Czas Psychozy
Rozdział 1
Jestem sobą... chyba.
Nie idę dzisiaj do szkoły.
Pierdole.
Albo może pójdę?
Może lepiej się wyspać, po co się męczyć?
Kurde... Nie mogę zostać w domu, rodzice na chacie, będzie przypał.
I gdzie pójdę na osiem godzin? Będę się tułał po mieście... Dobra.
Zajaram se tylko przed wyjściem i idę...
Szybko, autobus!
Kurde, nie zdążę!
Szybkim krokiem, osunął się bokiem. Wybiegł z pokoju wręcz.
Jest!
Wszystko sie układa, uwielbiam to, to może być dobry dzień. Każdy dzień w którym poszukuje się szczęścia i je znajduje, jest dniem dobrym. Tak. Szkoda zaczyna się dziać, gdy szczęście zaczyna być towarem.
Wtedy zaczynasz układać różne jego formy i kompilacje, niczym towar na półkach w sklepach. Taa.
I Wyceniasz.
Porcjonujesz. A wiesz co jest najlepsze?
Potem to sprzedajesz, ale to co sprzedajesz, nie jest już tym prawdziwym, pełnym szczęściem, tylko sztucznym, pociętym na kawałki cieniem tego co było.
Łatwo to zauważyć można w świecie.
Potem wsypujesz to do worka.
Albo robisz z tego tabletki.
Taaa, wiesz o czym mówię?
Po tym czymś, twoje hormony szczęścia buzują.
I to tyle. Żeby być szczęśliwymmc.
W sumie nie tyle. Żeby być prawdomównym, dzieje się o wiele więcej.
Zależy jakiego rodzaju doznań szukasz.
I grunt, to nie dać się uzależnić.
"Ja tylko raz!"
I tak, tak znamy tę gadkę, ja też tam byłem i kto tam nie zna?
Ale hej, wiesz co jest śmieszne?
Chyba jedyne uzależnienie, czułem tak na prawdę tylko od zioła. Haha!
Farciarz, co?
No, to muszę ci powiedzieć że chyba Bóg ma mnie w swojej opiece, bo zwiedziłem wiele krain, z tego i owego świata i póki co, wyszedłem bez szwanku... chyba.
Ciężko tak na prawdę raczej stwierdzić, tak? Bo któż mógłby wiedzieć kim bym był gdyby nie ten cały... bałagan.
Eee... Zdaje mi się, że ewentualnie jestem sobą.
Chyba.
Więc jedziemy dalej.
Właśnie jestem po srogiej dawce dxmu, nieprzespana noc po tripie, w którym znów dotknelem sedna prawdy po 900 mg' ach i mach do tego jakichś dziwnie ponazywanych kannabinoidów, sprawiły, że matrixowa rzeczywistość znowu się na mnie uwzięła. Ale na szczęście pozytywne wibracje dxmu, podniosą moją upadłą pozycję mentalną.
Jak odnaleźć siebie? Po dysocjantach? Z wypranym mózgiem od przećpanych idoli? Czy era buntu i LSD na woodstocku odchodzi do lamusa?
Jeszcze nie.
Póki chodzę do technikum i mam Kostrzyn obok siebie i plecak i saszetkę z psychodelikami i gbl'em, będę żył!
I dużo palenia.
Koniecznie dużo palenia.
Ide do apty po więcej DXM. Dzisiaj kontynuujemu ciąg, tak... Ciekawe w jakiej lokacji wymiarowej znajdę się dziś. Zapewne jeśli wchłonę grejpa, bedzie to o wiele dalej niż wczoraj...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz