sobota, 25 lipca 2020

Statek miłości, rozdzial 17, wyższy plan

Rozdział 17
Wyższy plan

-Musimy iść dalej....
Wstawaj Hedys...

szturchnął go.

-O kur...
A tak mi się fajnie latało..

Podniósł się.

-Dlaczego podczas snu latanie wydaje sie najnormalniejszą rzeczą pod słońcem, a tu być tak nie może?

Nagle, jego wywody przerwała strzała, która świsnęła tuż obok ucha, wbijając się w pień drzewa.
Obaj stanęli jak wryci wybałuszając oczy to na siebie, to na śmiercionośne narzędzie.

-Nie strzelać! -krzyknął Bunk. - Przybywamy w pokojowych zamiarach! Jestem przyjacielem waszej przywódczyni!

Bunk od razu wiedział z kim ma do czynienia...

-Shre Pa! Muszę z nią rozmawiać! To sprawa najwyższej wagi!

Kolejny grot strzały wbił się zaraz pod jego kroczem.
Spojrzał to na dół, to na kompana i znów zakrzyknął:

-No do kurwy nędzy, przestańcie! Ostrzegam was! Shre Pa to moja dobra przyjaciółka! Jeżeli jednemu z nas choćby włos spadnie z głowy i się o tym dowie...

-Dobra przyjaciółka powiadasz?
Nagle, zza zarośli wyłoniła sie ciemnej karnacji brunetka, o mocnych rysach twarzy i rażąco jasnozielonych oczach. Na prawym nadgarstku nosiła złotą bransoletę, podobnie jak jej towarzyszki.
Ciągle celowała z łuku w ich stronę.

-Shre Pa...
Bunk nie spodziewał się że odnajdą ją tak szybko.
-Eee... Kopę lat?

Wystrzeliła kolejną strzałę zaraz obok jego stopy.

-Jesteś pewien, że jest po naszej stronie? -szepnął mu na ucho Hedys.- Nie wygląda na to, żeby darzyła cię sympatią?

-Mówiłem ci że jest nieco... dziwna. To skomplikowane, zamknij się i daj mi się zająć gadką.

-Dziwna? Ja?

(O nie, usłyszała to...) -pomyślał Bunk.

-Daj mi jeden powód, aby następna strzała nie przebiła twego serca, hm? Masz czelność tu przyłazić, po tym wszystkim co sie stało łajzo? Co?!

-Dam ci 3 słowa Shre Pa. 3 słowa, które sprawią że opuścisz to gówno na dół. Ale najpierw sie uspokój. Spokój, ok? Gotowa?

Hedys zastanawiał się o czym ona mówi, co on jej takiego zrobił?

Amazonka celowała dalej bez wzruszenia.

-Megog....został... porwany...

Coś w jej oczach drgnęło. Faktycznie, powoli opuściła łuk na dół.
-Słucham dalej?

- To te kurwy z Otchłani... Oni go znaleźli Shre Pa i Bóg jedyny raczy wiedzieć w jakie zakamarki Podziemi go zabrali i co mu teraz robią...

-Może to samo, co ty zrobiłeś jej, hm?- znów podniosła broń w jego kierunku.

-Dobrze wiesz, że musiałem tak postąpić. Staliśmy przed wielkim monstrum, bez tej akcji nie byłoby szans na pokonanie go! Zginęli by i ona i on i ja. Wszyscy na darmo!

-Oh, jakoś dziwnie się złożyło, że akurat TY wyszedłeś z tego cało, hm? Ty parszywy gnoju...- Naciągnela cięciwe i przysunęła oko do strzały...

-Poczekaj! Nie miałem wyboru! Tylko śmierć bliskiej osoby mogła uwolnić jego ukryty potencjał! Ja się o swoje życie nie prosiłem! To ONI chcieli mnie całego! Myślałem, że dzięki temu go pokona i jak widać, potwora nie ma już długi czas!

-To nie on go zabił matole! To był Boski Żołnierz, musiał interweniować, twój plan spalił na panewce, bo obaj i tak nie żyją, a ty wyszedłeś na zdrajce i mordercę!

-Byłem gotów przyjąć te konsekwencje dla dobra sprawy! Zrobiłem to w dobrej wierze! W tej sytuacji moje imię nic nie znaczyło, trzeba było zrobić wszystko żeby sie go pozbyć, WSZYSTKO, rozumiesz? Jeżeli ty nie, ON na pewno weźmie to pod uwagę, nie myśli jak my... Nie zdziwiłbym się gdyby to był JEGO... Wyższy zamysł.

-NIEGO w to nie mieszaj, jeszcze uznasz że sam układasz lepsze plany ćwoku!

Hedys nie miał pojęcia o co mogli się kłócić, ale wersja Bunka brzmiała nawet sensownie...

-Sensownie?! To nawet nie jest prawdziwe jego imię!- Odkrzyknęła Shre Pa.

- Zaraz... powiedziałem to na głos? O czym wy mówicie?

-O PRZEDWIECZNYM CTHULHU!- krzykneli obaj na raz.

-Ok... chyba odwiedzam ten wymiar zbyt rzadko... Co mnie ominęło?

-Czysty rozpierdol, apokalipsa.... Przeczytaj poprzednia książkę Cthulu, powrót przedwiecznego i nie zadawaj tylu pytań.... To co, Shre Pa... juz wiesz. Znasz szerszy kąt. Wiesz cz3mu musialem zrobić tak a nie inaczej, więc może teraz przejdziemy do...

-Nic nie musiałeś i nigdzie nie idziemy!- Złość na jej twarzy była bardzo mocno odmalowana dalej, choć jakby już słabiej, znając przyczyny i skutki...

Nagle, to do niej dotarło... Cały ten czas spędzony na planach zemsty, cała ta emocjonalna rozpacz... Zarzekanie się bogom, że pomści śmierć siostry... Wszystko sypało się jak domek z kart... po wypowiedzeniu paru magicznych, logicznych zdań które wyplynęły z jego ust, niczym czarodziejskie zaklęcie co zmieniło całą rzeczywistość.
A więc to tak...

On ma racje... i to było najgorsze, a ja, ja byłam tak zaślepiona nienawiścią, że nie potrafiłam tego zauważyć, tego całego...wyższego....planu....
Shre Pa!
I zemdlała...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz