakby była to dla niego przechadzka po parku.
Zanurkował na samo dno i wychynął nagle przed tronem samego Lucyfera. Ten, zdumiał się niesamowicie na jego widok.
Skórę miał koloru ciemnoczerwonego, był jakby umorusany węglem i sadzą. Śmierdział dymem z siarki, jego rogi były wielkie i kręcone, jak u kozła. Twarz pociągła i brzydka. Wielki, muskularny, posiadał rozłożyste, czarne skrzydła, a nogi jego były jak u tura, potężne z czarnym futrem i kopytami. Z dołu jego pleców wyrastał długi, małpi ogon.
Mierzył co najmniej sześć metrów wysokości.
-A ty tu czego?!- Spytał, dudniącym, demonicznym basem, sam król piekieł.
-Widzę, że nieźle się tutaj urządziłeś, mój drogi.- Odpowiedział spokojnie Cthulhu, wbijając donośnie trójząb w wypaloną skałę pod swoimi stopami.
-Nic tobie do tego, odejdź stąd!- Warknął, wstając.
-Wręcz przeciwnie, podoba mi się tu.
Lucyfer zrobił krok do przodu.
Cthulhu rzekł:
-Lepiej wracaj do swojego tatusia tam - Podniósł palec do góry. - na górze, może mu się przydasz. Korzystaj, pókim łaskaw.
-AHAHAHAH!!! - Roześmiał się okrutnie. - Chyba nażarłeś się za dużo jakichś dziwnych glonów, mój przyjacielu. - Wokół diabła, pojawiła się czerwona aura.
-Oh, już zbierasz energię? - Spytał kpiąco.- I na prawdę myślisz, że dasz mi radę?
Diabeł wykonał ruch i zamachnął się.



   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz