sobota, 18 kwietnia 2020

STATEK MIŁOŚCI ROZDZIAŁ 15 Crash test

 KUNDHALINI STATEK MIŁOŚCI ROZDZIAŁ 15
Crash test

No jak to na Amazonki przystało, przystają w Amazonii, a dokładniej, w jej puszczy.

To faktycznie będzie kawałek drogi. Jak się tam dostaniemy?

Powietrzem.
-Bunk wskazał palcem niebo.
Poczekaj, powinienem gdzieś je mieć... a, tutaj. Mam!

Hedys obserwował uważnie każdy jego ruch.
Wyjął małe pudełko, a w nim były równymi rzędami ułożone, błyszczące, małe, szklane jakby się zdawało elipsy, każda z przyciskiem u góry.
Wyjął jedną z nich, nacisnął przycisk i odrzucił daleko od siebie.

W miejscu gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się mała fasolka, teraz stał przed nimi najprawdziwszy szybowiec.

Hedys nie mógł się nadziwić.
-Ee, dużo się zmieniło, od kiedy tu ostatni raz bylem..

Technika posuwa się do przodu w zawrotnym tempie, z resztą, to tylko prototyp. Dany nielicznym.
Całkiem spoko, co?

Na pewno oszczędzi nam dużo czasu.
Choć tutaj dziwnie jakoś płynie.
Mniej przyjemnie...

To tylko Mildgard. Nic specjalnego.

Mów za siebie.

Może i są powody, aby nie lubić tego miejsca, ale ma swoje uroki.

Zależy w jakim czasie wpadniesz w ten kocioł.

Cóż, my musimy się skupić na jego opuszczeniu, i to w miejsce gorsze, ale z naszym przewodnikiem nie powinno nam nic zagrażać. Wsiadamy?

I tak polecieli. I lecieli.
Aż dolecieli.

Ta droga miała być długa. - Narzekał Hedys.

No była, ale tym cackiem szybko ją pokonaliśmy.

I pełna przygód!

Bunk odwrócił się w jego stronę zza sterów.
-Nie narzekaj, przynajmniej dolatujem..

Uważaj, drzewo!

Nawet nie zdążył się obrócić i już samolot rozbił się o pień najwyższej sosny w wielkiej puszczy .

Płonące resztki wraku szybowca zwaliły się na ziemię.

Nieprzytomny Bunk zwisał bezwładnie. Oto za kołnierz trzymał go Hedys, stojący na gałęzi pobliskiego drzewa.

Mało brakowało...
Musi uważać co mówi.
Niektóre słowa są jak zaklęcia.
Możesz coś wykrakać i kupa.

Trzeba zejść na dół.

-------------

Bunk w końcu odzyskał świadomość.
Patrzył na nocne niebo usiane pięknymi gwiazdami, które częściowo zasłaniały konary wielkiego drzewa.

Co ja tu robię?
Spytał sam siebie.

Gówno, leżysz.
Odezwał się kompan.

Ou,
Podniósł się.
To wiem, ale gdzie...
Spojrzał krzywo.
O niee... To nie był sen...
Położył się gwałtownie z powrotem, z kwaśną miną na ziemię.
Nieeee!
Jak to możliwe? Jak to się mogło stać?
To się nie stało... nieee...

Uspokój się Bunk, może tak miało być...

Zamknij się!

Ok..

-Po chwili ciszy jednak, Hedys zagadnął:
I co teraz?

Musimy iść. W tej gęstwinie żaden pojazd nie ma sensu... Dokroćset!
Gps uległ zniszczeniu... I w ogóle wszystkie inne urządzenia nawigacyjne też.
Komórka! No tak... brak zasięgu i 20 % baterii. I love you babe. Co dalej? Nasze położenie jest tragiczne. Nie wiemy gdzie jesteśmy, nie wiemy w którą stronę iść i ile drogi w ogóle przed nami.
Nic nie wiemy Hedys, nic...

-Bunkowi chyba zbierało się na płacz.

I to się chyba nazywa początek przygody...

Zamknij się! To twoja wina, to ty mnie zagadałeś! I te twoje krakanie też!

-Bunk wziął zamach, aby rzucić w niego przedmiotem, który złapał odruchowo w rękę. Gdy już miał rzucać, zatrzymał się na moment i spojrzał na to, co trzymał w dłoni.
To był kompas.

Haha! Uratowani! Uratowani! Tak jest!

-Jego zmiany nastrojów były nieco konfudujące.

I jesteś pewien że ten ..eee... kompas nam wystarcza?

Tak, i to bardzo! Dzięki temu wiemy już wszystko, czyli znamy kierunek w którym musimy się poruszać. To wiecej niż wystarczająco.

Wiec skoro tak, musimy rozbić obóz Bunk, późno już.

Racja, odpocznijmy. Czeka nas nieprzewidywalna wyprawa...








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz