Kundhalini:
Cthulhu
czyli:
Powrót
Przedwiecznego
by: Dawid
Obłaczyński
Wstęp
Znowu
wyrwana kartka, ehhh.... Tej już na pewno nie zgubię.
Początek książki
poszedł się... tarmosić. Chyba zaczniemy właśnie teraz.
Ja jestem tutaj
tylko narratorem, ale wspomnę, że czekam na pociąg do Essen, po
tym jak utknąłem w Berlinie.
Przystanek Wendy.
Od przystanku
Woodstock się zaczęło... albo i nie?
Lecz razem z jego
końcem, skończyło się i poczucie wolności. Przeminęło, jak
śmieci lecące z wiatrem...
Powrót do
rzeczywistości uderzył mnie silnym plackiem twarz, jak nadlatująca
foliowa torebka, która przesłoniła mi widok.
Nie zostało po
tym pięknym festiwalu nic, prócz śmierdzących wspomnień i
tęksnoty. Obraz opuszczenia i rozpaczy, jak opuszczone namioty
walające się gdzieś, po pustym już polu...
Burza nadchodzi.
Ale to już
nieważne...
Jestem tu, aby
opowiedzieć pewną historię. Richard, bo tak się mój bohater
nazywa, właśnie powraca z krainy snów...
-7:00, pobudka,
wspaniale! Kolejny dzień! Jak ja kocham chodzić do szkoły... Lubię
być czarną owcą, lubię też się uczyć, ale nie lubię, gdy
koledzy z klasy się ze mnie nabijają...- Pomyślał mały Richard,
gdy wstawał jak co dzień do szkoły.
Śniadanie,
energia i adhd.
- Muszę poznać
wszystko, wszędzie być! -Takie o, niesforne dziecko. Pełno
energii.
-Dostałem dziś
szóstkę mamo! Z dyktanda. Zajebisty jestem z ortografii. A
pamiętasz mamo, jak recytowałem? O mamo! Nawet z wadą wymowy byłem
najlepszy! Tak, uczyłem się tego wiersza, przygotowałem się! -
Cóż za entuzjazm!
Rich był chudym
dzieciakiem, śmiesznym dzieciakiem, dziwnym dzieciakiem.
Zawsze lubił
dużo czytać, czytał już jako mały szkrab. Zaczął dużo
szybciej niż koledzy, bo chciał wiedzieć o co chodzi w tych
obrazkach od komiksów, a kiedy nie mógł, wkurzał się i grał na
gitarze.
-Dzisiaj
nauczyłem się wiązać sznurówki! Zupełnie sam! Ale czad! Ale
euforia! Nikt więcej nie będzie musiał zawiązywać ich za mnie, o
nie! Zrobię to sam. Ale fajny rower! Trójkołowy! Na śmietniku,
leży sobie! Trochę rozwalony, ale co tam! Biorę!
Richard często
rozmyślał... O Ziemi, o istnieniu i tym podobnych. On nie lubił
myśleć o pierdołach. To tak jak ja, ale narrator jest jego złym
bratem, nie ufajcie mu.
-Zawsze chciałem
tak się bujać na huśtawce, jak mój wujek, którego bardziej
uważaliśmy za kuzyna. Tak dookoła. Ale chyba nigdy nie będe taki
odważny.- Pomyślał mały Richard.
-Mama zawsze
zabraniała nam chodzić do parku, pamiętasz? Bała się, że się
zgubimy. /autor
-Nie gadam z
tobą. Jestem bohaterem tej książki, nie mogę!
(Sory. Właśnie
wypisał mi się długopis, ale jakaś miła pani właśnie mi
podarowała następny, inna zaś miła pani oddała mi wcześniej
bilet na pociąg do Berlina, wszechświat jest za mną!)
Gdy wrócił
później ze szkoły, jego mama wiedziała, że coś było nie tak.
Znowu bał się
wrócić do domu...
Chłopak nie miał
spokoju, ale nie skupiajmy się na tym.
Rich nie był
zwykłym chłopcem, o nie. Był inny niż wszyscy, to dało się
zauważyć od razu.
Po myśleniu,
zachowaniu, wyglądzie.
Wyróżniał się.
Nie lubiano go za
to, ale niósł swój krzyż.
Wiecie jakie są
dzieci.
Czasami tam
panuje gorsza dzicz i bezpośredniość, niż w świecie tych ważnych
garniaków.
Jak bardzo
chcieliśmy być dorośli kiedyś?
Tak samo bardzo
jak chcemy być dziećmi teraz. Bo czas trzeba łapać, póki ucieka.
Richard na
początku swej drogi o tym nie wiedział, myślał że zawsze będzie
tak fajnie jak na podwórku, na rolkach po chodniku.
Naiwny...
Jak dziecko.
-Bo jestem
dzieckiem, pamiętasz? To dopiero początek tej historii!
No tak...
No to złożyłem
ten trójkołowy rower, ale nie działał, a na dużym dwukołowym
nie umiałem.
Jak to nie?
Kuzyn (wujek)
odkręcił kółka i jedź.
Przewracałem
się, ale koleżanki patrzyły. Muszę sobie dać radę.
Ale wstyd.
-Jak się nie
wywrócisz i łokci nie zetrzesz, to nigdy nie nauczysz się jeździć!
Więc się
nauczyłem.
I to można
odnieść do każdej dziedziny życia, czyż nie?.Życie daje ci
bęcki po to, żebyś potem był przygotowany na jeszcze większe,
takie życie.
Rzymu od razu nie
zbudowano, do cholery! Więc głowa do góry!
(Piszę to w
pociągu, czekaj, zaraz wrócimy.)
-Dali mi kredki w
przedszkolu, walić to. Wolę pisać niż malować, taka ręka
doktora.
Straszne pismo.
Życie to stek
nieporozumień.
Nasz bohater nie
wiedział o tym, ani nie był na to przygotowany.
Siedzę na dworcu
w Niemczech, Berlin. Zgubiłem drogę. Prześpię się na dworcu w
takim razie...
Jestem podłączony
pod energię kosmosu. A więc Kundhalini działa.
To coś przeszło
po moim układzie nerwowym niczym światło z Góry. Znak.
Co się ze mną
dzieje? WOW! Czuję się jak jeden z wybranych, co za moc! Ale mną
trzęsie!
Przez chwilę
poczułem się jak bezpiecznik, który ma za dużo energii, po prostu
rozpieprzyłem matrix, jakby jakiś jad chciał mnie wessać do
środka. Wchłaniałem energię oczyma.
Mały Richard
biegał, unosił się, jakby miał przypięte skrzydełka do pięt,
niczym jakiś goniec.
Nic go nie
obchodziło, oprócz biegania w kółko i byciem szczęśliwym z
tego, że po prostu jest...
Uśmiech.
Niewinny uśmiech
na ustach dziecka, latającego z ucieszoną michą jak debil.
Wielu osobom to
nie pasowało. To, jaki był szczęśliwy z tego, że po prostu
jest.... Że zaczyna się kolejny dzień, że można pobiegać na
podwórku do wieczora po piasku.
Nie!
Oni mówili: nie!
"Bądź
normalny, nie zachowuj się tak, to nie wypada."
Rich miał to
głęboko gdzieś. Nie przejmował się za bardzo tym, co mówią
inni. Po prostu nie. Bo po co?
Ludzie tego nie
lubią. Nie lubią beztroski.
Nasz malec nigdy
tego nie rozumiał, (z resztą, ja też) po co się tak naburmuszać?
I nabierać powietrza?
Co?
Richard lubił
oddychać. Oddychać głęboko przez nos, wciągać świat oczyma i
wypuszczać to, co zaległe w bezkres wiatru. Puścić przeszłość
w niepamięć i zaczerpnąć powietrza z powrotem.
Świeżość!
Dlaczego ci
stagnaci tak go nie lubili?
Bo go nie znali.
A z niewiedzy
bierze się strach.
Za tym idzie
wytykanie palcami, bo w stadzie raźniej.
Kumasz?
-Mój kamień
trafi w tamte tory! Patrz!- Powiedział Rich do kolegi, rzucając
kamieniem w szynę.
Bach!
Odezwał się
metaliczny dźwięk rzuconego krzemu.
-Widziałeś to?
-Ale iskra
poszła, nie?
-Wiedziałeś, że
kiedyś tak w jaskiniach ogień rozpalali?
-Jak?
-A normalnie! O
kamienie i siano!
-Dawaj! Pokaż!
Nasza piromania
płonęła w nas tak samo, jak mołotovy rozbijane o stację przed
nami.
O tak, stacja
kolejowa, obok szkoła, a zaraz za szkołą rozciągały się
bezkresnie zielone te, złociste pola i łąki.
I ta dzika
jabłoń, na którą Richard w czasie przerw wspinał się i rzucał
jabłkami z kolegami.
Co jak co, ale
jakichś tam kolegów miał.
Wydaje mi się,
że im starszy Richard był, tym bardziej osamotniony się stawał. I
nie ważne jak bardzo "cool" chciał być, wiedział że
zawsze będzie sam.
-Ej, widziałeś
jak ostatnio się skończyło?
-Nie, mama mi
wyłączyła.
Codzienne gadki
na temat naszej ulubionej kreskówki, która była naszą biblią.
Którą uskutecznialiśmy, tłukąc się na przerwach.
Mimo wszystko,
walka o hierarchię w stadzie nigdy go jakoś nie pociągała, ale
czasem umiał zdobyć grupę mózgiem, albo jakimś zabawnym
komentarzem.
Rich szybko
nauczył się zasad rządzących w stadnym zachowaniu, szybko nauczył
się wychwytywać mimikę, gesty, ruchy. Odczytywał je od razu, jak
kalkulator.
Miał dar.
Miał to
wyczucie, to co ludzie nazywają "szóstym zmysłem".
Widział w kłosach zbóż ten błysk, którego nie dostrzegali inni.
Jakby go coś prowadziło.
-Ała! Kurna!
-Ale będzie
limo! Haha!
Młody właśnie
starł śnieżkę rękawem z oka.
-Kurde! Jak ja
nienawidzę zimy! Co roku to samo. Nacieranie, wrzucanie śniegu za
kołnierz.
Chociaż śnieżne
fortece, bitwy na śnieżki i toczenie wielkich kul śniegu to
najlepsza zabawa jaka może być!- Jak zwykle, Richard rozkminiał
dwie strony medalu na raz. Patrzył na rzeczy pod wieloma kątami,
myślał poza pudełkiem.
-Pani zobaczy jak
Rich to przykleił!
-Richard, znowu
źle to zrobiłeś!
Zawsze uważał
że wymagano od niego za dużo. Albo był przydzielony nie do tego co
trzeba.
Jakim cudem miał
niby przyklejać tę folię do kartki dobrze, skoro go to w ogóle
nie obchodziło?
Rich wolał
wiedzieć z czego ta folia i kartka były zbudowane i dlaczego są
tak od siebie różne i mają inne właściwości, analizować je,
zamiast je głupio ze sobą sklejać! Jak wszyscy, nie? Jaki w tym
sens?
To takie głupie.
Zobaczcie lepiej
jak to sreberko się świeci! Dlaczego ono tak pięknie się mieni?
-Proszę pani!
Ale ładne!
-Przyklej to i
tyle, po co się tym bawisz?
No tak, negatywne
podejście to właśnie to, czego teraz potrzebowałem. No dobra,
niech jej będzie, przykleję, choć nie jestem w tym najlepszy.
I jak zwykle,
kupa z tego wyszła. Nie mam zdolności manualnych, ale za to mam
paranormalne.
Nigdy nie lubiłem
kleić tych papierków i tak.
Wolałem pisać.
Richard ekspresję
wyrażał poprzez słowa, to była jego siła. Jego słowa mogły
zawsze zdziałać wiele, bo zawsze wiedział jak je dobierać
właściwie. Jeśli o pismo chodzi, to na tym polu był mistrzem,
nikt mu w tym nie mógł dorównać. Pisał historie prosto z
długopisu, jakby atrament był złuszczoną formą myśli na kartce.
DNA wyznacza
nitka papieru. Niepowtarzalna. Ani w jedną, ani w drugą stronę
czasu, niestała. Unikalna, każda z osobna.
Rozumiesz?
Jak Włos..
Kiedy był mały,
nie miał za bardzo z kim rozmawiać, więc często mówił do
siebie...
Odpuśćcie sobie
Kundhalini, drogie dzieci.
Zlasuje wam mózg.
Mi zaczęły się
przytrafiać dziwne rzeczy, pokręcone rzeczy, demoniczne rzeczy.
Dotknąłem
kręgieł piekla i to bez ściemy.
To byla
przejażdżka, której nie zapomnę do końca życia.
Olałem dla tego
wyjazdu wszystko, lecz i tak wracam. Mam mieszkanie, mam pracę.
Właśnie wracam
na stopa. Mam nadzieję że jakoś dowłóczę się z powrotem, hehe.
Jeśli nie zginę.
Z resztą i tak
mam na to wylane, czy żyję, czy nie. Kogo to obchodzi? Życie to i
tak tylko jedna, wielka przejażdżka (i jedno, wielkie
nieporozumienie) na której jestem teraz i tej, o której chcę
opowiedzieć.
Wróćmy więc do
naszego malucha.
To, że miał
mózg ułożony inaczej niż reszta, zawsze wpędzało go w niezłe
kłopoty.
Ale w końcu nie
ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, a błędy są rzeczą
ludzką i nie ma sensu wstydzić się ich popełniać.
Do Richarda
dotarło to niedawno. Od kiedy wyjechał z Polski.
Kochał swoją
ojczyznę, to był wolny kraj.
-Polsko, kocham
cię, jesteś piękna!
Myślę, że na
całym świecie ludzie, a przynajmniej część z nich, okazuje się
zwykłymi skurczybykami i oszustami bez serca.
Sam nie jestem
święty, ale wróćmy teraz do tego, gdy podczas podróży coś się
stało:
Berlin jest
okropny. I piękny zarazem, tak jest zazwyczaj.
Dziwne rzeczy
przytrafiały się, od kiedy na dworcu energia Kundhalini uwolniła
tę wewnętrzną przemianę.
Maszyny dookoła
zaczęły zachowywać się niestandardowo.Np. budka do wydawania
biletów w Berlinie nie chciała przyjąć euro, a gdy Rich spróbował
zagrać na maszynie w stylu jednorękiego bandyty, (jeden shot za 10
centów) dało radę raz, ale dalej maszyna nie chciała przyjmować
już więcej eurasków.
-Zepsuła się,
czy ki czort? Halo!- Krzyknął do sprzedawcy na stacji- This machine
is broken, it can't receive my money! (większość ludzi których
spotkałem w niemczech nie pojmowała słowa po angielsku)
Sprzedawca nie
miał pojęcia co się z nią stało, maszyna nie była jego.
Richard spróbował
więc ją odłączyć. -Zrobię jak intuicja każe, może się
zresetuje.
Sprzedawca nieźle
się wkurzył i wyrzucił go ze stacji szybciej, niż zdążyłeś
powiedzieć "jestem głodny" (Essen-jedzenie, niem.),
Brakło mu 12 centów na ciastko, lecz pazerny sprzedawca nie
zamierzał mu ich odpuścić. Co za sknera .
To nie byłem ja.
To ten drugi.
Alter ego, zły
bliźniak, ciemna strona, Mr.Hyde, jak zwał tak zwał. Diabeł
prosto w mojej duszy.- Usprawiedliwiał się.
Jazda z powrotem
na stopa to był dla mnie pikuś. Już ciężej było dotrzeć
pociągiem w tamtą stronę. Teraz przynajmniej wiem, że jazda do
Holandii to będzie łatwa sprawa, mam plany.- Powiedział sobie w
myślach, podczas gdy łapał stopa usiłując wrócić do domu.
O, jakiś miły
pan mnie zabrał, wybiera się daleko. Więc gitara.
-Już wracam moja
ukochana Polsko.- Czas płynie bardzo szybko, odpoczywam. Ahhh,
regenerujący sen, jak narazie na swojej drodze napotykam samych
pozytywnych ludzi, chyba mam szczęście.
Mam nadzieję że
nie umrę po drodze. (powtarzasz się) Ale umrę i tak prędzej, czy
później. Najlepiej naturalnie, jak sam Pan Bóg przykazał.
Zobaczymy.
Moja pierwsza w
życiu przeprowadzka.
Nie chciałem,
kurna, na prawdę nie chciałem tego robić.
I jeszcze ten
ojczym... Za co mnie tak nienawidziłeś od dziecka, hę?
Może nienawiść
to za dużo powiedziane? Nie wiem, na pewno mnie nie lubił, cóż
nie każdy musi, a ja sympatii skończonych alkoholików nie
potrzebuję.- Powiedział mały ćpunek, haha.
Narkotyki to
pieprzone demony, postanowiłem więc je rzucić.
Kiedy pierwszy
raz udał się do zerówki, czuł podekscytowanie lecz nic nie
okazało się takie jak myślał, jak zazwyczaj z resztą.
Przynajmniej (AŻ)
Bóg miał go w swojej opiece, to najważniejsze. Co nie, Panie?
-Co ten frajer
tak się ze mnie śmieje? Pomyślał Rich.- Z wyglądu? Pacan.
Młody nie
przejmował się, kiedyś po szkole przed nimi uciekał, teraz nie
boi się nikogo, ani niczego. A przynajmniej tak mu się wydaje.
Czego z resztą tu się do cholery bać?
Życie to tylko
przejażdżka, nie, Panie?
Nie ma co się
przejmować i chociaż nasz bohater popełniał wiele błędów w
swoim życiu i nie zawsze było dla niego ono łaskawe, lecz były
one po to, aby Richard coś zrozumiał, zmienił coś w swoim życiu,
no i musi być miejsce na nowe pomyłki.
To wszystko
doświadczenia, to wszystko nauka, to wszystko człowieka zmienia.
Czas.
Pieniądze, kasa
to nie priorytet, liczy się miłość i czas teraźniejszy, tu i
teraz.
Ale ma swoje
plusy i minusy, jak wszystko na tym pieprzonym, chorym, brudnym
świecie. Może po drugiej stronie będzie lepiej?
Któż to wie?
Czy takowa w
ogóle jest?
Tego nie wiesz na
pewno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz