Czas psychozy-rozdział 2-Czas
Potrzebuje dobrej muzyki, jestem w dobrej czasoprzestrzeni. Carbony? Może być.
Nie ma to jak iść na przystanek nabuzowanym w pełni serotoniną, która aż wylewa się ścieżkami neuronowymi niczym ludzie z autobusu na który zaraz się spóźnię.
Ale to nie szkodzi.
Mimo że zaraz wypluję płuca w tym szaleńczym biegu, wiedziałem że zdążę.
Chociaż gdyby kierowca nie poczekał, pewnie nie miałbym na tyle szczęścia.
Dzięki.
Za to lubię dexa. Daje mi szczęście. I to na tyle go dużo, że nawet światło na każdym przejściu mam zielone. Niczym Felix felicis.
Fale elektromagnetyczne na których działa mój mózg są przełączone, woow cóż to za częstotliwość? Odbieram rzeczywistość zupełnie inaczej.
Gadający ludzie.Ktoś podobnie jak ja słucha muzyki. Jeszcze inny żuje gume. Śmiechy, tupoty, popychania, szturchoty. Droga do szkoły. Dzisiaj jadę sam pośród tłumu i dobrze... nie mam dziś głowy na dialogi. Tylko monologi wewnętrzne w głowie mojej... Potrzebuję wyciszenia, umysł to klatka, a ja za mało medytuje.
Za dużo dragów biorę.
I jedno i drugie.
Patrzę przez szybę na przemijający obraz za onem, znikający by odnaleźć nowy pejzaż, uciekający jak ten moment...
Ile bym dał za pilot którym mógłbym go kontrolować, przewijać, cofać... Zatrzymać.
Siebie.
Umysł.
Równa się zatrzymać czas? Może.
Nie wiem, nie znam się.
Dziwna sprawa... ten czas.
I tak rozmyślając czas mi mijał, aż w końcu dojechałem do celu.
Hop.
Jestem na chodniku.
Wylądowałem na pętli autobusowej.
Co dalej? Jechać tramwajem, czy iść gdzieś z buta?
Trzeba dexa zakupić więcej i iść coś zjeść.
Dobra... to tramwaj, tylko sobie zajaram.
Uff...
Hehe, kto by pomyślał że te dopki będą kopać. I to jeszcze na legalu spod lady... dziwne... Kokolino by sie przydało...
I tak zatracając się w myślach i wspomnieniach czasoprzestrzeni roku 2008, ściągałem szybko buchy z lufy. Tramwaj zaraz startuje kierowca już idzie.
Spaliłem wszystko, jedziemy.
Ale się faza wkręca. Jestem kompletnie zjarany... Jeszcze dex wszystko podbija. Moje oczy czerwone jak kapsko pawiana.
Dobra, idę do apty, zobaczymy czy sprzeda.
Bywało że odmawiały sprzedawania leku, gdy farmaceutki widzialy jak młody gówniarz prosi o 3 paki. Tym bardziej że wiedziały doskonale po co mi to.
Taaa... tani lek, ktorym dzieciaki się odurzają, taki trend. Ale wielu się nie spodobało..
Hehe, niewtajemniczeni.
Nie wiedzą, że z czasem uboki znikają i że trzeba przyjmować to w odpowiedni sposób z odpowiednim przygotowaniem i jedzeniem i w odpowiednich warunkach.
Nie wiedzą tego...
Nie czytają za dużo.
Heh, wyjątkowy specyfik. Pokazuje coś innego z każdym tripem.
Mi tam się nigdy nie nudził, ani nie odstraszał.
No to jestem.
Za każdym razem gdy kupuję dexa, mam nieprzyjemne uczucie, bo obiecałem Bogu, że już więcej nie wezmę.
Nie wiem dlaczego to zrobiłem, byłem na dexie. Aczkolwiek to się stało.
Nie bądź zły na mnie proszę.
Ciągle zadaję sobie pytanie, czemu? Po co ? Na co? Ale sie stało. Może taka była wola Wyższa?
Bo jak mówi Słowo:
"Dana obietnicę Najwyższemu dotrzymasz".
Taka wyjątkowa substancja, co podłącza pod inne wymiary, a ja ją sobie zrujnowałem.Najlepsza.
Debil.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz