niedziela, 12 kwietnia 2020

XL
    Miał zamiar to wszystko zakończyć. I z tym wybrankiem bogów też.
Tylko on mógł mu teraz zagrozić.
Najadł się, ale nie był syty do końca...
Przyszedł czas na deser.
Wydostał się wprost na szczyt swojego nowego olimpu, zatoczył koło i ruszył w drogę. Wiejący wiatr rozwiewał jego oślizgłe macki. Kierował się prosto w stronę Niemiec. Prosto do.... Richarda.


Przy stole siedzieli już wszyscy we czworo jedząc śniadanie w radosnej atmosferze. Gdy Black podniósł łyżkę do ust, nagle go tknęło.
Łyżka z brzękiem wylądowała na talerzu, oczy stanęły mu w słup.
-Coś się stało?- Spytała poruszona Padme.
-Też to poczułeś?- Rich był równie sparaliżowany co on.
-Nie możemy tutaj zostać i jej narażać. - Stwierdził Black. - Padme, schowaj się! Saro... Już czas, Cthulhu tu leci...
Sarze oczy się rozszerzyły ze strachu.
Black zerwał się na równe nogi.
-Ruszamy do kapsuł i wynosimy się stąd! Kierunek na wyspy brytyjskie, Stonehenge! Tam się wszystko roztrzygnie, ruchy!- Zakomunikował w biegu.
Wyszli na zewnątrz.
Padme pomachała im stojąc na progu, na do widzenia.
-Szybko!
I odlecieli.

-Musimy wracać do Polski! W kryjówce zostało trochę broni, która może się nam przydać! Odbijamy! - Zapowiedział Black przez radio.

Szybko znaleźli się w znajomym lesie i wylądowali.
Wybiegli za Blackiem od razu na strych i zjechali windą w dół.
Dostali się na koniec pomieszczenia z ustawionymi szafkami, aż dotarli do przeciwległej ściany.
Black zaczął wykonywać na niej jakieś dziwne ruchy i ściana zniknęła, a w jej miejscu pojawił się cały arsenał.
Karabiny, granaty, wyrzutnie rakiet, jakieś małe pistoleciki i inne, dziwne przyrządy, których Richard jeszcze nigdy wcześniej nie widział.
Większość prawdopodobnie na plazmę.
Black wziął pare jakichś małych pudełeczek i pistolecików, jednego z nich rzucił Sarze.
-Ok, to wystarczy, reszta nam się nie przyda, nie na takiego przeciwnika, mamy wszystko czego nam potrzeba.
Richard nie otrzymał niczego.
-A ja?- Spytał.
-Ty tego nie potrzebujesz, zaufaj mi.
Popatrzał na niego trochę skonfudowany.
-Eee... ok.
-Idziemy, musimy się spieszyć, już wie, że tu jesteśmy.
Szybko wybiegli. Wjechali windą na górę i zbiegli na dół.
Wsiedli do kapsuł i ruszyli.
-Kierunek: Stonehenge. - Zakomunikował ponownie Black przez radio. - Bez odbioru.
Sam zaczął rozmyślać nad tym, co zaplanował i nad tym, co powiedział mu ten tajemniczy Michał. Ale nie widział innego wyjścia...

Niestety, musiał postawić wszystko na jedną kartę.
A to co?

Zobaczył na radarze parę punktów, lecących za nimi.
-Cthulhu! Już tu jest! I leci za nami! - Zakomunikował.
-Widzę! Co teraz?? - Ryknęła Sara
-Włączyć dopalacze! Musimy się tam dostać!
Serce Richarda mało nie wyskoczyło z klatki piersiowej. "Czemu akurat tam?"

Leciał za nimi i to nie sam.
Pradawny zwołał po drodze zgraję swoich wiernych sług, które przyłączyły się do niego w locie.
Mieszanka najpotworniejszych, najobrzydliwszych i najokrutniejszych stworzeń we wszechświecie. Głodni krwi, pragnęli tylko jednego: dopaść ich i rozszarpać na strzępy. Demony, diabły, tytani i wszelkie czarne szumowiny.

Sara poczuła wstrząs. Jeden z tytanów, machnął wielką łapą, uderzając w jej kapsułę wielkimi pazurami, wyłamując jej sporą część. Popatrzała w górę, twarzą w twarz z potworem, który kopnął pojazd jak piłkę, wysyłając ją w stronę ziemi z wysokości paru ładnych kilometrów, z wielką szybkością.
-Aaaa!
-Sara! - Czas w oczach Richarda zwolnił.
Skierował się w dół i otworzył swój pojazd, ustawiając się pod nią.
-Skacz!- Krzyknął do niej przez radio.- Jestem tuż pod tobą!
Jej kapsuła zaczęła płonąć. Wychyliła się i spojrzała w dół.
Nie wyglądało to za dobrze. Wahała się.
-Dalej!- Ponaglał ją Rich.
Nie miała wyboru. Zamknęła oczy i :
-Szlaaag!- Odbiła się i poleciała w dół.
Rich poderwał maszynę do góry i złapał ją zręcznie w locie, prosto w otwartą lukę, którą szybko zamknął.
-Mam cię! I jak się leciało?- Zapytał, zadowolony z siebie.
-Nigdy więcej... Zaraz zwymiotuję... - Poszarzała na twarzy. - Leć!

Powoli dolatywali do celu
Kule ognia leciały w ich stronę. Black unikał ich jak mógł, Richard bujał się kapsułą na boki.
-Wytrwajcie, za parę sekund lądujemy! - Zapowiedział Black.

Ale każda sekunda była na wagę złota. I każda sekunda mogła zmienić wszystko...
Sara obijała się o ściany kabiny bezwładnie.
-Ej! Uważaj! Ał! Moja głowa...- Potarła się o jej czubek.

Wielki potwór, o kształcie żaby, z wielkimi szponami i zębiskami, wysunął nagle swój język w stronę jednej z kapsuł, pragnąc go pochwycić.
-Skąd ta żaba?!- Zdziwił się Rich.
-I co jeszcze? Może jaszczurka do kolekcji??- Spytała drwiąco Sara.

Byli już na miejscu.
Nagle, wielki, wodny jaszczur tąpnął w ich kapsułę, zsyłając ją brutalnie na ziemię.
Sara zacisnęła zęby.
-Że co!?- wycedziła.
Uderzyli mocno w jeden z wielkich kamieni, rozbijając się. Black wylądował zaraz obok nich, wyskoczył szybko z pojazdu i podbiegł do nich.
Kapsuła, mimo twardego pancerza, po takim upadku była kompletnie zniszczona.
Obydwoje jakoś się z niej wygrzebali.
-Wszystko w porządku? - Spytał ich.
Ale ledwo zdążył zadać to pytanie, gdy nagle rozległo się silne tąpnięcie i wstrząs.
Cthulhu i reszta, wylądowali. Za chwilę miała rozegrać się bitwa ostateczna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz